Czy powiedzieć potencjalnemu pracodawcy o wadzie serca?

 
opracowanie: Ewa Marczak, dziennikarka, GUCH
 
 
Osobiście na rozmowach kwalifikacyjnych o tym nie wspominałam. Nie miałam też wzmianki w CV, że jestem osobą niepełnosprawną (mam orzeczenie o stopniu niepełnosprawności). Zrobiłam to z kilku powodów.
Po pierwsze moja wada nie serca nie wpłynęła na tok moich dziennych, pięcioletnich studiów poza tym, że miałam zwolnienie z zajęć wychowania fizycznego. Chodziłam na wszystkie wykłady i ćwiczenia, także te nieobowiązkowe. Jako słuchaczka byłam na dwóch konferencjach naukowych w Słupku i Ustce. Zdałam w pierwszym terminie wszystkie terminy. Owszem, bardzo je przeżywałam, serce mi waliło, ręce się trzęsły, ale nic poza tym się nie wydarzyło. Uznałam więc, że to najlepszy dowód na to, że nadaję się do normalnej pracy, a mój stan zdrowia nie będzie miał na nią dużego wpływu.

Poza tym nie chciałam, by potencjalni pracodawcy od razu zdystansowali się do mnie, ponieważ  mam chore serce. To budzi lęk u większości ludzi. Nie chcą oni zadawać się zbyt blisko z taką osoba, bo w ich mniemaniu w każdej chwili może ona dostać zawału, zemdleć itp., a w najlepszym wypadku na pewno będzie często brać zwolnienia lekarskie.
Nie chciałam też na rozmowie kwalifikacyjnej opowiadać o moich operacjach, pobytach w szpitalu, rokowaniach itd. Od czasów nauki w szkole podstawowej chciałam być traktowana tak samo, jak każdy uczeń. Bez ulg, pobłażania. Jeśli czegoś nie umiałam, otwarcie się do tego przyznawałam. Jaki jest bowiem związek między tym, że nie zdążyłam się dobrze nauczyć słówek z angielskiego, czy wzorów fizyki a wadą serca, skoro nie byłam w tym czasie w szpitalu?

Tak samo w trakcie starania się o prace zależało mi na tym, by inni oceniali moje wykształcenie, kwalifikacje, ambicje, a nie stan zdrowia. Czułam, że wyjawiając informację o wadzie serca, mogłabym nigdy nie znaleźć zatrudnienia. Szukałam go przez rok w Urzędzie Pracy. Byłam zarejestrowana tam jako osoba niepełnosprawna. Dla mnie skierowane były oferty w charakterze sprzątaczek, czy prasowaczek, co zupełnie nie przystawało do mojego wyższego wykształcenia. Raz tylko zostałam zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną przez jakąś firmę samochodową. Potrzebna w niej była...księgowa. Chyba nikt nie spojrzał na moje dokumenty, w których widniało, że jestem filologiem polskim i bibliotekarką. Firma szukała przecież osoby niepełnosprawnej.

Kiedy w 2006 r. dostałam pracę w wydawnictwie, które wydaje miejską gazetę, także nie wspomniałam o wadzie serca. Mój ówczesny redaktor naczelny dowiedział się o moim stanie zdrowia w przeddzień wyjazdu na kontrolę do Instytutu Kardiologii w Aninie. Nie musiałam nawet brać za ten dzień zwolnienia lekarskiego, gdyż nie byłam wówczas zatrudniona, ale pracowałam na umowę o dzieło.
Dzisiaj wszyscy „starzy” współpracownicy wiedzą o tym, co przeszłam, i nie robią z tego problemu. Obecny naczelny bez problemu podpisuje wnioski o urlop i wydaje mi się, że robi to trochę z lęku, że jeśli nie pójdę na ten urlop, to mój stan się pogorszy. Księgowa ma moje orzeczenie o stopniu umiarkowanym, przez co wylicza mi urlop dłuższy o 10 dni od zwykłego.
Gdybym dzisiaj szukała pracy, także nie powiedziałabym na rozmowie kwalifikacyjnej  o tym, że mam wadę serca. Tak jest lepiej dla mnie, a myślę, że i dla pracodawcy.


Facebook Slider

F

o

r

u

m

Facebook Slider