13-14 SIERPNIA
II spotkanie rodziców i dzieci z wadami serca w Polanicy Zdroju
 
Dzień pierwszy - 6 sierpnia 2005

Tak naprawdę zaczęliśmy się zjeżdżać do Polanicy już 6 sierpnia 2005. Wtedy to Ania Tarkowska z Adasiem, Justyna Pytel z Pawełkiem i ja - Gosia Pawłowska z Martą przyjechaliśmy do sanatorium kardiologicznego dla dzieci "Leśny Ludek".

alt
Pawełek, Marta i Adaś pod pomnikiem Mickiewicza w parku zdrojowym w Polanicy.

alt  alt
Justyna z Pawełkiem i Gosia z Martą Ania z Adasiem
 
Dzień drugi - 11 sierpnia 2005

Kolejne rodziny również pojawiły się z wyprzedzeniem, bo już 11 sierpnia. Późnym popołudniem zadzwonił do nas podekscytowany Wojtek Król z informacją: "Przyjechali Edyta Duma z Markiem, Nikolą i Karolem". Chwilę później kolejny telefon od Wojtka: "Właśnie dojeżdżają Monika i Robert Szechniccy z Julką i Martynką. Spotykamy się wszyscy wieczorem na deptaku". Emocje sięgają zenitu. Czy my się rozpoznamy? Przecież znamy się tylko ze strony internetowej i forum! Pędzimy z dziećmi na deptak.

Pierwsi pojawiają się Monika i Wojtek Królowie z Adą i Kubusiem. Idziemy na pyszne makarony i pizze. Reszty ciągle nie ma. Wojtek dzwoni i uśmiecha się: "Zaraz będą".

alt
Monika i Wojtek z Kubusiem

Po chwili już całą grupą idziemy spacerkiem przez park zdrojowy do nas (z Anią i Justyną mieszkałyśmy w należącej do "Leśnego Ludka", ale położonej w pewnym oddaleniu od sanatorium willi "Filmowiec"). Dzieciaki szaleją mimo zmęczenia po podróży. A nam usta się nie zamykają. O tylu rzeczach chcemy porozmawiać! Rozchodzimy się dopiero późno w nocy.

alt  alt
Monika i Robert z Julką i małą Martynka Edyta i Marek z Nikolą i małym Karolem
 
Dzień trzeci - 12 sierpnia 2005

Następnego dnia jesteśmy umówieni na spacer po deptaku. Wszystkim nam się wydaje, że znamy się od dawien dawna. Podobnie dzieci - biegają, rozmawiają, karmią gołębie... są szczęśliwe. Nawiązują się pierwsze przyjaźnie.

alt  alt
 
Obowiązkowe dokarmianie gołębi - I trochę czasu na rozmowę przy kawie -Edyta i Ania z Adasiem
Karol, Julka, Martynka i Nikola

alt 
 
 alt
Nikola z Julką Nikola, Julka i Marta

alt
Do dziewczyn koniecznie chce dołączyć Martynka. Ale jeszcze potrzebuje pomocy mamy. Na drugim planie Justyna z Edytą.

alt  alt
Koleżeńskie pogaduszki -Marta z Nikolą I prawie męskie rozmowy -Marek i Robert z Karolkiem i Martynką

alt
Tylko czasami dochodzi do walk. "Paweł - nie przeszkadzaj nam! Idź do chłopaków."

Wieczorem dojeżdżają Iwona i Jacek Lublewscy z Kacperkiem. Zapadający zmierzch nie jest przeszkodą. Rozmowy i zabawy trwają dalej.

alt  alt
Justyna, Monika i Iwona z Kacperkiem Monika z Adą, Justyna, Iwona oraz Adaś z Karolem

alt
Dzieci do zabawy nie musimy namawiać. A że ciemno w ogródku? Nie szkodzi!
 
Dzień czwarty - 13 sierpnia 2005

Dzisiaj dołączają do nas Basia i Marcin Jarząbkowie z Mareczkiem oraz poznana już w sanatorium Janka Grabowska z Karolem. Na spotkanie mają do nas dojechać również zaproszeni z "Leśnego Ludka" goście: pani kardiolog Magdalena Sajnach-Menke wraz z mężem panem Piotrem Menke - kierownikiem sanatorium.

Czekamy na pozostałe rodziny, które potwierdziły swój przyjazd. Niestety na próżno! Z różnych powodów nie dojeżdżają.

alt
  alt
 
Iwona, Basia, Jacek, Gosia, Marcin i Mareczek Janka

alt
Nasi goście - dr Magdalena Sajnach-Menke wraz z mężem Piotrem Menke

Umówieni jesteśmy na 15.00. Wtedy to rusza z parku zdrojowego kolejka, która ma nas zawieźć do zagrody "Czarny Koń" w Szczytnej. Na kilka minut przed odjazdem na niebie pojawiają się ciemne chmury. Zdążyliśmy ruszyć, gdy spadł ulewny deszcz. Na szczęście szybko się przejaśniło i do końca dnia mieliśmy już zupełnie względną, czasami nawet słoneczną pogodę.

alt
"Mamo! Pospiesz się, bo odjadą bez nas!" - Adaś.

alt  alt
W kolejce humory dopisują. Iwona z Kacprem. W tyle Marcin, Kubuś, Basia,
Karol, Adaś, Nikola i Marta Mareczek i Kamila

W "Czarnym Koniu" czekało na nas dużo atrakcji. Podobnie jak w ubiegłym roku Monika i Wojtek Królowie - organizatorzy spotkania - stanęli na wysokości zadania.

Gospodę otaczał piękny teren, na którym oprócz wiaty z grillem znajdowały się: tor samochodowy dla dzieci, plac zabaw, wybieg dla koni oraz staw z rybami.

alt
Zaraz zabierzemy się za grillowanie. Przed wiatą - Kubuś, Marcin, Ania, Monika, Wojtek, Basia i Edyta

alt
Szkoda tylko, że Justyna i Piotr z Pawełkiem nie mogą z nami zostać - Paweł śpi w ramionach taty

alt
Dzieci szybko odkrywają tor samochodowy - Marta, Karol i Nikola.

Były wyścigi...

alt
 
 
 
 
 
Julka z Kacperkiem i Marta popychana przez Nikolę. Julka i Nikola.
 
 
 
alt  alt
Karol i Marta Adaś i Kacper

...Ale pojawiali się też samotni, spokojniej jeżdżący kierowcy.

alt  alt
 
 
 
 
 
Kubuś Karol

Zdecydowanym zwycięzcą został jednak niepokonany Kacper. Każdy chciał się z nim przejechać chociaż przez chwilkę, bo pędził jak szalony wchodząc w zakręty z piskiem opon.

alt
Marta i Kacper

Jazda trwałaby pewnie do białego ranka, gdyby nie wyczerpały się wszystkie akumulatory napędzające samochody. Załamaną ekipę pocieszyły dopiero gorące frytki.

alt
Iwona, Kacperek, Julka, Nikola, Adaś i Marta oraz Robert trzymający Martynkę. Oj, pycha te frytki. Mniam...


Korzystając z okazji postanowiliśmy namówić nasze pociechy do wspólnych zdjęć. Nie było to jednak łatwe, bo co chwilkę któreś nam znikało. Zamieszanie i nawoływania doprowadziły Kubusia do płaczu.

alt
Próba zebrania wszystkich dzieci. Gosia, Nikola, Marta, Basia, Julka, Adaś, Ania, Kamila, Janina, Iwona, Karol, Edyta i Ada.

alt
Od góry: Kubuś, Monika, Karol, pani doktor Magdalena Sajnach-Menke i Kamila.
Na dole: Mareczek, Nikola, Marta, Martynka, Adaś, Julka i Kacper.

Ze wspólnym zdjęciem też nie było łatwo, bo co chwilę ktoś nam ubywał - mieliśmy wielu, zapalonych fotografów.

alt
Ania, Robert, Marcin i Marek.

alt
Jedno z nielicznych zdjęć, na których jesteśmy prawie wszyscy. Brakuje tylko Justyny, Piotra i Pawełka.
Od góry: Marcin, Robert, Gosia, Piotr Menke, Edyta, Marek, Wojtek i Jacek.
Poniżej: Basia, Mareczek, Kubuś, Monika, Kamila, dr Magdalena Sajnach-Menke, Janka i Karol.
W trzeciej lini: duży Karol, Adaś, Ania i Iwona.
Na dole: Monika, Martynka, Ada, Nikola, Marta, Julka i Kacper.


Po zdjęciach i zjedzeniu przepysznych kiełbasek, mięska, sałatek i pieczonych ziemniaczków... wzbogaconych smakiem piwa Warka Strong i Lech (spór o to, które lepsze nie został rozstrzygnięty) oddaliśmy się na nowo rozmowom, a dzieci zabawie.

Były pogaduszki na ławeczce...

alt  alt
Basia z Mareczkiem, Monika z Martynką i Marcin. Robert z Martynką, Julka, Karol i Janina.

A także w czysto "babskim" gronie...

alt  alt
 
Monika, Edyta i Gosia. Iwona, Basia, Gosia i Ania.


Były tańce i wygłupy podobno "słabiutkich" serduszkowych dzieci.

alt
"Karol staje na głowie? My też tak chcemy!" Karol, Mareczek, Julka, Ada, Kacper i Marta.

alt  alt
Kółko graniaste, czworo kanciaste......a my wszyscy bęc!

altalt
Trochę spokojniejsza zabawa w piaskownicy.

alt
Gra w piłkę.


alt
Głaskanie kucyków - Marek z Karolem i Nikola.

alt
Prawdziwe przejażdżki w siodle - Adaś.

alt
A nawet łowienie... jednej ryby! Zrezygnowaliśmy, gdy nas poinformowano, że za każdą trzeba zapłacić 10,- złotych.


Sobotnie spotkanie zakończyliśmy w kawiarni na tarasie sanatorium "Wielka Pieniawa" (Wojtek pomyślał o wszystkim wcześniej i zorganizował dla nas transport powrotny do Polanicy).
Przy kawie i trochę "mocniejszych" napojach podziwialiśmy spektakl tańczących w rytm muzyki kolorowych fontann. Rozeszliśmy się dobrze po 22.00.


Dzień piąty - 14 sierpnia 2005

Na szczęście w tym dniu umówiliśmy się dopiero o 11.30 na mszę dla dzieci w kościele w Polanicy.

Następnie, korzystając ze ślicznej w tym dniu pogody, poszliśmy na spacer wzdłuż potoku, lody, wspólny obiad i tor saneczkowy "Góralka".


Nad potokiem w Polanicy.

alt  alt
Basia, Marcin i Mareczek. Poważne rozmowy - Julka i Marta.

alt
Basia z Mareczkiem i Gosia z Martą.

alt  alt
Na letnim torze saneczkowym "Góralka" ścigali się Robert i Julka z Gosią i Martą.


Po południu poszliśmy wszyscy do "Leśnego Ludka", gdzie zostaliśmy zaproszeni przez panią dr Magdalenę Sajnach-Menke i pana Piotra Menke na kawę i ciasto. Umęczone spacerami dzieci natychmiast skorzystały z okazji i zaczęło się wielkie rysowanie. Modelem była siedząca na stole Martynka.


alt


Kiedy przyszła pora pożegnania - trudno było nam się rozstać. Obiecaliśmy sobie za rok kolejne spotkanie. Wspólnie spędzone dni były dla nas wszystkich ogromnym przeżyciem, okazją do poznania się, długich rozmów... A dla naszych serduszkowych dzieci i ich rodzeństwa - wspaniałą zabawą.
Moniko i Wojtku - dziękujemy!

Dzień szósty - 20 sierpnia 2005 Wrocław

Kiedy w kwietniu 2005 roku wspomniałam o planowanym w sierpniu spotkaniu w Polanicy, jako jedna z pierwszych napisała do mnie Natalia Sulikowska. Obiecała, że przyjedzie ze swoją córeczką Emilką.

Niestety... 3 maja 2005 roku Emilka odeszła do Boga.

Dlatego postanowiłam pojechać wraz z Martą do niej, do Wrocławia. Marta, która była już ze mną u Wiktorka Więcławskiego i bardzo polubiła ciocię Karolinę, chciała poznać też mamę Emilki i mocno ją ukochać tak, jak zrobiłaby to na pewno jej córeczka.

Natalia czekała na nas z synem Michałem. Chwilę później dołączyli Basia i Marek Jarząbkowie z Julką i Mareczkiem. Razem poszliśmy na grób Emilki. Mieliśmy dla niej serduszko z białych różyczek i bukiecik kwiatków. Zapaliliśmy lampkę. Dziewczynki, które w skupieniu odmówiły Aniele Boży... już po chwili biegały wokół grobu ze śmiechem tak... jakby Emilka do nich dołączyła.

Radosny nastrój udzielił się też dorosłym. Uśmiech zagościł nawet na twarzy Natalii. Szczególnie, że jej 7-letni Michał szybko dołączył do zabawy, a godzinę później biegał już rozpromieniony wraz z resztą dzieci po wrocławskim ZOO, gdzie przyjechali również Monika i Wojtek Królowie z Kubusiem i Adą.

alt
Natalia, Michał, Wojtek, Kubuś, Monika, Gosia i Marta.


Natalia jako przewodniczka spisała się na medal. Tylko dzięki niej udawało nam się zapanować nad rozbrykanymi dziećmi, które wielkimi oczami przyglądały się coraz to nowym i piękniejszym zwierzętom.

alt alt
Marta z Natalią przy żyrafach. Marta, Ada, Michał i "obrażony" słoń.

alt
Kozy atakują! - Wojtek, Kubuś i Monika.

Za namową Natalii po zwiedzeniu ZOO przenieśliśmy się do "ogrodu japońskiego", a następnie "pod pergolę", gdzie wszyscy moczyliśmy w fontannie nogi... chociaż Marta i Kubuś zamoczyli też pupy.

alt
Spacer w wodzie - Michał, Ada i Marta.

alt  alt

Spędziliśmy ze sobą wspaniały dzień, pełen zrozumienia, akceptacji i radości. Dziękujemy Pyzuniu! Dzięki Tobie przez cały dzień świeciło słoneczko i mama uśmiechała się coraz częściej. Czuliśmy, że byłaś z nami Emilko!
 
Opracowala Małgorzata Pawłowska - mama Marty
 


Facebook Slider

F

o

r

u

m

Facebook Slider