14 STYCZNIA
XV finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy - Włocławek 
PRZYGOTOWANIA
Zawsze myślałam, że takiego typu imprezy to pestka! Ale po wycinaniu kilkuset serduszek zmieniłam zdanie. To ciężka praca. Na szczęście miałam pomocnika...

alt
Wycinamy z Adim serduszka                                           Okazało się, że są jadalne
 

NIEDZIELA 14.01.2007

Godzina 7.30. Od dwóch godzin nie śpię. Powodem nie jest Wielka Orkiestra, ale Adrianek. Chyba wyczuwa, że dzisiaj nie zobaczy mamusi. Wychodzę z domu. Moim pierwszym "kosmicznym" atakiem na być pchli rynek, gdzie w każdą niedzielę zbiera się przynajmniej pół Włocławka. Strasznie wieje i pada. Myślałam, że tak rano nie pojawi się tam żaden wolontariusz. A jednak. Co podchodzę do stoiska słyszę "już dałam". No tak: 295 wolontariuszy i niby nikogo miałoby tu nie być. Podjeżdża autobus a z niego wysiada ich jeszcze ze 30. Jeny i jak tu zebrać jakieś pieniądze. Ale mam sposób: parking. Zanim ktokolwiek dojdzie do targu już wrzuci coś do puszki. Strzał w 10. Niestety na krótko, jakiś wolontariusz podpatrzył i też chodzi przy samochodach.

alt
Z przyjaciółką Radką i jej chłopakiem Sławkiem

Jadę na miasto, na spotkanie z resztą "moich" wolontariuszy. Dzielimy się na grupy. Pogoda jest straszna. Ale nie damy się! Gdzie nie spojrzeć tam wolontariusz. Idzie jakiś mieszkaniec a do niego biegnie z 5 wolontariuszy. Szok! Obstawiamy hipermarkety i kościoły, ale co chwila słyszymy "już dałem". Znów zbieramy na parkingu, tam najlepiej bo inni nie zdążą "dopaść" człowieka. Ruszamy do szpitala wojewódzkiego i na pogotowie. A tam szok! Prócz kilku pacjentów nikt nie chce wesprzeć Wielkiej Orkiestry. Od jednego z lekarzy słyszymy nawet: "znajdźcie sobie kogoś innego do obdarcia". W pogotowiu to samo. Jedna tylko osoba dała kilka groszy. Zawsze myślałam, że to im najbardziej zależy na tym sprzęcie. Karygodne zachowanie.
Wracamy na miasto. Zaraz zacznie się impreza na Zielonym Rynku. Zgłaszam się do Sztabu Włocławek aby zapytać czy nie potrzebują pomocy. Dziękują, radzą sobie. Uzgadniam z organizatorem, o której godzinie mam przemawiać. Na samą myśl mam "motyle w brzuchu". Zbieramy jeszcze na rynku. Niektórzy ludzie dopiero teraz dochodzą. Powinnam trenować bieganie, bo przy każdym nie oblepionym serduszkami mieszkańcu zaraz pojawia się kilka innych osób z puszkami. Ale dzielnie walczymy! I z zimnem i z innymi wolontariuszami.

alt
Z Agatką i jej narzeczonym Januszem oraz z moim mężem
 
O 16.30 mam występ. Już troszkę się stresuje, ale w głowie mam plan co i jak powiedzieć. Podchodzi mama z synkiem i mówi, że synek zbierał cały rok dla nas monety i wręcza Nam ogromne pudło 1 i 2 groszówek. Jak się później okazało było ich ok.1865! Pomyślałam - nie problem je policzyć, ale gorzej jak się pomylę...

alt
Z mężem Tomkiem
 

Przyjechał mój tata z kurtką na mroźne zimy bo w tamtej już nie czułam wielu części ciała. Ale myśl o przemawianiu przed publicznością rozgrzewała mnie. Stało się! Organizator prosi mnie na scenę. Nawet nieźle mówię, jak brakuje mi słowa szybciutko znajduję inne.

alt
Moje siódme poty na scenie
 
Opowiadam o celach funduszu i troszkę o Adrianku, gdyż organizator zadał mi pytanie na jego temat. Schodząc ze sceny słyszałam okrzyki, więc chyba nie było tak źle. Mąż powiedział, że było super. Uwierzyłam. Nie miałam wyjścia. Jestem już strasznie zmęczona. Nogi bolą. Mój sport przecież ogranicza się tylko do noszenia Adrianka. Ale trzeba jeszcze poczekać do światełka do nieba. Organizator mówi, że nie będzie potrzebował pomocy i jak chce, to mogę iść do domu. Najpierw pomyślałam o Adrianku. Nigdy jeszcze nie zdarzyła się sytuacja, aby przy jego kąpieli nie było ani mamy ani taty. Więc o godzinie 19 postanowiliśmy wracać domu. Zostawiłam oczywiście aparat koleżance aby zrobiła zdjęcie "światełka". Podobno było "fenomenalne", ale o tym przekonam się niestety chyba za rok...
 
alt
Włocławskie światełko do nieba

Domek. Jejku jak ja tęskniłam za małym misiaczkiem. A on chyba nie bo bawił się nie zwracając na mnie uwagi. Po jego kąpieli zdałam sobie sprawę, że najgorsze przede mną - liczenie! Na szczęście pomógł mi mąż, mimo iż rano następnego dnia szedł do pracy. Ach! Ile tych grosików! Już nie wiem czy liczę czy już mi się to śni. Po przeliczeniu od razu do wyrka. Odleciałam, ale zadowolona.
 
Mimo tak wielu wolontariuszy w piątkę zebraliśmy 876.98zł, 1eu i 6eu cent.
 

LICZENIE

Następnego dnia jeszcze raz przeliczyłam pieniążki bo coś się mi nie zgadzało, ale jak na pół śpiącą osobę i tak to liczenie świetnie Nam poszło! W ponownym przeliczaniu pomógł mi cudowny chłopczyk, którego jedyną zabawą przy liczeniu było zjadanie banknotów!

alt
Pomoc w przeliczaniu pieniążków
 
 
Chciałabym podziękować Jankowi Stockiemu, którego pomoc była nieoceniona w organizacji naszego sztabu oraz moim wspaniałym wolontariuszom: Radce i Sławkowi, Agacie i Januszowi, Iwonie i Ani.
Jesteście THE BEST!

alt
Z Jankiem Stockim ze Sztabu Włocławek
 
 
Dziękuje także moim kochanym rodzicom, a w szczególności mamie za opiekę nad moim małym urwisem oraz mężowi za pomoc w organizacji całej imprezy. I oczywiście Kasi, "funduszowej mamie" za ogromną pomoc i poświęcenie dla całej akcji.
 

SIE MA!!!
 
 
Opracowała: Karolina Bawej
 


Facebook Slider

F

o

r

u

m

Facebook Slider