13 STYCZNIA
WOŚP w Zawierciu i Łazach
SZTAB SERCE DZIECKA - SPRAWOZDANIE ZE ZBIÓRKI PIENIĘDZY NA RZECZ XVI FINAŁU WOŚP W ŁAZACH ORAZ W ZAWIERCIU
 
Do tej pory nikt z naszych bliskich nie zagrał jeszcze z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy kwestując na ulicach, nie mieliśmy więc wyobrażenia jak to wszystko wygląda w rzeczywistości od strony organizacyjnej. Teraz z autopsji tym bardziej jestem pełna podziwu dla tych, którzy koordynują i odpowiadają za działania w poszczególnych sztabach. Bliższa obserwacja dopiero pomaga zrozumieć jak bardzo skomplikowana nie tylko "logistycznie" jest cała akcja.

My nowicjusze mieliśmy za sprawą Kasi Parafinowicz o wiele łatwiej. Problemem był sam dwukrotny odbiór od kuriera przesyłanych materiałów, ale znając numer przesyłki podany właśnie przez Kasię, po wykonaniu kilku telefonów, udało mi się uzgodnić z kurierem aby dostarczył mi je pod adres rodziców mojego męża. Za drugim razem pan tylko się upewniał czy dobrze pamięta numer domu :) Przesyłkę zwrotną z wypełnionymi dokumentami odebrał już ode mnie w pracy.

Nie wiedząc co nas czeka zamówiłam dwie puszki - jedną dla Radka, drugą dla Karolinki - córki mojej serdecznej koleżanki Anety, a matki chrzestnej Radka. Proponując zbiórkę innym znajomym czułam się niezręcznie, bo każdy mi odmawiał. Karolinka i jej mama zgodziły się od razu. W ten sposób zbieraliśmy pieniądze w dwóch miastach, sam Radek w Łazach, gdzie mieszkamy od kilku lat, a następnie już z Karolinką w Zawierciu, moim rodzinnym mieście.

W tym miejscu dziękuję Kasi Parafinowicz, głowie serduszkowego sztabu i Madzi Stefańskiej (jukilop) , która doświadczenie zdobywała już w poprzednim roku, za wyjaśnienia jak wypełniać kwestionariusze. Miałam wiele obaw, aby poprzez niewłaściwe wpisy nie doprowadzić do ich unieważnienia, wiedząc ile wysiłku kosztowało Kasię dostarczenie tych identyfikatorów i zgłoszeń.

Serduszka wycinane były rodzinnie, u nas robił to Radek z tatą, Karolinka zaś wspólnie z mamą. Jak pokazało późniejsze doświadczenie, wolontariusze, którym ich nie zabrakło do końca , mogli liczyć na większą przychylność darczyńców. Czerwone serduszko naklejone na okrycie wierzchnie przechodnia to jakby sygnał dla wolontariusza - "ja już wrzucałem", słyszane tego dnia tyle razy.

Ileż miałam obaw kiedy okazało się, że jeszcze przed finałem WOŚP Radek będzie kwestował za zgodą Pani Dyrektor na terenie Szkoły Podstawowej nr 1 w Łazach (integracyjna), do której uczęszcza. Zwinąć plakaty, które miał później rozwiesić w szkole w rulon nie stanowiło dla mnie jeszcze problemu, ale mając świadomość, że pod nieobecność męża muszę samodzielnie złożyć puszkę byłam przerażona. W sprawach techniki jestem najczęściej bezradna :). O dziwo mimo poddenerwowania udało mi się to wykonać. Przy okazji, wsparta dobrą radą naszych funduszowych dziewczyn, wzmocniłam szeroką taśmę klejącą dno puszki. W szkole Radek wzmocnił jej boki jeszcze kilkoma serduszkami.

W piątkowy ranek wrzuciłam Radkowi pierwsze pieniążki do puszki, na szczęście. W tym dniu Orkiestrę wspomogli również babcia i dziadek Radka oraz przechodnie w Łazach. Jego szkolne koleżanki i koledzy, zamiast przeznaczać w tym dniu pieniądze na zakup słodyczy, chętnie dzielili się nimi z chorymi dziećmi. Miałam okazję obserwować jak pozytywne emocje budzi w moim dziecku ta kwesta.

W Łazach, w których obecnie mieszkamy, finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy odbywał się w tym roku już po raz 15 . Wspólnie z przedstawicielami władz miasta i gminy , prężnie działającego Domu Kultury oraz wszystkich szkół i przedszkoli działających na terenie gminy Łazy, udało się zorganizować na terenie miasta szereg atrakcyjnych imprez. Dodam, że w tym roku z orkiestrowymi puszkami na terenie Łaz, liczących niewiele ponad 7 tysięcy mieszkańców, kwestowało 83 wolontariuszy skupionych wokół miejscowego sztabu. "Konkurencja" wśród nich była więc ogromna. Podczas XVI finału WOŚP w Łazach udało się zebrać kwotę 18 729,31 zł.

Niedzielne kwestowanie rozpoczęliśmy wcześnie rano w Łazach. Przed wyjściem do kościoła spakowałam puszkę, kopertę z serduszkami oraz identyfikator do dużej torebki . Razem z Radkiem szybko wyszliśmy po mszy świętej przed kościół Św. Michała Archanioła. Widok innych wolontariuszy nas nie zaskoczył. Okolice kościoła, zwłaszcza w niewielkiej miejscowości w niedzielę, to jeden z najlepszych punktów zbiórki. Radek wyględał na najmłodszego i może dlatego część z osób, które zechciały wesprzeć WOŚP, same kierowały się w jego stronę. Miał też jak się okazało na tę okazje ułożonych w głowie kilka wersji prośby o wpłatę. Początkowo było to : czy zechcieliby państwo/pani/pan wspomóc Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, ale jak nam później wytłumaczył, uznał, że więcej osób jest skłonnych wspomóc ten cel słysząc : czy zechcieliby państwo/pani/pan pomóc dzieciom ze schorzeniami laryngologicznymi. Dzielnie rozdawał osobom wpłacającym wycięte wcześniej serduszka. Powiem szczerze, że stojąc z boku byłam wzruszona tym widokiem.

alt

Następnie ruszyliśmy pustymi raczej jeszcze o tak wczesnej porze uliczkami Łaz pod pawilon dyskontu Biedronka. Tutaj spotkało nas, teraz z perspektywy czasu, zabawne zdarzenie. Wolontariusze zostali wylegitymowani przez ubranego po cywilnemu funkcjonariusza policji, siedzącego w nieoznakowanym samochodzie osobowym. W pierwszej chwili Radek sądził, że ten mężczyzna chce wrzucić mu pieniądze do puszki przez otwarte okno samochodu :) Okazało się jednak, że sprawdzał on czy na posiadanym przez niego wykazie wolontariuszy widnieje i Radek. Niestety nie dopatrzył się, że identyfikator Radka został wydany przez sztab warszawski. Inne dzieci, które tam kwestowały, mogły potwierdzić tylko imię Radka. Dopiero moje wyjaśnienia zostały spisane przez pana policjanta i mogliśmy ruszyć na spotkanie z Karolinką i jej mamą do Zawiercia. Wcześniej uprzedziłam telefonicznie Kasię Parafinowicz , że właśnie przed chwilą podałam policjantowi jej numer telefonu wraz z danymi.

Mimo obaw więcej takich sytuacji nie mieliśmy. Natomiast uważam, że to bardzo dobrze, że odgórnie ktoś sprawuje kontrolę nad prawidłowością kwesty. Jeśli i w przyszłym roku dane nam będzie zbierać pieniądze na taki cel w ramach sztabu Serce Dziecka, wcześniej zgłoszę w pobliskim komisariacie ten fakt.

Karolinka pierwsze pieniążki do puszki otrzymała od członków swojej rodziny, a także znajomych mamy. Jeden z nich oddał zbierane przez dłuższy czas drobne grosiki, które jak się okazało uczyniły niemałą kwotę. Wraz z mężem zawieźliśmy oboje naszych wolontariuszy pod opieką Anety w pobliże tzw. giełdy oraz centrum handlowego. Ze względów osobistych nie mogłam do godzin południowych im towarzyszyć. Z relacji dzielnej trójki wiem, że kwestowali w pierwszej kolejności na terenie giełdy, a następnie w pasażu usytuowanym w pawilonie Intermarche i Bricomarche w Zawierciu. W drodze powrotnej Karolinka i Radek prosili o datki w okolicach kolegiaty Św. Apostołów Piotra i Pawła w Zawierciu, sprytnie obsadzając wolne od innych wolontariuszy boczne wejście na teren parafialny.

 

Kierując się w stronę Miejskiego Ośrodka Kultury w Zawierciu dzieciaki cały czas kwestowały, z przerwą na ciepły posiłek, który zapewniła im Aneta w "La Stacione" w okolicach dworca PKP w Zawierciu. Ponieważ Aneta nie chciała słyszeć o zwrocie pieniędzy za posiłek Radka, kwota ta trafiła za sprawa mojego męża do puszki Karolinki.

13 stycznia właśnie w Zawierciu, po raz pierwszy, odbył się śląski finał Wielkiej Orkiestry Świśtecznej Pomocy. Na przybyłych czekały tu liczne niespodzianki, m.in. koncerty znanych artystów, atrakcyjne pokazy i konkursy oraz wielki gar zawierający kilkaset litrów grochówki przyniesiony przez strażaków i dwa ogromne 200-litrowe kociołki z prawie tysiącem porcji pieczonek, które przygotowały panie z kół gospodyń wiejskich kilku okolicznych miejscowości. Z docierających do nas informacji wiemy, że te ciepłe pyszności były rozdawane wśród przybyłych, niestety nam nie było dane ich zasmakować.
 
Karolinka była jednym z dzieci, które miały za kilka godzin występować na żywo na scenie zawierciańskiego studia telewizyjnego WOŚP. Próba miała się rozpocząć o godzinie 16-tej i potrwać około godziny.

Wielką atrakcją, a tym samym znakiem rozpoznawczym Jury Krakowsko-Częstochowskiej, w której centrum położone jest Zawiercie, są skamieniałości sprzed wielu milionów lat. Podczas śląskiego finału WOŚP został zlicytowany za 7,5 tys. zł ważący 5 kilogramów amonit o średnicy 35 centymetrów, posiadający certyfikat podpisany przez Jurka Owsiaka i prezydenta Zawiercia - Mirosława Mazura.

Za 5 tys. zł zlicytowany został natomiast gigantyczny, największy na świecie (ważący 11 i pół kilograma) oscypek - oryginalny górski ser. Specjalnie na tą licytację przekazał go Paweł Pieczarka z Kapeli Pieczarków. Ser jest dziełem żywieckich baców, którzy stworzyli go na ubiegłorocznej imprezie "Oscypek Fest". Ciekawostką jest fakt, iż został on tak przygotowany, aby mimo przechowywania go przez najbliższą dekadę w gablocie nie uległ on zepsuciu.
 
Przez całe niedzielne popołudnie przed sceną oraz w salach ośrodków sportowych bawiło się wielu mieszkańców powiatu zawierciańskiego i województwa śląskiego. Mieli oni możliwość obejrzenia występów wielu zespołów i pokazów. Zawierciańscy strażacy przystąpili do akcji pod hasłem "Gasimy ogień, rozpalamy serca", które bardzo mi się spodobało.

W czasie próby Karolinki na scenie widowiskowej MOK, Radek pod nasza opieką kwestował w okolicach dzielnicy Żabki oraz sceny głównej plenerowej. Z rozbawieniem słuchaliśmy jak opowiadał, że w godzinach dopołudniowych jednej z pierwszych osób wrzucających pieniążki do puszki Karolinki przedstawił ją jako "nowicjuszkę". Poprzez bowiem poranną zbiórkę w Łazach czuł się bardziej doświadczony w tej materii :) od niej.

Nasza babunia była w tym dniu bardzo dumna ze swojego prawnuka. W jej pokoju również znalazło się miejsce na przyklejenie orkiestrowego serduszka. Pieniążki do puszki wrzucił w domu również mój bratanek , mały Kubuś. Może za kilka lat i on zostanie wolontariuszem WOŚP.

Zauważyliśmy, że mimo wielu osób z przyklejonymi serduszkami, które znajdowały się w tłumie, wciąż do Radka podchodziły osoby chcące same wrzucić pieniążki do jego puszki . Często były to inne dzieci z rodzicami. Najczęściej zadawanym pytaniem było czy ma on jeszcze do rozdania serduszka. Oczywiście sam Radek nie stał bezczynnie i dalej kwestował, czekając na powrót Karolinki z próby. Potem obserwowaliśmy jak wspólnie bez skrępowania podchodzili do kolejnych osób zgromadzonych wokół ośrodka kultury. Ta zbiórka szła im całkiem sprawnie i widać było, że dzieciom przychodzi to zdecydowanie łatwiej aniżeli młodzieży i starszym wolontariuszom. Do tego dochodził jeszcze element rywalizacji i zadowolenie, że kolejne osoby im nie odmawiają wrzucenia pieniążków do puszek na tak szczytny cel, nawet jeśli miały już wcześniej naklejone serduszka. Trafionym pomysłem był kolejny spacer w kierunku dzielnicy Zawiercia zwanej Żabkami, gdyż to właśnie z tamtego kierunku w stronę sceny MOK kierowali się liczni mieszkańcy tego miasta, którzy dopiero w godzinach wieczornych wybierali się na koncerty gwiazd.

Po godzinie 20-tej w górę poszybowało w Zawierciu orkiestrowe "Świate?ko do nieba". Słychać było okrzyki "Zawiercie ma serce", a niebo rozświetlały przepiękne pokazy ogni sztucznych .

Karolinka w godzinach wieczornych aż do północy występowała na scenie zawierciańskiego studia telewizyjnego WOŚP jako piękny czerwony kogucik.

Na ulicach Zawiercia kwestowało około 200 wolontariuszy i jeśli brać pod uwagę informacje telewizyjne, to trzeba byłoby przyjąć, że to właśnie Karolinka, o której sztab miejscowy nie mógł wiedzieć, była najmłodszym wolontariuszem kwestującym na rzecz chorych dzieci w tym mieście. Jest ona uczennicą III klasy szkoły Podstawowej nr 6 w Zawierciu.
Podczas XVI finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Zawierciu zebrano ponad 44 000 złotych.

Po powrocie do domu nie wiedziałam w jaki sposób i kiedy powinnam rozliczyć się z zebranych przez Radka i Karolinkę pieniędzy. Znów bardzo pomogły mi Madzia i Kasia, służąc swoim doświadczeniem. Wiedzieliśmy, że puszki są bardzo ciężkie i że wieczorna zbiórka była udana. Po otwarciu puszek i przeliczeniu zebranych, dzięki ofiarności darczyńców, pieniędzy, które w ramach XVI " Finału z głową" zostaną przeznaczone na ratowanie zdrowia i życia dzieci z problemami laryngologicznymi, okazało się, że łącznie Karolinka oraz Radek zebrali kwotę 805,18 PLN oraz monety innych krajów. I z tego wyniku wziąwszy pod uwagę brak doświadczenia oraz ilość wolontariuszy, którzy w naszych okolicach wyruszyli na uliczna zbiórkę, jesteśmy bardzo zadowoleni. Bo najważniejszy jest cel i dobre chęci. Nauczeni doświadczeniem kolejny raz ułożylibyśmy już nieco inną taktykę kwestowania, licząc jednocześnie, że pogoda znów nam dopisze.
 
Dziękujemy wszystkim, którzy okazali nam swoją hojność oraz tym, którzy nam pomogli swoją radą i doświadczeniem. Posegregowane i zliczone z dwóch puszek pieniądze wpłacałam w ramach sztabu Serce Dziecka na wskazane konto WOŚP w zawierciańskim oddziale Banku PKO BP, blokując tym samym na ponad godzinę kolejkę przed okienkiem kasowym przyjmującym wpłaty. Worek był bardzo ciężki i nie wyobrażam sobie w jaki sposób inne sztaby, które zebrały kwoty o wiele większe, dokonywały swojego rozliczenia.

SIE MA !

 



Facebook Slider

F

o

r

u

m

Facebook Slider