Dina (*)

W dniu 29 kwietnia przypada 7 rocznica śmierci Diny Radziwiłłowej.
Msza w intencji pamięci Diny w Kościele NMP Matki Zbawiciela, ul Olimpijska 82 w Warszawie, o godz. 18.30.

 

 

Czytaj więcej...

WSPOMNIENIE O DINIE

A przecież nie cały umieram, to co we mnie niezniszczalne - trwa"
Jan Paweł II

Dina Radziwiłłowa

Założycielka i Przewodnicząca Funduszu
na Rzecz Dzieci z Wadami Serca

Dina, zawsze uśmiechnięta, pełna życzliwości i dobrego słowa dla każdego. Walka o życie i zdrowie swojego syna Szymona dała jej natchnienie i siłę do przekazania swoich doświadczeń wielu innym rodzicom, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji.

Zrobiła nawet więcej - zmobilizowała wiele osób do wspólnego działania na rzecz dzieci z wadami serca. W ten sposób powstał we wrześniu 2004 roku Fundusz na Rzecz Dzieci z Wadami Serca - pierwsza, ogólnopolska organizacja pomocy dzieciom z wadami serca. Fundusz skupił rodziców dzieci z różnymi wadami serca, leczonych w różnych ośrodkach.
 
Dina motywowała wszystkich do działania.
To dzięki Niej Fundusz osiągnął tak wiele w tak krótkim czasie - pomoc rodzicom i dzieciom, liczne artykuły prasowe oraz audycje radiowe i telewizyjne, imprezy dla dzieci w szpitalach, współpraca z lekarzami, obchody Dnia Serca, stworzenie strony internetowej.
Z pełnym poświęceniem Dina zaangażowała się również w prace nad pierwszą w Polsce książką - poradnikiem dla rodziców dotyczącym wad serca i rozwoju dzieci nimi obciążonych.

Dina potrafiła zjednoczyć nas wszystkich, była naszą "pozytywną energią".

Widzimy głęboki sens tego, co zostało zrobione i wiemy, że takiego dzieła nie można zaprzepaścić.
Z całym sercem dla serc dzieci będziemy kontynuować prace Funduszu.

Członkowie Rady Funduszu: Edyta Duma, Basia Jarząbek, Beata Kulesza, Kasia Parafianowicz, Gosia Pawłowska, Justyna Pytel, Ela Sierant, Ania Tarkowska, Paweł Król i Wojtek Król

 
Nasze wspomnienia o Dinie

Krótki komunikat prasowy:

"Małopolskie: Zmarła trzecia osoba, ofiara wypadku w Książu Wielkim (29-04-2006). W sobotę wieczorem w Książu, na drodze krajowej nr 7 Kraków-Warszawa, dwa kilometry od centrum miasta w kierunku Kielc, zderzyły się dwa samochody: Nubira i Galaxa. Zaraz po zdarzeniu zmarły dwie osoby, trzecia około godziny 21.30. Dwie osoby są ranne."

Sucha informacja jakich wiele na co dzień, ale o jak bardzo bolesnej treści dla nas - rodziców dzieci z wadami serca. Bo chociaż komunikat o tym nie mówi, to my wiemy już dzisiaj, że osobą, która zmarła w szpitalu, jest NASZA DINA!!!!!

Nie ma słów na wyrażenie bólu po jej stracie. Dina była dla nas kimś dużo ważniejszym niż tylko Przewodnicząca Funduszu na Rzecz Dzieci z Wadami Serca. W ciągu tego tak krótkiego czasu, w którym działaliśmy wraz z nią, stała się naszym przyjacielem i wzorem do naśladowania jako wspaniała kobieta, cudowna matka, osoba o wielkim sercu i wrażliwości na cierpienie innych, a w szczególności dzieci.

Wszyscy pamiętamy doskonale, czym było samotne zmaganie się z wadami serc naszych dzieci. Brak informacji o możliwościach leczenia, brak perspektyw na lepsze jutro, brak kontaktu z innymi rodzicami w podobnej sytuacji i możliwości wymiany doświadczeń......

Dina to wszystko przełamała. Dzięki jej sile i determinacji powstał Fundusz na Rzecz Dzieci z Wadami Serca, który połączył nas wszystkich niezależnie od wady serca dziecka, miejsca zamieszkania, czy ośrodka, w którym leczone było dziecko.


Nasze wspomnienia obejmują zaledwie 3 lata, które są też historią Funduszu na Rzecz Dzieci z Wadami Serca - wspaniałej inicjatywy Diny, która stała się dziełem jej życia.


Pierwszy kontakt z Diną

Beata K. - Z Diną poznała nas Dr Joanna Dangel, która opiekowała się Anią pod względem kardiologicznym. Okazało się, że Dina wraz z rodziną mieszkają blisko nas. Pierwszy raz odwiedziliśmy ich na przełomie 2002 i 2003 r. Potem byliśmy razem na Balu Dziennikarzy - balu charytatywnym, z którego środki były przeznaczone na klinikę Profesora Malca - naszego Profesora, który zoperował zarówno Szymona - syna Diny, jak i naszą Anię. Od tamtej pory spotykaliśmy się co jakiś czas a głównym tematem rozmów było jak pomóc innym rodzicom, którzy mają dzieci z wadami serca, jak przekazać nasze doświadczenie tak, aby innym było lżej, jak przekazać, że jest szansa - są wspaniali lekarze, którzy operują nawet najcięższe wady. Wiele rozmów i coraz bardziej jasna wizja. Wielu innych rodziców, którzy też chcieli pomóc innym kontaktowało się z Diną. Ona zbierała te wszystkie kontakty i z ogromną determinacją doprowadziła do powstania Funduszu na Rzecz Dzieci z Wadami Serca.


Gosia P. - Po raz pierwszy dowiedziałam się o Dinie i jej Szymonie w lutym 2003 roku z artykułu "Serce zrobię po nartach" (Wysokie Obcasy). Czytałam, a łzy kapały mi po brodzie. Boże, czyli jest jeszcze ktoś taki jak ja! Od pierwszych chwil poczułam, jakby ten artykuł był skierowany do mnie. Jesteśmy z Diną praktycznie w tym samym wieku, u naszych dzieci rozpoznano HLHS prenatalnie, obie postanowiłyśmy je ratować, mimo propozycji aborcji, jako "najlepszego" rozwiązania... Jeszcze tego samego dnia zaczęłam pisać list do autorki - pani Joanny Sokolińskiej z prośbą o umożliwienie mi kontaktu z Diną. Dołączyłam do niego drugi list zaczynający się od słów "Droga Pani Dino...". Kilka dni później dowiedziałam się, że to samo zrobiła Ela, mama Mateuszka, z która cudem znalazłam kontakt na jakimś forum internetowym.

Basia J. - Ja po raz pierwszy usłyszałam o Dinie od Profesora Malca. Krótka informacja, gdy pokazywał mi zdjęcia Szymona, podczas gdy ja płakałam. Mój Marek miał 2 tygodnie. Potem był 2 etap, dla nas i naszego synka bardzo ciężki, a Profesor znów dawał mi Dinę i Szymona za przykład.. Osobiscie poznałam Dinę dopiero w Krakowie podczas Dni Serca w 2004 roku. Ciepła, otwarta, pełna miłości i dobroci. Żyła po to by dawać siebie innym. Wprost zarażała swoim entuzjazmem, optymizmem i wiarą w to, że wspólnie możemy zrobić bardzo wiele dla naszych dzieci i dla nas samych. Patrząc na Jej roześmiane oczy do mego serca jak balsam wpływała nadzieja na lepsze jutro.

Edyta D. - Dina brała udział w programie tvp2 wraz z dr Dangel. Nie widziałam go, jednakże moja doktor rodzinna zadzwoniła z informacją: "Szybko włącz telewizor. Są ludzie, którzy mogą Wam pomóc" i tu podała mi numer, pod który miałam zadzwonić. Oczywiście nie wiedziałam, że dzwonię do studia. Dina, która odebrała telefon nie przerwała mojego potoku słów tylko spokojnie wysłuchała i po dobrej chwili powiedziała mi, że odezwie się w tygodniu, bo teraz czas antenowy jest za krótki.

Justyna P. - Pamiętam mój pierwszy telefon do Diny. Numer dostałam od profesora Malca po stworzeniu strony o Pawełku. Profesor powiedział: "Niech pani skontaktuje się z panią Diną, może coś stworzycie".
A ja mu odpowiedziałam, że zawsze razem raźniej. Poznałyśmy się w szpitalu w marcu 2004 roku, byłyśmy na III etapie leczenia naszych dzieci. Od razu przeszłyśmy na Ty, nasze dzieciaki leżały na jednej sali i w tym samym dniu w radosnych nastrojach opuszczaliśmy szpital.

Kasia P. - Dinę poznałam przez wspólnych znajomych, kiedy moja Jula była już po pierwszej operacji, a Dina dowiedziała się, że spodziewa się dziecka z wadą serca. Była bardzo ciekawa jak rozwija się Julka, gdzie była leczona, jak radzi sobie po operacji. Opowiedziałam Dinie o moich planach powołania fundacji, która wspierałaby rodziców dzieci z wadami serca. Rozmawiałyśmy o celach i formie działania takiej organizacji.


Pierwsze działania (2003-2004)

Justyna P. - Podczas, gdy dzieciaki spały rozmawiałyśmy z Diną o stworzeniu czegoś, co zjednoczyłoby Nas wszystkich. Doszłyśmy bowiem do wniosku, że nie bez przyczyny spotkałyśmy się w jednym czasie w szpitalu. Musimy więc to wykorzystać. Już wtedy zaczęłyśmy więc szukać w szpitalu kontaktu z innymi rodzicami, którzy byliby zainteresowani pomysłem wspólnego działania.

Gosia P. - Na początku była głównie wielka radość z "odnalezienia się". Ale bardzo szybko okazało się, że obie chciałybyśmy zrobić coś więcej dla dzieci z HLHS i ich rodziców. Podobnie Ela i Małgosia, mama Oli, poznana dzięki życzliwości pani Profesor Marii Respondek-Liberskiej. Wtedy jeszcze interesowało nas tylko HLHS, czyli wada serca naszych dzieci. Dina kontynuwała więc medialnie akcje informacyjne, a ja z pomocą Małgosi i Eli podjęłam próbę stworzenia pierwszej w języku polskim strony internetowej poświęconej wrodzonym wadom serca (za radą pani doktor Joanny Dangel postanowiłyśmy informować nie tylko o HLHS). A wszystko to, by dotrzeć do jak największej liczby rodziców i dzieci.


Początki Funduszu (2004)

Gosia P. - Dla mnie to był sierpień 2004. Pojechałam z Martą na wakacje do Kudowy Zdroju. Wiedziałam, że w niedalekiej Szczytnej mieszkają Monika i Wojtek Królowie, rodzice Kubusia też z HLHS. Jakaż była moja radość, kiedy okazało się, że zaprosili oni na weekend również innych rodziców i dzieci z HLHS. To wtedy miało miejsce nasze pierwsze spotkanie w Polanicy. Śmiech przeplatał się ze łzami, a my już od pierwszych chwil mieliśmy wrażenie, że znamy się całe lata. Okazało się, że oni też próbuja na własną rękę pomagać innym. I chociaż Diny z nami nie było, to właśnie podczas tych dwóch dni wielokrotnie rozmawialiśmy z nią telefonicznie i uzgadnialiśmy dalsze działania. A kiedy padło hasło - połączmy siły i wspólnie stwórzmy organizację działająca na rzecz dzieci z wadami serca, Dina odpowiedziała krótko: "OK. Biorę się więc do pracy."

Justyna P. - Pamiętam jak na nasze I wspólne spotkanie, które odbywało się u Wojtka i Moniki w Szczytnej, ktoś przyniósł Diny szkic mówiący o celach i zakresie działalności Funduszu. Mieliśmy się z nim zapoznać, dodać swoje sugestie i zabrać się do działania. Krótko potem Dina zadzwoniła do mnie i powiedziała: " Mamy Fundusz! Został założony przy Fundacji dla Polski... wszystko załatwione... teraz tylko musimy wybrać Rade i zacząć tak naprawdę działać".

Basia J. - Kiedy stan Marka polepszył się po II etapie, Profesor Malec powiedział, że moglibyśmy wspólnie (chodziło Mu o nas rodziców) zacząć nagłaśniać sprawę leczenia wad serca. Później było pierwsze spotkanie nas rodziców w Polanicy. Diny nie było, ale przez cały czas był kontakt telefoniczny, narodził się Fundusz.

Beata K. - Dina wzięła miesiąc wolnego i z ogromną determinacją przechodziła przez wszystkie formalności niezbędne do powołania Funduszu. Nie wiadomo było jak ta działalność się rozwinie i powoływanie samodzielnej Fundacji byłoby trochę ryzykowne. Dina działała już wcześniej w Fundacji dla Polski - była Członkiem Rady Fundacji, i właśnie tam postanowiła ulokować nasz Fundusz. Fundusz działał jako jeden z wielu, którym patronowała i patronuje Fundacja. Na początku było to bardzo wygodne, gdyż Fundacja przejmowała wszelkie formalno-prawne aspekty działania a my mogliśmy się powoli organizować i robić tylko to, na czym nam zależało - pomagać dzieciom. Nie bez znaczenie też był fakt, że od razu mieliśmy możliwość zbierania 1% jako organizacja pożytku publicznego - to dawało szanse na pozyskiwanie funduszy niezbędnych do niesienia pomocy i szerzenia akcji informacyjnej.
Od chwili, gdy Fundusz został formalnie powołany nie ulegało dla mnie wątpliwości, że będę w nim działała - z wielką przyjemnością przyjęłam propozycję wejścia do Rady Funduszu i włączyłam się w organizowanie pierwszych działań i pierwszej Rady. Dina umożliwiła nam skonsolidowanie wysiłków i połączenie naszych inicjatyw i zapału. Bez tego pewnie po jakimś czasie, zapał by zmalał a samemu jest o wiele trudniej coś robić.


Pierwsze wspólne wystąpienie jako Fundusz i pierwsze działania -
do marca 2005, czyli I spotkania Rady

Beata K. - Przyjechaliśmy na spotkanie z lekarzami do szpitala w Prokocimiu. Była Dina, Michał i Szymon - nasze dzieci się już dość dobrze znały, więc razem szalały i baliśmy się, że rozniosą Gawędę - miejsce gdzie odbywało się spotkanie.
My z Diną zajęłyśmy się robieniem zdjęć i zbieraniem namiarów na rodziców, którzy przyjechali na spotkanie do Krakowa. Niestety nie mieliśmy możliwości zostać na główne obchody Dnia Serca, ale wiedzieliśmy, że w kolejnych latach to jest dzień, który zawsze będzie poświęcony dzieciom z wadami serca.

Justyna P. - Dzień Serca w Krakowie we wrześniu 2004. Biegałyśmy z puszkami po Rynku w Krakowie, zabrałyśmy pod pachę dzieciaki i poszłyśmy pod Wawel. Rozdawałyśmy ulotki, informowałyśmy o działalności Funduszu. Dina po raz pierwszy sama zaprojektowała i wydrukowała ulotki, które rozdawaliśmy na Rynku. Przy niej czuliśmy się pełni siły i wiary w lepsze jutro dla naszych dzieci.


Gosia P. - Nie mogłam niestety pojechać do Krakowa, bo Marta miała w tym terminie zaplanowaną operację serca. Ale ze wzruszeniem ogladałam zdjęcia i słuchałam relacji. Dina była niesamowita. Na siłę wdarła się z dziećmi i rodzicami na scenę by publicznie podziękować Profesorowi Malcowi za ratowanie najmłodszych.
W październiku już jako Fundusz wzięliśmy tez udział w kursie szkoleniowym. Dina pojechała specjalnie w tym celu z Szymonem do Łodzi, by wspomóc Elę, która nas reprezentuje w tym mieście. Później, w lutym 2005 udało nam się nagłośnić po raz pierwszy w Polsce Dzień Wiedzy o Wrodzonych Wadach Serca. Zorganizowaliśmy też imprezy dla dzieci w szpitalach.


Pierwszy rok działania Funduszu
Od marca 2005 - I spotkanie Rady, do marca 2006 - II spotkanie Rady

Gosia P. - Mogę tylko powiedzieć, że bez Diny nie wiadomo, czy udałoby się nam przetwać. Działaliśmy przecież w strasznym rozproszeniu pod względem geograficznym. Ale Dina potrafiła uczynić z tego atut. Dawało nam to przecież szansę łatwiejszego dotarcia do wszystkich ośrodków w Polsce. To ona powołała pierwszą Radę Funduszu, nakreśliła program działania, wytyczyła cele, podzieliła między nas pracę, biorąc na siebie najwięcej i jeszcze koordynowała to wszystko. Swoją pasją i zaangażowaniem zarażała nas wszystkich. Była naszą "pozytywną energią". To dzięki niej osiągnęliśmy tak wiele - imprezy dla dzieci w szpitalach, artykuły prasowe, pomoc rodzicom i dzieciom, kontakty z lekarzami i rodzicami, kolejne obchody Dnia Serca i Dnia Wiedzy o Wrodzonych Wadach Serca, rozbudowa strony internetowej.....

Kasia P. - Na początku września 2005 spotkałyśmy się z Diną w kawiarni na Pl. Trzech Krzyży, aby ustalić już formalne działanie. Dina opowiedziała mi o znajomych z Krakowa, a ja o moich doświadczeniach z działania w CZD, bo lecząc tam dziecko spotykałam wielu rodziców przyjeżdżających na leczenie dzieci z całej Polski. Wymieniałam się telefonami, często dzwonili, aby porozmawiać o swoich troskach i radościach. Dina wiedziała, że aby sprawnie działać i nieść pomoc dzieciom musimy działać wspólnie.
I tak pomału rysował się pomysł powołania Rady i Przedstawicieli funduszu. Odbyło się pierwsze posiedzenie Rady.


Beata K. - Pierwszy rok był trudny. Kasię i Gosię poznałam w przeddzień Rady u Diny, pozostałych Członków Rady dopiero na samej Radzie. Fatalnie się złożyło, że termin Rady wypadł akurat w dzień, gdzie w pracy miałam zjazd całej kadry z Zarządem i musiałam na nim być - wpadłam więc na Radę i wiedziałam, że mam tylko 3 godziny - to zdecydowanie za krótko na poznanie wszystkich, ale i tak od razu poczułam, że wszystkim nam zależy na tym samym - na pomocy dzieciom z wadami serca. Razem zdziałaliśmy wiele. Dina była skarbnicą energii i pomysłów. Został stworzony plakat Funduszu z naszymi dziećmi i ulotki, i naklejki, i balony, i.... Odbyło się wiele audycji telewizyjnych i radiowych. Mieliśmy coraz więcej osób chętnych do pomocy i współpracy. Dina znała historie ich wszystkich. Dla każdego miała dobre słowo.


Basia J. - Od samego początku byłam silnie związana z Funduszem, chociaż oficjalnie nie byłam przedstawicielem ani członkiem Rady. Jednak włączałam się w działania, organizowanie imprez itp. Czekał nas 3 etap i nie chciałam podejmować zobowiązań, z których nie byłabym w stanie się wywiązać. Jednak po zakończeniu leczenia Marka od razu wysłałam Dinie formularz zgłoszeniowy i zostałam przedstawicielem we Wrocławiu. Potem Dina zaproponowała mi w porozumieniu z Radą abym została członkiem Rady. Był to dla mnie ogromny zaszczyt a jednocześnie olbrzymie wyzwanie, ale podjęłam je i nie żałuję.


Edyta D. - Z początku przyznam szczerze, iż nie bardzo wiedziałam, co z tym kontaktem zrobić. Przecież w większości w Funduszu byli rodzice dzieci z HLHS. Dina szybko mój opór złamała i "zaraziła" mnie do działania, do kontaktów z rodzicami. Jakież było moje zdziwienie, gdy poznałam dzieci z taką samą wadą serca jak moja córka. I pomyśleć, że gdyby nie Dina, nigdy bym ich nie poznała.
Jednak przystąpienie do Funduszu było dla mnie dużym wyzwaniem. Organizacja wszelkich imprez była o tyle trudna, iż Poznań mieści się 230km od mojego miasta. Jednakże Dina i tę barierę przełamała. Co z tego, że na Mikołajki pomyliła adresy na paczce skierowanej do mnie i wysłała tę paczkę do siebie? Owszem nie miałam balonów z logo Funduszu, ale miałam Jej pasję do organizacji tej imprezy. Wielką radość przynosiły mi też chwile, gdy się okazywało, że zdążyliśmy z pomocą. A Dina chciała pomóc wszystkim potrzebującym!!
Przed Bożym Narodzeniem 2005 Dina zaproponowała mi abym przystąpiła do Rady Funduszu. Zastanawiałam się, nie bardzo wiedziałam w czym mogę być pomocna. A Ona mi na to odpowiedziała: "Jak się nie sprawdzisz, to na drugi rok nie przedłużymy Ci członkowstwa". Tak poczucie humoru też miała spore. Tym stwierdzeniem całkowicie pozbawiła mnie wątpliwości.


Drugi rok działania Funduszu
Od marca 2006, czyli II spotkania Rady do...


Gosia P. - Czuliśmy, że nabieramy wiatru w żagle. Do Rady dołączyło kolejnych troje rodziców, powiększała się grupa naszych przedstawicieli. Na wspólnym posiedzeniu Rady wytyczyliśmy nowe zadania, by jeszcze pełniej móc pomagać dzieciom z wadami serca. Dina z entuzjazmem prezentowała przyszłość, nadal przyjmując ogromną ilość pracy na siebie, co oczywiście natychmiast stymulowało nas. Dzięki Dinie nie byliśmy już garstką rodziców dzieci z wadami serca, ale staliśmy się grupą przyjaciół, których jednoczy wspólny cel. Dla dobra dzieci.

Beata K. - W drugi rok działalności weszliśmy jak burza. Nowe kontakty, nowe pomysły, wizja na usamodzielnienie Funduszu. Druga Rada to wspaniałe spotkanie osób, które coraz lepiej się rozumieją. Nasze działania i plany nabierały coraz większego rozmachu. Atmosfera, którą stworzyła Dina była tak wspaniała, że razem zdziałaliśmy wiele.
W przeddzień Rady - kolacja u Diny - pełen luz i tylko trzeba było myśleć o tym, że następnego dnia czeka nas praca. Można by przegadać całą noc.
Po całodziennej Radzie poszliśmy wszyscy na kolacje - i tu Dina zaskoczyła mnie całkowicie. Rozśpiewała całe towarzystwo - na każdy temat miała piosenkę, a my jej wtórowaliśmy. Skończyliśmy długo po północy i myślałam, że więcej nas do tej karczmy nie wpuszczą.
Ale złożyło się tak, że znowu w już nieco mniejszym Funduszowym gronie wylądowaliśmy tam na początku kwietnia.


I śpiewy w trakcie kolacji po owocnym dniu pracy.

Basia J. - Podczas posiedzenia Rady byłam gościem w domu Diny. Domu pełnym miłości, rodzinnego ciepła, dobra. Domu otwartym na potrzeby innych ludzi. Dina cieszyła się, gdy mogła komuś pomóc, robiła to bezinteresownie dając przy tym z siebie wszystko...
Posiedzenie Rady było wyczerpujące, ale dawało tyle radości, snuliśmy wspólnie wielkie plany...
Teraz musimy działać bez tej wspaniałej i ofiarnej Diny, ale będziemy pracować DLA NIEJ, a Ona będzie naszym Aniołem Stróżem...

Edyta D. - Na Radę Funduszu jechałam z bijącym mocno sercem - przecież 4 osób spośród członków Rady nie znałam osobiście, a jedynie z maili i telefonów. Dina zaskoczyła mnie bardzo swoją osobą. Była taka naturalna, sympatyczna, gościnna…. Każdy z nas jest przecież inny, ale Ona jakby tego nie widziała. Wsłuchiwała się w nas. Tak - słuchała! Tę cechę najbardziej w niej podziwiam - potrafiła słuchać jak nikt inny. W tym roku zaplanowałam zorganizowanie po raz pierwszy Światowych Dni Serca w Poznaniu. Rozmawiałyśmy z Diną o jej przyjeździe. Byśmy mogły medialnie nagłośnić Fundusz... Nie przyjedzie, niestety...

Justyna P. - nie mogłam przyjechać na Radę Funduszu do Warszawy. Dzwoniła do mnie wieczorem Dina i mówiła "...Jak się czujesz jesteśmy tu wszyscy razem, myślimy o Tobie, pozdrawiamy, szkoda, że Cię nie ma..." w jej głosie było tyle optymizmu.

Kasia P. - To był wspaniały czas. Czas nie tylko pracy na rzecz Funduszu, ale także czas niezapomnianych spotkań. Ile śmiechu, a czasem i łez doświadczyłyśmy razem. Dina była niesamowita, pełna pomysłów, dobroci, humoru, zawsze uśmiechnięta. Ostatni raz spotkałyśmy się w niedzielę palmową na wspólnym spacerze w Parku Wilanowskim, a potem na obiedzie. Było to szczęśliwe, beztroskie spotkanie pełne radosnego śmiechu Diny. Dino, Twój śmiech będę zawsze pamiętać.


Ostatni mail od Diny do wszystkich członków Rady - sobota, 29 kwietnia 2006, 11:17

"Dostałam taki list. Już nie mam czasu na niego odpowiedzieć.
Zostawiam to Wam. Miłego weekendu.
Pozdrawiam serdecznie
Dina
P.S. U nas zimno i deszczowo."


Pożegnanie

Dino,
Fundusz na Rzecz Dzieci z Wadami Serca był dziełem Twojego życia,

Dino,
Ty ból i ciężkie chwile czuwania przy chorym synku,
doświadczenie z pobytu w szpitalu i rekonwalescencji
wykorzystałaś do stworzenia dzieła nadziei i pomocy
powołując Fundusz Serce Dziecka.

Dino,
Ty zmobilizowałaś nas - rodziców dzieci z wadami serca
do działania i pomocy tym,
którzy znaleźli się w takiej samej jak my sytuacji.

Dino,
Ty pomogłaś wielu dzieciom, wielu z nich uratowałaś życie.
Dziś te małe dziecięce serca,
którym dałaś nadzieję na normalne życie,
płaczą, że Cię nie ma już z nami.

Dino,
Twoja pozytywna energia natchnęła nas siłą działania
i My - rodzice dzieci z wadami serca,
będziemy kontynuowali Twoje dzieło.
Fundusz na Rzecz Dzieci z Wadami Serca będzie dalej pomagał tym,
którzy tej pomocy potrzebują.

Z pożegnania Diny Radziwiłłowej,
Powązki, 10.05.2006
Beata Kulesza
w imieniu Rady Funduszu


Dino, na zawsze pozostaniesz w naszych sercach, pamięci i modlitwach!


PAMIĘCI DINY- wybrane z forum (30/04 - 15/05/2006)

Zanim zamknę za sobą drzwi,
może po raz ostatni...
i odejdę tam gdzie światło
zostawię Wam jeszcze
wszystkie niezałatwione sprawy...
Teraz wszystko w waszych rękach
Sercem za serce...
całym sercem
całą sobą
bez kompromisów wobec cierpienia
bez odpuszczania sobie......
Mam tak mało czasu......Nie mam czasu...
Kochani...
Nie zapomnijcie mego imienia,
gdy będę myśleć o WAS.......
Dino spoczywaj w pokoju......(*)(*)(*)
Tylko, tyle i aż tyle.....

Pamięci Diny Radziwiłł
Dorota i Bartosz Bielińscy

***

"Kochana Dino,
Wracałam wczoraj z I Komunii Darka chrześniaczki, kiedy dostałam SMS-a od Eli: "Małgosia! Zadzwoń jak najszybciej!". Taka wiadomość mogła oznaczać tylko nieszczęście. Trzęsącymi rękoma wybierałam numer myśląc, że coś się dzieje z Mateuszkiem. A kiedy Ela powiedziała, że właśnie dzwoniła do niej Edyta, w ciągu sekundy stanęła mi przed oczami Nika. Co się dzieje?????

Ale to nie o dzieci chodziło. Tylko o Ciebie Dino!!!!!

Wczoraj zabrakło mi tchu. Nie chciałam uwierzyć. Myślałam, że może ktoś się pomylił. Że w samochodzie była z Wami jeszcze jakaś inna kobieta. Sama mówiłaś mi, że raczej nigdy nie jeździcie sami! Dzwoniłam więc, płakałam, modliłam się, żeby wszystko okazało się pomyłką... Ale to byłaś jednak TY!

Przepłakałam całą noc. Przez ostatnie lata stałaś się dla mnie jednym z najcenniejszych przyjaciół, jakich zdarzyło mi się spotkać. Czułam, że jesteś moją bratnią duszą. Raptem trzy tygodnie temu przepełniało mnie takie szczęście, gdy widziałam nasze dzieci bawiące sie u Was w domu. Naszych "Julka i Julkę" - jak ich określiłyśmy! Szymon i Marta spotkali się po raz pierwszy w życiu, a miałyśmy wrażenie patrząc na nich, jakby wychowywali się od dziecka razem. Pamiętasz???
Tydzień temu widziałyśmy się jeszcze na chwilę przed moim i Marty odlotem. To nie miał być ostatni raz! I mocno wierzę, że nie był!!!! Wierzę, że spotkamy się jeszcze niejeden raz tylko....., że to nie będzie już na Ziemi.

Dino, będzie mi brakowało naszych spotkań, rozmów telefonicznych, maili... Będzie mi brakowało Ciebie! Możesz być jednak pewna, że jak przestanę już płakać, to wezmę się z powrotem do pracy. Tyle niedokończonych rzeczy przed nami. Swoją siłą zaszczepiłaś w nas wspaniałą ideę połączenia sił i pomocy dzieciom z wadami serca. Pokazałaś, że nie należy płakać z powodu wad serca naszych dzieci, ale zrobić wszystko, by jak największej grupie z nich umożliwić normalne życie. Dałaś nam wiarę i przywróciłaś nadzieję.

Ta idea będzie trwała. Postaramy się o to wszyscy razem: Kasia, Beata, Justyna, Basia, Edyta, Ania, Ela, Wojtek, Paweł, ja......, a także, mocno wierzę, wielu rodziców oraz lekarzy, którzy czynnie dołączą teraz do nas.
Będziemy działać razem, bo nie sądzę, żeby ktoś mógłby zastąpić Ciebie! Skończymy książkę dla rodziców o wadach serca, będziemy dalej pomagali dzieciom i rodzicom, informowali o ważności badań prenatalnych oraz możliwościach leczenia wad serca, zaczniemy wydawać gazetkę...... bo dzieci z wadami serca rodzą się codziennie i nie wolno nam się zatrzymać w pół drogi. Zrealizujemy wszystko, o czym marzyłaś! Obiecuję!

Jesteś jedyna w swoim rodzaju! WYJĄTKOWA! Nigdy o Tobie nie zapomnę!

Michale, Julko, Pawle i Szymonie - łączę się z Wami i Waszymi Bliskimi w ogromnym bólu po odejściu Diny.
Gosia z rodziną"

***

"Strasznie mi przykro. Dowiedziałam się wczoraj od koleżanki, która przebywa w Krakowie z synkiem o tej okropnej tragedii. Może nie znałam Diny osobiście i pisałyśmy do siebie parę razy o moim synku, lecz była dla mnie kimś wyjątkowym.
Będzie mi i nam wszystkim jej brakowało. SPIJ SPOKOJNIE DINO.
Asia, mama Ernesta HLHS"

***

"Dino kochana, będziesz zawsze z nami, tak wiele chwil spędzonych wspólnie i wiele spraw, które udało się załatwić i tak wiele idei, które nie zginą, przetrwają nas wszystkich, kochamy Cię!
Baśka, Waldek i Bartuś"

***

"...przywieź mi te ulotki do domu, będziemy pakować tutaj..." - bagatelka 30 tys. ulotek w gumki. I dokąd je przywieźć teraz???
Jeden miesiąc na intensywnej terapii. Dzień po dniu ta sama tablica. Dzień po dniu czytałam wywieszone pod zdjęciami Diny i Szymona krótkie informacje. Przeczytałam je więcej niż sto razy. Ona przecież nie miała więcej czasu niż my. Te same 24 godziny.
A ja jakoś nie potrafię pomagać. Nie mam czasu.
Do tej śmierci nie mogę przyłożyć człowieczej miary. Nie rozumiem jej.
Monika Bystrzyńska"

***

"Kim była dla mnie Dina??? Na pewno jedną z tych osób, a znam takich niewiele, z których uważałam, iż warto brać przykład.. Serdeczność oraz radość, jaką czerpała z pomocy innym była imponująca. Mnie urzekła brakiem barier, które często ludzie wzajemnie sobie stawiają. Swoją osobą wniosła w me życie tak wiele, przewartościowała je. Pokazała drogę...Wskazała ludzi z jeszcze większymi problemami... Ostatnią rozmowę przeprowadziłyśmy w czwartek 27/04. Tyloma sprawami miałyśmy się zająć po weekendzie...
Ta wiadomość, wczorajszy wieczór, noc były straszne. Ciągle w głowie myśl, dlaczego???????? Po co? Za co? Nie widzę sensu tej tragedii. Nie potrafię jej zrozumieć... Wiem tylko jedno, postaram się, aby ta wielka sprawa, jaką było założenie Funduszu na rzecz dzieci z wadami serca przetrwała. Wspólnie zrobiliśmy tak wiele i tyle jeszcze przed nami.
Dinko, damy rade!! Pamięć o Tobie zostanie na zawsze w naszych sercach i właśnie ona będzie motywowała nas do dalszego dzialania. Choć bez Ciebie nam bardzo ciężko....Czuwaj nad nami wszystkimi.

Rodzinie i wszystkim bliskim Diny składam wyrazy głębokiego współczucia.
Dina na zawsze pozostanie w naszych sercach!!!
Edyta z rodziną."

***

"Dino,
Próbuje sobie wytłumaczyć Twoje odejście faktem, że tam na górze masz jakaś misję do spełnienia. Wiem jednocześnie, że będziesz zawsze między Nami, bo zamieszkałaś w Naszych sercach. Zostawiłaś po sobie wiele dobra, bo sama byłaś jego sprawcą. Twoje odejście zaskoczyło Nas wszystkich, to stało się tak szybko i niespodziewanie podobnie jak Twoje pojawienie się w życiu wielu z Nas. Stałaś się członkiem jednej wielkiej rodziny, jaką jest Fundusz i sama tych członków znajdowałaś i mobilizowałaś do przepięknej misji, jaka jest pomoc drugiemu człowiekowi.

Wieść o Twoim odejściu przyjęłam jak jedną wielką pomyłkę. Pomyślałam: "Jak to Dina ta pełna energii". Nagle stanęłaś mi przed oczami, uśmiechnięta i życzliwa jak zawsze". Wyświetlił mi się przed oczami film z Tobą w roli głównej (nasze pierwsze spotkanie w szpitalu przed operacja Naszych dzieci, nasze rozmowy w sali, kiedy dzieciaki zasypiały, nawet to jak przynosiłyśmy sobie kawę na zmianę ze szpitalnego bufetu oraz kiedy zrobiłam Ci zdjęcie z Beatą na spotkaniu we wrześniu. Widzę Cię w pochodzie na rynku w Krakowie jak niesiesz transparent. Pamiętam Naszą ostatnią rozmowę.

Zrobiłaś wiele pozostawiłaś wiele, wiem, że jesteś po drugiej stronie i tam też będziesz realizowała to, co tu na Ziemi.

Będziesz sie opiekowała tymi wszystkimi serduszkowymi aniołkami. Będzie Nam brakować Ciebie.
Łączę się z ogromnymi wyrazami bólu i rozpaczy z Twoja rodziną.
Do zobaczenia Dina,
Justyna z rodziną"

***

"Kiedy dowiedziałam się o tragicznej śmierci Diny nie mogłam się pozbierać. Było mi strasznie ciężko przekazać taką wiadomość. Dina - ciepła, ujmująca, dobra pełnią dobroci, zawsze wesoła i uśmiechnięta, kochająca cały świat. Ile jeszcze rozmów i spraw niedokończonych przed nami...
Trudno mi się zebrać, ale wiem, że mam obowiązek wobec Diny być silną dla niej, jej rodziny, naszych dzieci i nas wszystkich.

Kiedy widziałam się z Diną ostatnio padał deszcz, teraz też pada, ale ilekroć pomyślę o Dinie zaświeci we mnie promyk słońca, bo w mojej pamięci pozostanie pogodna jak słońce.
Dino - rozpoczęłaś wspaniałą działalność, porwałaś nas ze sobą, zaraziłaś entuzjazmem. Będziemy dalej tworzyć rozpoczęte przez Ciebie dzieło. Dziękuję za rozmowy, maile, za ostatni wspólny spacer w ZOO, za nasze rozmowy i śpiewy przy winie. Będzie mi Ciebie bardzo brak...
DO ZOBACZENIA DINO!

Myślami jestem z Michałem i dziećmi oraz ich Rodziną.
Kasia z rodziną"

***

"Bardzo żałuję, że nie poznałam Diny Radziwiłł osobiście bo to, co robiła dla nas rodziców i dla naszych dzieci było i jest pokrzepieniem, nadzieją i wiarą w to, że nie jest tak źle, że nie jesteśmy sami ze swoimi zmartwieniami, problemami i wątpliwościami, że ktoś jest obok i wystarczy napisać i ktoś się odezwie i podpowie, a przecież te strony to tylko część tego, co robiła. Podziwiałam Ją i dziękuję za to, co robiła.
Składam głębokie wyrazy szacunku i współczucia Rodzinie Pani Diny.
Monika Konieczka z Mateuszem (HLHS), Kingą i Tomaszem"

***

"Pierwszy raz usłyszałam o Tobie Dino po tragicznym wypadku. Nie siedzę długo w wadach serca - córeczka niedawno miała operację. I zaczęłam szperać. Twoje posty, działalność, życie. Wtedy polały się łzy. Niestety na Ziemi się już nie poznamy...
Agata"

***

"Ja też nadal nie mogę w to uwierzyć. Cały czas mam przed oczami Dinę taką wesołą i uśmiechniętą - ostatni raz widziałam ją na Dniach Serca i taką radosną jak wtedy Ją zapamiętałam.

Ciężko mi pisać, bo łzy cisną sie do oczu. Znałam Dinę nieco ponad rok, poznałam ją w najtrudniejszym momencie w życiu - w ciąży, kiedy dowiedziałam się, że moje dziecko ma HLHS. Dzięki niej (i wielu innych osób) nie załamałam się, ale uwierzyłam, że może być dobrze, że nam sie uda.
Na naszej drodze w trakcie leczenia Antka Dina była obecna, pisałyśmy maile do siebie, ja przede wszystkim z prośbą o radę, wsparcie duchowe, kiedy coś szło nie tak, jak miałoby być.
Była zawsze pełna ciepła i optymizmu, za to dziś jej tu dziękuję.

Każdy z nas teraz zadaje sobie pytanie, DLACZEGO????
Myślę, że odpowiedź uzyskamy dopiero wtedy, jak sie wszyscy z Diną spotkamy w niebie. Ja wierzę w to, że bedzie czuwać nadal nad nami, nad Funduszem tylko trochę inaczej.
Marta"

***

"ja też nie mogę, nie wiem jak to możliwe... była tak blisko mnie... a ja ją ominęłam... i tak mi tego żal, że już mi się nie uda... lecz cieszę się tym małym szczęściem, że moje dzieci są zdrowe, chyba z Diną bym nie zdążyła (nie zdążyłaby mnie potrzymać za rękę), a sama, sama czy dałabym radę???? Tyle osób tak wiele JEJ zawdzięcza. To Anioł był na Ziemi. To Anioł....
On żyje"

***

"Jestem wstrząśnięta!!!! To nie może być prawda...Co Wy mówicie?!!! Mój Boże...Nie wiem co napisać, nie mogę zebrać myśli...Nie znałam jej osobiście, ale była dla mnie kimś wyjątkowym. "Im sie udało to i nam się uda..." myślałam w ciężkich chwilach. Nie rozumiem tego, co sie stało, ale widocznie Bóg ma wobec nas wszystkich swoje plany...
Śpij spokojnie Dino i módl się za nami wszystkimi...
Ewa z rodziną"

***

"Brak mi słów...Nie wiem co mam napisać, nic nie odda tego, co czuję!!! Nie znałam Diny osobiście tylko tyle, co z internetu i z opowiadania dr Dangel o Niej. Raz pisałam do Diny, a Ona mi odpisała i dodała mi wiary. Miałam się z Nią niebawem skontaktować, ale niestety nie zdążyłam. Była wyjątkową osobą będzie nam Jej wszystkim brakowało!!!!!
Luiza mama Wiktora (CoA, VSD, ASD)"

***

"Dino dzięki Tobie uwierzyłam, że mój synek może mieć normalne życie, a my razem z nim.
Weszłaś w Nasze życie szybko, tylko lekko zapukałaś, a teraz odeszłaś zdecydowanie za szybko, nic nie powiedziałaś...
Zmieniłaś mnie i pokazałaś jak pięknie można żyć, jak dawać siebie innym, tym bardziej potrzebującym...
Obiecuję Ci, że dam z siebie wszystko, aby zrealizowały się nasze wspólne plany, co do Funduszu i serduszkowych dzieci.
Dziękuje Ci za to, że byłaś w naszym życiu.
Basia i Marcin Jarząbek oraz Julia i Mareczek"

***

"Wczoraj dowiedziałam się o śmierci Diny. Ta wiadomość mnie zszokowała i wytrąciła z rytmu życia.
Miałam zaszczyt poznać Dinę, żałuję tylko, że nie osobiście. Wyciągnęła do mnie, zupełnie obcej osoby rękę z pomocą służąc radą i wsparciem w obliczu choroby dziecka. To ona spowodowała, że wciągnęłam się w działalność fundacji i jako jedyna w moim mieście zaczęłam to prowadzić.
To był ogromny zaszczyt poznać tak wspaniałą osobę i chociaż w sercu mam wielki żal do Pana Boga, że zabrał Ciebie do siebie, to staram się wierzyć, że miał w tym jakiś cel. Wierzę, że czuwasz nad nami tam na górze i wspierasz nas.
Łączę się z Rodziną w wielkim żalu i bólu.
Anna Ludkiewicz-Domagała
Białystok"

***

"Po raz pierwszy spotkałam Dinę w marcu 2004 r. w Prokocimiu na VIII. My byliśmy po trzecim zabiegu, a Dina z Szymonem przyjechali na trzeci etap. I chociaż spędziliśmy razem na oddziale tylko jeden dzień, bo my właśnie wychodziliśmy do domu, pamiętam krótką rozmowę na korytarzu z Diną. Odebrałam ją wtedy jako bardzo miłą, sympatyczną, otwartą, pogodną i uśmiechniętą osobę. Po raz drugi spotkałyśmy sie w ubiegłym roku na dniach serca w Krakowie, pamiętam nasze spotkanie, najpierw w szpitalu, a później na rynku. Byłam pełna podziwu dla jej zaangażowania i wiary w to, co robi. Pamiętam nasze rozmowy, wspólne zdjęcia i jak przy pożegnaniu umawiałyśmy się na spotkanie za rok....
Dino zawsze pozostaniesz w naszej pamięci i w naszych sercach.
Iza, Mariusz i Kacper"

***

"i ja chciałabym coś napisać
Otóż nie miałam możliwości poznania Diny osobiście, choć rozmawiałam z Nią przez telefon i pisałyśmy do siebie @. Ostatni w dzień przed wypadkiem. Podziękowała mi za wypełniony formularz i napisała "co słychać "?
Kolejny raz dała mi odczuć, że nie jestem sama, nie jestem kolejnym przypadkiem. Jestem po prostu Magdą - matką dziecka z wadą serca. Pierwszy raz usłyszałam ją, kiedy przerażona, zostawiona sama sobie z diagnozą o śmiertelnej chorobie syna krzyczałam POMOCY!!!!!!!!!!!!! Najpierw odezwał się M. Król a potem ONA, wieczorem do mnie zadzwoniła. I ONA cieszyła się wraz ze mną, kiedy okazało się, że syn ma wadę serca IAS a nie AK/D PK.
Czytam od 08.03.2006 wszystko na tym forum, poznaję WAS wszystkich, a szczególnie w ostatnich dniach JĄ poprzez Wasze słowa o NIEJ.
Myślę - nie - jestem pewna, że tak jak miała niezwykle na imię i nazwisko, jak niezwykle ma piękne dzieci, tak niezwykłe musiało być JEJ krótkie życie i to, co w nim uczyniła DINO to był dla mnie zaszczyt CIĘ poznać.
...I CHOĆ NIE URONIĘ ŁZY NA TWOIM GROBIE W MODLITWACH POMYŚLĘ O TOBIE..."

***

"Coś mnie tknęło, żeby koniecznie dzisiaj wejść na stronę Funduszu... Nie robiłam tego już kilka dni a dziś właśnie jakaś dziwna myśl przebiegła przez głowę... I ta wiadomość... Nie znałam Diny osobiście, ale kilka razy rozmawiałyśmy telefonicznie i za pośrednictwem Funduszu. Brakuje słów...
Dino, dziękuję za Fundusz, za to, co robiłaś dla naszych chorych maluchów, dziękuję, że w ciężkich chwilach nie czułam się samotna, że mogłam się wygadać i wypłakać, dziękuję...
Monika Musur mama Filipka i Majeczki"

***

"Dino,
Nie poznałem Cię osobiście, ale nawet poprzez kontakty e-mailowe czułem jak wiele chciałaś nam wszystkim przekazać. Tchnęłaś w wielu nadzieję, a tego nam tak często brakowało.
Teraz my nie możemy zmarnować tego, co rozpoczęłaś, by jak najwięcej rodziców potrafiło cieszyć się choćby drobnym uśmieszkiem ich ciężko przez los doświadczonych dzieci.
Łączymy się w bólu z rodziną
Jarek, Gosia i Adrian Walijewscy"

***

"Dziś szczególny dzień! Dina żegnana przez Rodzinę, Przyjaciół, Znajomych, Serduszkowe Dzieci i tych wszystkich, którzy jak ja znają ją tylko z opowieści i strony internetowej! Dziś przez nasze głowy nie raz przejdzie myśl, dlaczego.
Dina, dlaczego tak szybko! Serce moje przepełnia się ciepłem na myśl o tym ile zrobiła dla mojego siostrzeńca Mareczka (hlhs) i wszystkich dzieciaczków, które znam osobiście, z opowiadań siostry i z Waszej strony! Nie ma Jej już z nami na Ziemi, ale jest o wiele wyżej i teraz patrzy na Was, co zrobicie dalej... Życzę Wam siły i wytrwałości w prowadzeniu i rozpowszechnianiu Fundacji! Kolejne matki, którym urodzą sie chore dzieci będą czekały na pomoc, dzięki Dinie macie możliwość pomagać - do dzieła!
Z Dziećmi i Rodziną łączę sie w głębokim żalu!!!"

***

''Uczmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą...
Zostają po nich buty i telefon głuchy,
Potem cisza normalna, więc całkiem nieznośna,
Kiedy myślimy o kimś, zostając bez niego..."
DINO TO DLA CIEBIE (*) (*) (*) ŚPIJ W POKOJU!!!

***

"Dino,
Nie zdążyłam Ciebie poznać osobiście. Jeszcze kilka dni wcześniej miałyśmy taki plan. Przyjeżdżałam na badanie do doc. Dangel, a potem miałyśmy się spotkać na Placu Trzech Krzyży, bardzo się cieszyłam, że Cię poznam. Po wyjściu z gabinetu rozmawiałam z Tobą przez telefon, pytałaś o badanie, o diagnozę, o ośrodek...
Ponieważ czas nam na to nie pozwolił, spotkanie postanowiłyśmy przełożyć na nasz następny przyjazd do Warszawy. Po powrocie napisałam do Ciebie maila, ostatniego...
Cały czas pamiętam Twój pogodny i bardzo przyjazny głos, głos osoby, która wzbudza zaufanie.
W chwilach trudnych, to jest tak bardzo ważne. Ja zawsze będę wdzięczna Tobie i Funduszowi za nadzieję i wiarę w powodzenie leczenia dzieci z wadami serca.
Dziękuję DINO, że pozostawiłaś świat lepszym, niż go zastałaś.
Kasia"

***

"Poznałam osobiście Dinę i to ona dodała mi otuchy, gdy byłam w szpitalu. To ona powiedziała, że zawsze można na nią liczyć i pomoże każdemu jak tylko może teraz jest już w niebie i na pewno opiekuje się naszymi dzieciaczkami.
Na zawsze zostaniesz w naszej pamięci (*) to dla Ciebie.
Mama Kacperka, który jest w niebie wraz z Diną"

***

"Nie wiem co powiedzieć. Brak mi słów. Niech dobry Bóg wynagrodzi Jej wszystko w niebie za to, co zrobiła na ziemi. Szczere kondolencje!!!
Robert z Żoną, Martynką i Julią"

***

"Odeszła wspaniała i Wielka osoba!! Była moją opoką, moim przewodnikiem po świecie chorych serc, była jak rodzina..
Składam serdeczne kondolencje i wyrazy głębokiego współczucia dla rodziny.
Dinko to dla Ciebie (*)(*)(*)
Już więcej razem nie zaśpiewamy........."

***

"TRUDNO NAM BĘDZIE BEZ CIEBIE DINO, NA ZAWSZE W NASZYCH SERCACH I UMYSŁACH
ZOSTANIESZ - BOŻE, DLACZEGO W DALSZYM CIĄGU CIĘ NIE ROZUMIEM?
ŁĄCZYMY SIĘ Z RODZINĄ
JUSTYNA, PIOTR, PAWEŁEK"

***

"Dla Ciebie Dino (*)(*)(*)
Modlimy się za Ciebie...
Ewa, Tomasz, Julia Kopacz"

***

"Napiszcie, że to nieprawda!!!!!!!!!!!!!!
Boże, dlaczego odbierasz nam takich ludzi!!!!
Oni nam są potrzebni tu na ziemi!!!!!!!!!!
(*)(*)(*)
Małgorzata mama Filipka"

***

"DLACZEGO...????! Przecież jeszcze tyle chciała zrobić.. nie tylko dla rodziny, ale dla innych, dla których była wsparciem, pomocą, nadzieją. Dlaczego tak wspaniali ludzie odchodzą od nas???
Wielki ból i cierpienie.
Składam kondolencje rodzinie.
Dla Ciebie Dino (*)(*)(*). Wiem, że nadal będziesz z nami, szkoda tylko, że tak daleko."

***

" (*)(*)(*) tylko tyle mogę, a otrzymałam tak wiele.
Mama Daniela (4 latka) i Aniołka Darii"

***

"Dowiedzieliśmy się z mężem dzisiaj i nadal nie możemy w to uwierzyć. Dino tak wiele dla nas zrobiłaś, a ja nawet nie wiem, czy zdążyłam Ci za wszystko podziękować..... Będzie nam Ciebie brakować!!!!
Łzy cisną się na oczy....
Składamy szczere kondolencje rodzinie.
Dino, opiekuj się naszymi dzieciakami tam z góry.
[*][*][*]
Marta i Witek rodzice Antosia HLHS i zdrowego Kubusia"

***

"Szczere wyrazy współczucia. Gosia z dziećmi Polą i Bartkiem."

***

" Tak bardzo mi przykro. Jeszcze w piątek pisałyśmy do siebie....
Rodzinie wyrazy szczerego współczucia a dla Diny - modlitwa. Tylko tyle mogę zrobić, tak bardzo mi przykro.
Magdalena z Rodziną"

***

"Żadne słowa nie są w stanie wyrazić naszego smutku, żalu i poczucia wielkiej niesprawiedliwości. Zadajemy sobie pytanie - dokąd zmierza ten świat, skoro odchodzą tacy ludzie jak Dina?
NA ZAWSZE POZOSTANIESZ W NASZYCH SERCACH!
MONIKA I WOJTEK"

***

"Tak bardzo nam przykro. To Dina sprawiła, że się poznaliśmy i możemy wymieniać nasze doświadczenia...(*)(*)(*) Wieczny odpoczynek..."

***

"Brak słów. Odeszła cicho i bez pożegnania, jak ktoś, kto nie chce swym odejściem smucić... Dlaczego odchodzą zawsze Ci najlepsi? Nigdy nie poznałam Diny osobiście, ale zrobiła bardzo wiele w trudnych dla naszej rodziny momentach. Podobnie jak w przypadku innych rodzin. Wyrazy szczerego współczucia dla Jej bliskich.
Dino dla Ciebie (***). Na zawsze w naszych sercach, pamięci, modlitwie...
Ola, Adam i Radek"

***

"Nie możemy powstrzymać łez, nie możemy w to uwierzyć, nie możemy wyobrazić sobie cierpienia najbliższych. Bardzo nam smutno.
Ewa z Wojtkiem, Orianą (TOF) i Oskarem"

***

"Tak strasznie nam przykro, smutno, brakuje słów... (*)
Asia mama Adasia TGA"

***

"DINO dla ciebie (*)(*)(*)
Ewa mama Szymonka wielowadzie"

***

"Tak bardzo mi przykro. Wyrazy współczucia dla rodziny. Rozmawiałam z nią tylko raz przez telefon, kiedy się dowiedziałam, że nasz synek urodzi się z HLHS. To taka wspaniała osoba, zrobiła tyle dobrego..(*)
Maszula"

***

"Dino, śpij spokojnie (*)(*)(*)
Magdalena, mama Maksia (HLHS) 15 mies. Poznań"

***

"Znałam ją właściwie tylko z opowiadań rodziców, którym pomogła. Usłyszałam o niej tyle dobrego. Widziałam ją podczas dnia serca w Krakowie na Rynku, tyle energii, tak wiele dobra.
Danka"

***

"Brakowało Bogu takiego Anioła"

***

"Dopiero się dowiedziałam i nie potrafię pozbierać myśli.
Z całą rodziną przesyłamy dla najbliższych Diny szczere kondolencje.
Wszyscy będziemy się za Nią modlić(*)(*)(*).
Gosia, Marek i Klaudia"

***

" (*) (*) odpoczywaj w pokoju wiecznym....
Bożena z mężem i dziećmi (zespół heterotaxy złożona wada serca)"

***

"Śpieszmy się kochać ludzi......... (*)(*)(*)(*) Szczere wyrazy współczucia dla bliskich, których zostawiłaś - tutaj na Ziemi."

***

"(*)(*)(*) dla wielkiego serca"

***

"Nie mogę w to uwierzyć. Strasznie mi przykro. To była naprawdę wielkiego ducha kobieta.
Rozmawiałam z Nią wiele razy, kiedy czekałam na operacje mojej Zuzi. Dodawała mi otuchy i wiary.
Dlaczego Bóg zabiera takich dobrych ludzi?????????
Asia mama Kajki i Zuzi Aniołka z HLHS"

***

"Zrobiła tyle dobrego. Pomogła tylu ludziom...
Pamiętam do tej pory jej artykuł-wywiad w "Gazecie", z którego wielu ludzi dowiedziało się w ogóle, co to jest HLHS. Ile dzieci dzięki temu artykułowi żyje?
Wyrazy współczucia dla Rodziny, a zwłaszcza dla Szymka z wadą serduszka."

***

"Straszny żal. Dina była niesamowicie żywa, energiczna, śliczna. Człowiek, od którego emanowała dobra aura."

***

"Dla Ciebie Dino (*)(*)(*). Dziękuję za całe dobro."

***

" (*) dla Diny, człowieka o największym sercu... opiekuj się naszymi Aniołkami Justyna-(Agata) mama 4 letniej Weronisi i Promyczka Kubusia (żył 4 dni, HLHS)"

***

lampki jeszcze płoną
choć wiatr je zgasić pragnie
nie zgasną jednak
są zbyt trwałe
na czas odległość i niewiarę
zapalił je ktoś ważny wielce
gdy już przestało bić mu serce

***
0kruchy życia
jak ziarenka piasku
łez kilka
iskierek
przejść obok
nie wiem
strat wiele

Ania, mama Mateuszka


Opracowała Gosia Pawłowska, mama Marty
 


Facebook Slider

F

o

r

u

m

Facebook Slider