|
|
|
Antoś HLHS
Światło naszych oczu, nasz ukochany Walczyciel....Syneczek nasz Pojawienie Antosia w naszym życiu miało coś z magii...
Nie mogłam mieć własnych dzieci, bo jakoś nie wychodziło nam...
Najpierw baliśmy sie adoptować chore dziecko, ale potem....... Antek chyba tak długo nas wzywał, że nie mogliśmy go zostawić samego........ Gdy Go pierwszy raz zobaczyłam w Prokocimiu zakochałam się bez pamięci...... Mój mąż również......... Przecież to nie wina dziecka, że jest chore........
Po 3 tygodniach mordęgi z nauką jedzenia pojechaliśmy na 12 dni do domu...... To były najpiękniejsze dni w naszym życiu.......
Potem była już tylko walka i walka...... Zjazdy saturacji do 7-12 co kilka dni i błaganie : "Nie zostawiaj mnie syneczku........". Nie zostawił nas, walczył o życie jak wściekły.......
Po 2 miesiącach intensywnej terapii w różnych szpitalach i walki o życie mieliśmy kilka dni na VIII oddziale w tym 2,5 bez respiratora.....i wreszcie wzięłam Antusia na ręce, które trzęsły się ze wzruszenia jak barani ogon.......
Jacy byliśmy z Bartkiem szczęśliwi...... Pojechaliśmy na 2 dni do domu, bo załatwialiśmy orzeczenie o niepełnosprawności........Ujechaliśmy 30 km od Krakowa i telefon - Antoś idzie na operację....... skrzep leciał do tętnicy płucnej........
Profesor zdążył....... Zrobili II etap..... Znów było niby dobrze.......
Antoś walczył........arytmia.....tętno skakało do 200 ud/min........lepiej......... ponownie respirator......lepiej......spadek saturacji........do 50.......do 40........ Następna operacja, żeby sprawdzić co się dzieje...... Miałam wrażenie, że Profesor wychodzi z siebie, tak chciał nam pomóc...... Antek przeżył operację...ale nic ona nie dała... Serce pracowało dobrze........płuca już nie...... Spadek saturacji do 20.....na respiratorze......do 7-12.......
Trzy dni przed podłączeniem sztucznego płuca Antek był przytomny........ Siedzieliśmy po obu stronach łóżeczka...... Trzymał nas za palce obiema rękami...... Zasypiał, ale co chwilę się budził sprawdzając czy jesteśmy...........
Gdybym wtedy wiedziała......!!!!!! Nie odeszłabym od łóżeczka ani na krok.........!!!!
Już nigdy nie otworzył oczu.........a ja mogłam Go tylko całować po stopach............i nie mogłam utulić......... Antek walczył 23 dni podłączony do sztucznego płuca........ Pogorszyło mu się ewidentnie 24 dnia.......płuco pękło.......resztę znacie........płuco miało niedorozwinięte krążenie........pseudomonas zrobił swoje....... To boli..............Nic więcej nie mogłam zrobić.......
Nic więcej........
Dusza mi zwiędła,
pustka szaleje, snu nie ma, spokój jest otępiały, długi, jak Wielki Post. Ciało się słania, brak barw na niebie. Tylko płomyk świecy pali się codziennie w naszym oknie
i wśród białych tulipanów. Drabinę do Nieba zabrali i nie mam jak Cię odnaleźć. Tatuś byłby samotny, gdybym ją znalazła... Mimo miłości i tęsknego gołębia tłukącego się o klatkę mego serca musze żyć...... Tatuś nie może zostac sam. Smutek zabrałby jego WIELKIE SERCE Synku... Zostanę... Pomóż mi tylko Synku jakoś radować się Twoim SZCZĘŚCIEM, które mnie teraz tak słabo raduje, bo miłość mi krwawi z tęsknoty..... Śpij grzecznie i uśmiechaj się czule do naszych snów Pamiętaj, że byliśmy szczęśliwi, bo trzymaliśmy z tatusiem w ramionach ANIOŁA. 13.03.2006 10 dni po odejściu Okruszka Twoja MamusiaDorota i Bartosz Bielińscy, rodzice Antosia
Antoś ma swój link na www.fajnemamy.pl na Anielskich Dzieciach. Trzeba się tam tylko zarejestrować. |

.gif)



Antoś
13.03.2006 10 dni po odejściu Okruszka Twoja Mamusia