Fundacja
Serce Dziecka
im.D.Radziwiłłowej
ul. Narbutta 27/1
02-536  Warszawa
(22) 848 07 60
605 882 082
NIP 951 220 72 00
 
Fundacja Serce Dziecka   Fundacja Serce Dziecka
 KRS 0000266644

 Nr konta:
17 1160 2202 0000
0000 8297 2843


 
Jesteśmy również na:

 
   


PARTNERZY

PDF Drukuj Email
altOla
Zwężenie z niedomykalnością zastawki aortalnej



 


Mam na imię Ola. Jestem Łodzianką od urodzenia tj. od 07.07.1981. Mam wadę wrodzona - STENOSIS AORTAE VALVULARIS ET SUBVALVUARIS (ZWĘŻENIE Z NIEDOMYKALNOŚCIĄ ZASTAWKI AORTALNEJ).

Wady bezsinicze z prawidłowym przepływem płucnym -> 2.2. Zwężenie lewego ujścia tętniczego ->2.2.1. Podzastawkowe zwężenie aorty, 2.2.2. Zastawkowe zwężenie aorty)

O tym że mam wadę serca moja mam dowiedziała się w 38 tygodniu ciąży. Urodziłam się przez cesarskie cięcie. Od razu po urodzeniu zostałam oddana pod opiekę kardiologa, który stwierdził u mnie wadę S.A. valv. et. subvalv. i trafiłam do szpitala im. Korczaka w Łodzi pod opiekę Pani dr Makowieckiej, która jest moim lekarzem prowadzącym aż do dnia dzisiejszego. Przez pierwsze lata życia chodziłam cztery razy w roku na kontrole do kardiologa, nie wolno mi było ćwiczyć na lekcjach wf-u, biegać.

W 1990 roku przeszłam pod opiekę ICZMP w Łodzi. Tu na co raz to lepszym sprzęcie robiono badania i dokładnie stwierdzono że mam duże zwężenie aorty zastawkowe i podzastawkowe z gradientem 80 mmHg. Rok później gradient wynosił już ok. 95 mmHg, ale ze względu na brak dużych przeciążeń nie wymagałam pilnego zabiegu. Wypisano mnie do domu z zaleceniem co trzymiesięcznej kontroli w poradni kardiologicznej.

We wrześniu 1993 roku poszłam do szpitala na coroczny bilans. Po serii badań zakwalifikowano mnie wstępnie do zabiegu na koniec listopada 93r. i wypisano do domu.

Niestety w połowie października zaczęłam się źle czuć - byłam zmęczona, wchodzenie po schodach sprawiało mi wielka trudność, nawet domowe czynności były wysiłkiem. Po telefonicznej konsultacji z lekarzem pod koniec października znów trafiłam na odział kardiologii i po czterech dniach - 29.10.1993 byłam operowana przy gradiencie ok. 96 mmHg. Wykonano mi walwulotomię aortalna (plastykę). Operacje zniosłam dobrze, a na popie byłam niecałą dobę, drenaż usunięto mi po 2 dniach od zabiegu. Szybko dochodziłam do siebie, bez żadnych komplikacji i w dziesiątej dobie po zabiegu wyszłam do domku.

Jako 11 letnie dziecko szybko nabrałam sił i zaczęłam rozrabiać. Oczywiście bez szaleństw, ale mogłam biegać, zaczęłam grać w siatkówkę nie odczuwając takiego wielkiego zmęczenia.

Co cztery miesiące pojawiałam się na kontrolach lekarskich w poradni, jeździłam do sanatorium "Leśny Ludek". Skończyłam liceum, poszłam na studia. Powoli zaczynałam odczuwać znów zmęczenie powodowane ponownym pogłębianiem się zwężenia. Lekarze mówili że to normalne bo to już ponad 10 lat od plastyki, ale moje wyniki nie były aż tak złe by trzeba było operować.

Skończyłam studia inż. poszłam na drugi kierunek i do pracy i dobrze dawałam sobie rade.

Na ostatniej kontroli byłam w październiku 2004r. Nie wykazała ona nic co byłoby powodem natychmiastowej operacji.

Na początku stycznia 2005 roku zachorowałam - przeziębiłam się. Lekarz POZ-tu dał mi antybiotyk i 3 dni zwolnienia. Niestety po tych 3 dniach czułam się jeszcze gorzej więc znów poszłam do lek. pierwszego kontaktu - mojego lekarza nie było i natrafiłam na przemiłą panią doktor, która po osłuchaniu mnie i przeanalizowaniu historii choroby, odstawiła antybiotyk, zrobiła wszystkie podstawowe badania, które jednak były dobre. Wysłała mnie do kardiologa na konsultacje podejrzewając zapalenie wsierdzia po niedoleczonej anginie.

Moja pani kardiolog zrobiła mi usg serca i natychmiast dała mi skierowanie do szpitala.

Na oddziale zrobiono mi wszystkie badania w dwa dni i podjęto decyzję o operacji zastawek metodą Rossa. Zdecydowano się na wszczepienie homograftu (chociaż groziło mi wszczepienie sztucznej zastawki gdyby po otwarciu okazało się że również moja zastawka płucna jest wadliwa). Na szczęście dla mnie okazała się sprawna i 16 lutego 2005 roku wszczepiono mi homograft zastawki płucnej.

Operacja trwała dziewięć i pół godziny. Na sali pooperacyjnej leżałam dwie doby. Po przewiezieniu na kardiochirurgie źle tolerowałam leki przeciwbólowe i do 5 doby po zabiegu byłam na kroplówkach. Również drenaż miałam długo bo wyjęto mi go dopiero po pięciu dniach. Ale szybko wstałam na własne nogi i już godzinę później zaczęłam chodzić.

Niestety ze względu na obniżona odporność organizmu przyplątała mi się opryszczka.

Na kontrolnym echu w 8 dobie wyszło, że mam 4,5 mm płynu w serduszku. Ciągle byłam na antybiotykach dożylnych ale po kilku dniach moje żyły stały się słabe tak że nawet pękały przy wemflonach dla niemowlaków. Zaczęłam dostawać wszystkie leki, łącznie z antybiotykiem doustnie i w dwunastej dobie wypisano mnie do domku.

Po tygodniu od wypisu wróciłam do szpitala na kontrole - echo wykazało ze płyn w sercu całkowicie się wchłonął.

Następną kontrolę mam 7 kwietnia. Do czasu kontroli mam brać acessan I w razie bólu zrastającego się mostka doraźnie - przeciwbólowy olfen.
 
© 2012 Fundacja Serce Dziecka. Pomagamy dzieciom z wadami serca.