altKasia Majewska
Tetralogia Fallota
 


Mam na imię Kasia, od 34 lat żyję z wadą wrodzoną Tetralogią Fallota i mam się całkiem nieźle jak na razie. Moja wada została wykryta przez znakomitego lekarza Prof. Chruścickiego, kiedy miałam 3 latka. Jako jedyny lekarz rozpoznał u mnie wrodzoną wadę serca. Był to rok 1979, tak więc wiedza i możliwości operacyjne w Polsce w tym okresie były bardzo nikłe. Po zebraniu wszystkich niezbędnych badań w czerwcu 1980 roku Profesor zaproponował jako jedyną szansę wyjazd do USA. Twierdził, że w Nowym Yorku Roslyn na Manhatan, w szpitalu kardiologicznym ma przyjaciela Dr Mesko i jemu wyśle moje dokumenty, dając tym samym jedyną szansę na operację. Tak też zrobił.        

Odpowiedź z USA  była bardzo szybka. Już po 2 tygodniach na początku lipca przyszło zaproszenie do wyjazdu na operację dziecka i jednego z rodziców. Koszty związane z pobytem i operacją miały być finansowane przez Fundację polsko – amerykańską Polish Gift of Life. Niestety termin przyjazdu musiał być przesunięty z racji trudności z otrzymaniem paszportów, wizy i pozwoleń na wyjazd.

Ostatecznie wyjechałam do USA w listopadzie 1980 w wieku 4 lat. Stan mój był już bardzo ciężki. Nie mówiłam, byłam cała sina, nie chodziłam, jedynie raczkowałam, byłam bardzo słaba. W szpitalu zrobiono mi cewnikowanie serca, w wyniku którego, dostałam wylewu i paraliżu całkowitego lewej połowy ciała. Do dnia dzisiejszego mam niedowład lewej dłoni i zachwianą równowagę w niewielkim stopniu. Po cewnikowaniu byłam nieprzytomna przez kilka dni, a później miałam kilkutygodniową rehabilitację. Co dziwne, wcześniej ani później nie było już takich dużych powikłań związanych z cewnikowaniem u innych pacjentów. Następnie chirurdzy amerykańscy zrobili mi korektę częściową mojej wady (wstawiając szant centralny), który rozprowadzał równomiernie krew do obu komór serca. Za kilka lat postanowiono zrobić całkowitą korektę. Będąc tam bardzo dobrze mną się zajęli, byłam bardzo rozpieszczana, szybko nabierałam sił i gdyby nie pobyt w USA pewnie by już mnie nie było. Do domu wróciłam w lutym 1981r. Później jeszcze 3 razy wyjeżdżałam do Stanów na badania, bądź na cewnikowanie (w 86r, 91r, 96r). Szant świetnie działał. Lekarze doszli do wniosku, że usunięcie go z organizmu, wyrządziłoby więcej szkody niż pożytku.                                          

Byłam jeszcze na konsultacjach w Zabrzu, kiedy żył Prof. Religa, bardzo miło wspominam ten pobyt. Lekarze stwierdzili ze moje serce, jeszcze jest w dobrym stanie i na razie działa bardzo sprawnie  Aktualnie jestem pod opieką Klinik Wad Wrodzonych Serca w Aninie. Jak na razie czuję się dobrze. Niemniej jednak moje ciśnienie  jest bardzo dziwne i w każdym jednym szpitalu jakim byłam niezależnie czy kardiologicznym czy ogólnym, reakcja lekarzy, pielęgniarek i pacjentów jest jednakowa - TO NIEMOŻLIWE!!!!!! Moje ciśnienie to zazwyczaj 150/0 lub 160/20 lub 200/0. Każdy jeden się dziwi, że ja żyje.

Staram się nie poddawać, ale i tak już długo walczę z tą moją wadą. Oprócz niej doszła mi jeszcze niewydolności nerek na szczęście częściowa i kilka innych chorób, z którymi nadal się zmagam. Oprócz swoich chorób, pracuję w bibliotece szkolnej, jeżdżę samochodem, uczę się j. angielskiego. Po prostu żyję i staram się nie poddawać. Pozdrawiam wszystkich. Wierzcie mi z chorobami też względnie normalnie można żyć i cieszyć się życiem.

alt        alt
 
alt


Facebook Slider

F

o

r

u

m

Facebook Slider