Franek Wojewódzki

Franek urodził się 24.02.2011 roku w Olsztynie. Poród przebiegł ekspresowo, na IP byliśmy wpół do 9tej, a 9:10 już maluszek był na świecie. Nikt nie przypuszczał, że za kilkadziesiąt minut świat się zawali...

Byliśmy z mężem bardzo spokojni i zadowoleni, że już po, że mamy maluszka po drugiej stronie. Z nadzieją myśleliśmy o wypisie ze szpitala, powrocie do domu i spotkaniu Franka z 3 letnim braciszkiem - Szymkiem.

Franek po porodzie został zabrany na badaia, ale za kilkanaście minut przyniesiono nam Go z powrotem z informacja, że trzeba poczekać lekarza. Maluszek lezał ze mną taki śliczny, w tej swojej błękitnej czapeczce. Ledwo otwierał oczy, był bardzo spokojny. Za chwilę przyszła położna, przystawiła maluszka do piersi. Franek nie chciał ssać. Męczył się, przerywał. Zauważyłam, że ma siną skórę wokół noska, miał drgawki, kichnął parę razy. Po kilkunastu minutach przyszła pielęgniarka, zabrała Franka do badań. Potem przyszła lekarka.... ale bez Franusia. Powiedziała, że podejrzewają infekcję albo wadę serca, Franek nie reagował na podawany tlen, saturacje miał na poziomie 40%. Patrzyliśmy z mężem na siebie w szoku, z niewiedzą i strasznym strachem o Franka. Lekarka powiedziała, że musimy czekać na kardiologa (kilka godzin) i że jest jej przykro, poszła. Mąż poszedł zobaczyć maluszka, a ja w tym czasie miałam łyżeczkowanie ze względu na nie dający się powstrzymać krwotok. Wybudziłam się po kilkunastu minutach mając nadzieję, że to zły sen... Pani kardiolog dr Szulc, której bardzo dziękujemy, przyjechała na szczęście za kilkadziesiąt minut i zdiagnozowała Franka. Okazało się, że maluszek ma wadę serca pod postacią Przełożenia Wielkich Pni Tętniczych. Wtedy zupełnie nie wiedzieliśmy co to oznacza. Maluszek został zabrany do innego szpitala i tam miał czekać kilka dni na wyjazd do ICZMP w Łodzi. Jednak po niecałej dobie Jego stan zaczął się pogarszać i transport śmigłowcem odbył się 25.02.2011 w południe. Wieczorem był już po zabiegu Rashkind'a. Potem został przewieziony na IT Odziału Neonatologii, gdzie czekał na operację. Kilka dni leżał pod respiratorem, nie dawał rady sam oddychać, męczył się, miał problemy z płuckami. Jego wspaniały Tatuś był razem z nim, trzymał za rączkę, głaskał, mówił do niego.

Czekaliśmy na termin operacji, każda godzina wydawała się wiecznością. W końcu nadszedł ten dzień. Rano 12.03.2011r. - Franek pojechał na blok operacyjny. Operacja trwała kilka godzin, operował dr Jarosik i dr Kopala. Była to korekcja anatomiczna metodą Jatene'a. Wszystko przebiegło zgodnie z planem. Franek po operacji przebywał na POP'ie. Mąż nie mogł do Niego wejść i zobaczyć ze względu na kwarantannę. Wrócił do domu, a ja pojechałam do Łodzi. Widok Franka z rurkami, respiratorem, opatrunkami, drenami, maszynami, pompami - był przerażający. Mineło kilka dni, ale przy próbach ekstubacji maluszek nie dawał rady sam oddychać, cały czas miał bezdechy, które zagrażały Jego życiu. Mówiono o infekcji płuc. Dostawał antybiotyki, jeden, drugi, trzeci... nie pomagały. Franek po ponad tygodniu na POP'ie został przeniesiony na IT, gdzie spędził kolejne kilka dni. W końcu podany antybiotyk okazał się skuteczny. Maluszek miał jeszcze sporo wydzieliny i musiał pozostać pod respiratorem. Były plany odłączenia, jednak miał problemy i z oddychaniem i z krążeniem. Byłam z nim kiedy tylko mogłam, mówiłam do Niego, śpiewałam, głaskałam. Bywał spokojny, dużo spał, ale z czasem zaczął pokazywać charakterek i dawał się we znaki :) Zaplanowana kolejna ekstubacja powiodła się, Franek dawał radę godzine, dwie, pięć, dobę. Miał już tylko maskę z tlenem na buźce i dopingującą mamę przy sobie.

W końcu nadszedł dzień, kiedy Franio został przeniesiony na Kardiochirurgię, a wiadomo że stamtąd już widać dom. Miał kłopoty z jedzeniem, nie chciał ssać, nie umiał. Od początku był karmiony przez sondę, więc nie wiedział, że można inaczej. Intensywnie ćwiczyliśmy więc ze smoczkiem, który sukcesywnie wypluwał :) Ale daliśmy radę po licznych bojach, płaczach i Jego i moich. Pomalutku Franek zaczął ssac 10ml, potem 20...dochodziło nawet do 40stu ml. 06.04.2011r. Franek został wypisany ze szpitala. W domu na Franka czekał starszy Brat. Chłopaki z dezorientacją i zainteresowaniem obserwowali siebie wzajemnie, poznawali :) Franek z czasem nauczył się dobrze ssać, okazał się wielkim głodomorem :) Rozwijał się trochę wolniej od rówieśników, ale dawał radę nasz mały Walczyciel. Miesiąc po operacji pojechaliśmy na kontrolę do Łodzi. Wyniki były dobre, więc w tym samym dniu byliśmy do domu. Po kilku miesiącach trafiliśmy ponownie do szpitala w Olsztynie. Okazało się, że Franek miał infekcję i znowu problemy z oddychaniem. Na szczęście po kilku dniach wszystko wróciło do normy. W kwietniu 2012 roku Franek miał kolejną kontrolę w Łodzi. Potwierdziła się diagnoza dr Szulc, o rozwijającym się zwężeniu tętnicy płucnej. Na razie jesteśmy pod stałą kontrolą w Olsztynie, a czas pokaże. Jeśli zwężenie będzie postępowało, będzie konieczna plastyka. Mamy nadzieję, że gradient nie będzie już rósł a Franek będzie mógł jak inne dzieci cieszyć się dzieciństwem w zdrowiu.

Franek w Łodzi poznał kompanów "niedoli" - śliczną dziewczynkę Adę i przystojnego chłopca - Witka, z którymi było łatwiej przez to wszystko przejść. Dziękujemy im i ich wspaniałym rodzicom :)



Facebook Slider

F

o

r

u

m

Facebook Slider