Wikor Biecharski


Jesteśmy rodzicami Wiktora. Ja mam na imię Sylwia a mój mąż Rafał. Wiktor urodził się 8 marca 2004. Poród przebiegł dobrze, wszystko było w porządku. Maluszek wyglądał na zdrowego, dostał 10 pkt Apgar. Ładnie ssał i nikt nie przypuszczał, że ma poważną wadę serca.
 

alt   alt
W szpitalu w Krakowie
   

 
Byliśmy wszyscy tacy szczęśliwi. W trzeciej dobie wyszliśmy do domu. Nadal wszystko było w porządku, jedynie trochę niepokoił mnie jego przyśpieszony oddech. Poza tym nic się nie działo. Dopiero nasza pani pediatra na wizycie patronażowej, po zbadaniu Wiktora, stwierdziła, że ma za wysokie tętno. Trafiliśmy do spitala na obserwację. Nadal nikt nie łączył tego z wadą serca. Robili mu różne badania i wszystko wychodziło dobrze, tylko tętno było cały czas wysokie. W końcu postawili diagnozę - zapalenie płuc(??).

 
  alt
 
  Pierwszy dzień w domu
Wiktor dostał antybiotyk i tak był "leczony" przez tydzień. Po tygodniu, po kolejnym prześwietleniu płuc, na zdjęciu wyszło powiększone serce. Od razu odesłali nas karetką na kardiologię do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie.
 
Tu zrobili mu echo serca. I już wszystko się wyjaśniło.
Dowiedzieliśmy się, że Wiktor ma złożoną wadę serca i jest to dwuujściowa prawa komora, ubytek przegrody międzykomorowej, przetrwały otwór owalny, hypoplazja łuku aorty oraz koarktacja aorty. To był dla nas szok. Nic wtedy nie rozumieliśmy z tych nazw. Wyjaśniono nam, że jest to poważna wada serca i czeka go bardzo trudna i skomplikowana operacja i nic nam nie mogą obiecać. To było straszne.
alt  
 Już stoję!
 

Bardzo nam było wtedy ciężko. Na operację czekaliśmy dwa tygodnie. Przeprowadził ją profesor Malec. Wszystko przebiegło pomyślnie i Wiktor dość szybko odzyskał formę. W drugiej dobie zaczął sam oddychać i odłączono go od respiratora. Po trzech tygodniach byliśmy w domu.
 
 Teraz Wiktor jest już zdrowy i o tym co przeszliśmy przypomina nam blizna, która teraz stała się cieniutką kreseczką. I kontrole u doktora Kordona. Nie da się opisać jak bardzo jesteśmy wdzięczni tym lekarzom, bo bez nich nasz syn nie miałby szans.

 

alt     alt
Moja pierwsza bryka
   
Z rodzicami


Opracowała: Sylwia - mama Wiktora



Facebook Slider

F

o

r

u

m

Facebook Slider