Filip Grzesiak

 

Nasz kochany synek Filipek urodził się 09 maja 2006r. w Poznaniu. Przyszedł na świat siłami natury w 40 tygodniu ciąży. Mierzył 53 cm. I ważył 3.570 g. Dostał 10p. Apgar, nie wiedzieliśmy wtedy jak bardzo chore nasz maluszek ma serduszko. Fifi urodził się o 20:08.... Przez dwie godzinki odpoczywał po porodzie w moich ramionach a my z mężem wysyłaliśmy rodzinie sms-y z wiadomością że Fifi już jest na świecie... ile wtedy było radości...echh...:).

altalt

Niestety po tych dwóch godzinach pielęgniarka zauważyła że Filip jest siny, zabrano go na obserwacje. Miał do mnie wrócić za godzinę, niestety zamiast Filipka pielęgniarka przyniosła mi do podpisania zgodę na operacje... Widziałam go jeszcze momencik bo zaraz zabrała go karetka do Kliniki Kardiologii i Nefrologii Dziecięcej na ul.Szpitalnej w Poznaniu. Z całej sytuacji pamiętam ogromny strach, ból i tęsknotę. Byliśmy w szoku - tym bardziej że przez całą noc nie mogliśmy uzyskać informacji co się dzieje z naszym dzieckiem. Dopiero moja pani Ginekolog dr. Dorota Rabiega dodzwoniła się do szpitala i wytłumaczyła nam jaką wadę ma Filipek. Okazało się że Fifi ma Przełożenie Wielkich Naczyń (TGA) . Pierwszy zabieg (zabieg Rashkinda) mały miał zaplanowany na 10.05 o godz. 20:00. Wypisałam się ze szpitala na własne żądanie i pojechałam do mojego skarba. Pamiętam jak zobaczyłam mojego syneczka, który leżał tam sam, pozawijany w kabelki- czułam ogromny ból że nas to spotkało, nie byłam na to gotowa! Tak bardzo chciałam go wtedy przytulić i porwać do domku... Na szczęście zabieg się powiódł i nie wystąpiły żadne komplikacje :).
 
Dowiedzieliśmy się po tym zabiegu ze w ciągu 2 tygodni Fifi będzie miał zoperowane serduszko. I jak wielki szok przeżyliśmy następnego dnia kiedy o godzinie 10 przyszliśmy odwiedzić naszego skarba i dowiedzieliśmy się że od godziny jest na Sali operacyjnej. Czas spędzony pod salą przepłakałam i modliłam się do Pana Boga żeby tylko nie zabierał mi dziecka- mojego wyczekanego synka!!! Nie mając wtedy wiedzy dotyczącej wykonywania takich operacji sądziłam, że wszystko za długo trwa, że być może dzieje się coś złego. Najgorsza godzina była wtedy kiedy prof. Wojtalik, który operował Filipka powiedział, że operacja się udała, ale czekają aż zabije serduszko. Kiedy tak czekaliśmy pół godziny i nikt do nas nie wychodził byłam załamana- myślałam że coś złego się stało. Na szczęście za chwilę wyjechał inkubator, a w nim Filip :). UDAŁO SIĘ!!! Prof. Wojtalik wszystko nam wyjaśnił i dał nadzieję - cudowny człowiek!!! Po godzinie od zakończenia operacji mogliśmy wejść do naszego słoneczka. Widok był straszny, serce bolało że takie maleństwo musiało tyle wycierpieć. Prosiłam wtedy Filipka żeby się nie poddawał i walczył, że my tu na niego czekamy. Od tej pory byliśmy u małego kiedy tylko nam pozwalano. Opowiadałam mu o jego pokoju, zabawkach, o tym kto się za niego modli, ile osób go kocha i jakie mamy plany. Co będziemy robić, co zobaczy, jaka jest pogoda itd. Po prostu o wszystkim.
 
 altalt

Filip ładnie się "zbierał" po operacji. Po pięciu dniach został odłączony od respiratora, około dwa dni jeszcze oddychał z maseczką. Wszystko szło książkowo i tak jak powinno. Niestety w dzień kiedy maluch miał być przeniesiony na POP-salę pooperacyjną okazało się, że jego rana po operacji ropieje. Baliśmy się żeby nic gorszego się z tego nie rozwinęło. Maluszek dostał antybiotyk, który na szczęście zadziałał i już następnego dnia - również z zaskoczenia został przeniesiony na POP. To był cudowny dzień, mogłam zabrać go na ręce i być z nim 24h/dobę. Wreszcie po 10 dniach rozłąki mogliśmy się sobą cieszyć :).
Na Sali POP byliśmy 3 dni...I również z zaskoczenia dowiedzieliśmy się od profesora, że możemy zabrać małego do domku. Boże, byliśmy wtedy tacy szczęśliwi a jednocześnie baliśmy się czy damy sobie radę?!?!
Wróciliśmy do domku wieczorem 22.05. Czekała na nas moja mama, tata i siostra. Przygotowali wszystko na nasz przyjazd. Tej nocy spaliśmy wszyscy razem w trójeczkę i trzymaliśmy Filipka za rączki.
Niestety szczęście trwało krótko, bo już następnego dnia o godzinie 16 znaleźliśmy się w szpitalu - Filip miał zapalenie płuc. I znowu przerażenie i walka o jego zdrowie... echh. W szpitalu byliśmy tydzień i na szczęście mogłam z nim być cały czas.
 
altalt

Kiedy już maleństwo wyzdrowiało, żyliśmy sobie spokojnie i cieszyliśmy się każdym dniem. Filipek długo był wystraszony i bardzo płakał, upłynęło trochę czasu zanim się poczuł bezpiecznie.
W trzecim miesiącu życia naszego skarba pojechaliśmy na kontrolę serduszka. Niestety wynik był zły. Fifi miał bardzo zwężone tętnice płucne. W jednej gradient sięgał 78mmHg. W piątym miesiącu życia nasz maluszek miał cewnikowanie serduszka i balonoplastykę. Dobrze zniósł zabieg i już po 2 dniach byliśmy w domku :).
 
altAktualnie Filip to wesoły, ruchliwy chłopczyk po którym nie widać takich trudnych doświadczeń. Rozwija się bardzo dobrze i każdego dnia wnosi szczęście w nasze życie! Do końca Naszych dni będziemy dziękować Bogu, że nam go dał!!!
Na ten moment jego tętnice są nadal zwężone - gradient 46max, ale do obserwacji.
 
Chcieliśmy z całego serca podziękować prof. Michałowi Wojtalikowi za to że naprawił serce Filipa... I dzięki Niemu nasz synek może dziś być z nami!!!


Magdalena i Maciej Grzesiak - rodzice Filipka
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 



Facebook Slider

F

o

r

u

m

Facebook Slider