Filip Gawecki



To ja Filipek Gawęcki

altUrodziłem się 11.08.2004r o godz.1.30 w Starachowicach jako zdrowe dziecko. Ważyłem 3,5 kg, a mierzyłem 52cm Otrzymałem 10 punktów w skali Apgar. Co najdziwniejsze przy pierwszym karmieniu jadłem jak szalony. Pielęgniarki dziwiły się, że tak ssię. Jednak pani doktor zauważyła coś niepokojącego usłyszała jakieś szmery w moim serduszku i po karmieniu zabierano mnie i podłączano do jakiejś aparatury Gdy mnie przynoszono do mamy byłem spokojny, ale już nie miałem ochoty na jedzenie. O 3 nad ranem następnego dnia sytuacja gwałtownie pogorszyła się zacząłem sinieć i płakać, nikt mnie nie mógł uspokoić Jak dobrze, że pani doktor A. Daniszewska wiedziała co zrobić - podała mi Prostin. Rano zostałem przewieziony do Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Kielcach na echo (bo u nas tego badania nie robią.) Tu czekała na rodziców tragiczna wiadomość - niedorozwój lewej komory (HLHS). Żadnych szans na dalsze życie - to był wyrok. Byłem w tragicznym stanie wyglądałem jak śliwka, coraz trudniej oddychałem (och jak było ciężko). Po badaniach lekarze zdecydowali aby przewieźć mnie do USD w Krakowie. Za karetką pogotowia jechał mój tata.

 
     
 

alt        alt
Z tatą najlepiej.
 
To już ostatnia łyżka.
 
 
W Krakowie przyjęła go pani dr K. Januszewska i ze spokojem poinformowała o moim stanie, wyjaśniła na czym polega wada, ale dała nadzieję. Wyglądałem już dużo lepiej. Spałem spokojnie. Zostałem na IT. Tu leżałem 7 dni, a następnie zostałem przeniesiony na X. Tam leżałem do czasu pierwszej operacji (i to sam bo mama była jeszcze w szpitalu).
 
 

Operowany byłem 24.08.05 przez profesora E. Malca i jego wspaniały zespół kardiochirurgów. Moi rodzice przyjechali już do mnie. Cieszyli się szalenie bo dochodziłem do siebie bardzo szybko. Już po 2 dobach wróciłem na oddział X. A tam mogliśmy być już razem (ach jak miło być w ramionach rodziców) 10.09 planowano mnie wypuścić do domu.

 
alt alt
Dalej pójdę sam.
Przejażdżka na Błażejku.
 

Nagle zaczęła boleć mnie noga (jaki dziwny ból) więc kuliłem ją troszkę. 6.09 mama zauważyła, że prawą nóżką ruszam inaczej niż lewą. Zgłosiła to na wieczornej wizycie lekarzowi. Podszedł do tego troszkę nieufnie on nic nie zauważył, bo w czasie badania ja prostowałem nóżki i zginałem (nie płakałem). Ale obiecał, że rano przyjdzie ortopeda. Ortopeda dr J. Sułko natychmiast zlecił wszystkie badania USG, Rtg, badanie krwi CRP. W pierwszej chwili też myślał, że wszystko da się załatwić za pomocą antybiotyków dopiero gdy pobrał próbkę z mojego biodra (och jak bolało) okazało się, że stan jest tak poważny, że znów muszę iść na stół operacyjny. Zabieg wykonał natychmiast, wstawił mi dren do stawu biodrowego i usunął ropę. Po zabiegu znów spędziłem noc na IT, ale rano zostałem przeniesiony na oddział X (co za ulga znów była mama i tata ) oczywiście z drenem - zdjęto mi go dopiero po 4 dniach. Otrzymałem również antybiotyk Vancomycynę, ale w piątej dobie w trakcie podawania leku zacząłem dziwnie reagować. Zacząłem rytmicznie kurczyć prawą rączkę, a oko i powieka same zamykały się i otwierały (nie wiedziałem dlaczego). Lek został odstawiony. Tak samo zareagowałem na następny lek Sinercid dopiero zmiana na Augmentin dała rezultaty.
 

Mama przeszła okropny stres. To był gorszy czas niż po 1 operacji na serducho. Później nastąpił przykurcz prawej rączki powtórne badania ale wszystko okazało się ok. To tylko jedna z pielęgniarek zbyt mocno ścisnęła mi plastrem wenflon (dobrze że była przy mnie mama gdyby nie ona mogło to się źle skończyć bo rączka już mi drętwiała). Ale wszystko pomyślnie się zakończyło.
       
alt    alt
Nie chcę jeszcz spać
 
Najmilsze rozmowy z dziadzią
alt
  alt
Kiedy będę tak duży jak Miłosz?
 
Moja siostra Lena
 
 
Nadszedł upragniony dzień. Mogłem pojechać do domu. 25 września pierwszy raz zobaczyłem swój domek i moje rodzeństwo (Błażejka, Lenkę i Miłoszka). Było wspaniale. Bawiliśmy się razem. Wszyscy mnie nosili i rozśmieszali (cudownie jest być w domku).
 
29 listopada trafiłem znów do szpitala w Prokocimiu. Byłem tam na cewnikowaniu i balonikowaniu. Troszkę bolało ale już po 8 dniach byłem w domciu.

Czas mijał szybko gdy miałem 4,5 miesiąca zacząłem siadać (dobrze oglądać świat z wysokości - to zupełnie coś innego).

Coraz szybciej zbliżał się czas 2-go zabiegu. 22 lutego znów zjawiłem się w Prokocimiu. Tym razem znalazłem się na 8-ym oddziale i 25 lutego pan profesor E. Malec zabrał mnie na salę operacyjną. Znów naprawiano moje serducho. Na IT spędziłem 2-wie doby. Gdy zacząłem sam oddychać przeniesiono mnie na 8. I znów mogli opiekować się mną rodzice (co za ulga). Byli ze mną w dzień i w nocy. Nawet na chwilę nie zostawiali mnie samego.
 

Ta operacja przebiegła bez powikłań. Już 9 marca wracaliśmy do mojego kochanego domeczku. To była radość, którą trudno opisać.

Teraz coraz bardziej dokazuję skończyłem już rok (jestem bardzo dorosły). Zaczynam dokuczać, sam zaczynam chodzić, troszkę mówić. Jest super. Wiem że jeszcze będzie troszkę bolało no bo 3 operacja mnie jeszcze czeka ale będę dzielny.
    
alt    alt
Jak myslicie lepiej być czystym czy szczęśliwym?
 
I tak nie śpie.
 
 
Chciałem podziękować rodzicom śp Wiktorka - Karolinie i Adamowi to oni swoją radą nie raz pomagali mojej mamie i tatusiowi.

Rodzice bali się. że będę miał problemy z nóżkami. A ja sam "biegam" z małą pomocą dorosłych (tylko jeden paluszek do trzymania). Jednakowo stawiam nóżki, nie kuleję. Ale do kopania piłki wybieram nogę lewą, większość przedmiotów biorę w lewą rączkę. Ale przecież każdy człowiek ma przewagę jednostronną jedni wybierają stronę prawą inni lewą. Na razie się tym nie martwię.


Składam wielkie podziękowanie
 
WSZYSTKIM LEKARZOM I PIELEGNIARKOM,
którzy uratowali moje życie
DZIĘKUJĘ


Facebook Slider

F

o

r

u

m

Facebook Slider