Marek Jarzabek


Marek urodził się w niedzielny poranek o godz.6:15 22 czerwca 2003 r. Ważył 3500g, miał 56 cm długości i dostał 8 punktów w skali Appgar (po jednym odjęto za zabarwienie skóry i za napięcie mięśni). Dodatkowo miał pępowinę owiniętą wokół szyi i z tego powodu był niedotleniony i siny. Jednak po przystawieniu do piersi nie miał siły ssać i zasnął. Zaniepokoiło to lekarzy i włożyli Go do namiotu tlenowego.
alt
alt
I urodziny Marka
Podróż do Krakowa na Dni Serca


Po godzinie Jego stan był coraz gorszy. Zabrali moje Maleństwo na badania, a mi kazali odpocząć. Zasnęłam, a mój mąż pojechał do domu poinformować naszą starszą córkę o narodzinach brata. Wtedy jeszcze nikt nie przypuszczał, że stan Mareczka jest tak ciężki. W piątej godzinie po porodzie przenieśli mnie do jednoosobowej sali i poinformowali, że nasze dziecko leży na intensywnej terapii noworodków i że Jego stan z każdą chwilą się pogarsza. Nikt jednak nie potrafił udzielić nam informacji, co dolega naszemu synkowi. Tak minęła bardzo długa niedziela.
Marek swoim wyglądem coraz bardziej przypominał dojrzałą śliwkę węgierkę. Spadała mu saturacja i miał coraz większe problemy z oddychaniem pomimo tego, że przez cały czas był pod tlenem. Najgorsza była bezradność, gdy stojąc nad inkubatorem kompletnie nic nie mogliśmy zrobić. Patrzyliśmy jak nasze dziecko umiera, a nikt nie potrafił powiedzieć nam dlaczego. To był koszmar. Jednak najgorsze miało dopiero nadejść.

 
alt
alt
Szpital Prokocim - z siostrą Julką
Marek na Dniach Serca w Krakowie

W poniedziałek rano pani ordynator OIOM po przeczytaniu historii mojej ciąży, (od 17 tygodnia groziło mi poronienie, jednak dzięki lekom udało mi się utrzymać ciążę do 40 tygodnia), powiedziała, że natura wie lepiej co robi i eliminuje wybrakowane organizmy. W taki sposób poinformowała mnie, że stan Marka jest krytyczny.
Na zdjęciu rentgenowskim serduszko było bardzo mocno powiększone. Poinformowano nas, że czekają na konsultację kardiologa. To wszystko działo się przed 9 rano. Godziny wlokły się niemiłosiernie. Przez cały czas zastanawialiśmy się dlaczego akurat nas to spotkało. Przecież podczas ciąży nikt nam nic nie powiedział, a wręcz przeciwnie zapewniano nas, że serduszko naszego Maleństwa pięknie pracuje.

W poniedziałek, o godz. 20:15 kardiolog dr Kukawczyńska zrobiła USG i w bardzo łagodny sposób poinformowała nas o tym, że Marek ma niedorozwój lewej komory serca i że zabierają Marka do Dolnośląskiego Centrum Kardiologicznego przy ul. Kamińskiego we Wrocławiu. Raptem 10 minut drogi samochodem, a my nie mieliśmy żadnych gwarancji, że nasze dziecko dojedzie tam żywe. Jego stan był krytyczny.
W Centrum Marek dostał Prostin, lek który powinien dostać zaraz po urodzeniu! Kardiolodzy ustabilizowali stan naszego dziecka, poinformowali nas o możliwości operacyjnego, trzyetapowego leczenia w Krakowie lub w Łodzi. Przez cały czas byliśmy przy Marku. Ja opuściłam szpital na własną prośbę. Z każdą godziną miałam coraz mniej pokarmu, a wiedziałam, że dla mojego maleństwa jest to najlepsze wzmocnienie. Odciągałam więc wszystko co miałam i karmiłam butelką, bo Marek nie miał siły samodzielnie ssać piersi.

alt
alt
Julka i Marek w Krakowie
Marek i prof. Malec


We wtorek rano stan Marka był ciężki ale stabilny. W ciągu kilku dni Marek miał polecieć do Krakowa lub Łodzi. Pojechałam do domu pożegnać się z córeczką i spakować rzeczy do szpitala. W środę po 10 rano przyszedł dr Bułacik i poinformował, że o godz.12:30 Mareczek leci samolotem do Krakowa. To był szok, że tak szybko udało się wszystko załatwić. Stan Marka był na tyle poważny, że postanowiliśmy Go ochrzcić. Przyjechał ksiądz i chrzest odbył się na intensywnej terapii. Potem było pożegnanie i godziny niepewności.
Marek leciał, a ja jechałam samochodem. Do Krakowa przybyłam więc długo po moim synku. Jednak na kardiologii powitał mnie dr Zbigniew Kordon, który przedstawił mi stan mojego dziecka. Trochę mnie uspokoił, jednak dopiero rozowy z rodzicammi dzieci pokazały mi, że z połową serca można żyć, jeżeli trafi się w ręce wspaniałych specjalistów z UNIWERSYTECKIEGO SZPITALA DZIECIĘCEGO W KRAKOWIE-PROKOCIMIU.

alt
25.06.2003r. - Chrzest Mareczka - Wrocław
W Krakowie czas mijał inaczej. Przez cały czas mogliśmy być na oddziale kardiologii. Marek przeszedł żółtaczkę i przez
 
cały czas był w inkubatorze, podłączony do kroplówek z Prostinem i innymi lekami. Zaczęły się problemy z krążeniem i obrzęki. W 12 dobie życia 3.07.2003 r. prof. Edward Malec wraz ze swoim zespołem wykonał pierwszą operację zmodyfikowaną metodą Norwooda.
Wszystko przebiegło bez powikłań i komplikacji i w drugiej dobie po operacji Marek zaczął oddychać bez pomocy respiratora. Na następny dzień po przyjściu do szpitala czekała na mnie miła niespodzianka - mój synek trafił na oddział X (noworodki). Po 33 dniach wróciliśmy do domu.
Marek rozwijał się jak zdrowe dziecko, przybierał na wadze średnio 1100g miesięcznie i był wielkim łakomczuchem. Jako niemowlę miał alergię pokarmową i do jedzenia dostawał Nutramigen zagęszczony kleikiem kukurydzianym. W wieku 5 miesięcy zaczął sinieć i znowu lot do Krakowa. Tam szybka decyzja profesora Malca i po czterech dniach 26.11.2003r. Marek miał drugi etap.
Operacja się udała. Serce podjęło pracę i Profesor był bardzo zadowolony. Jednak pojawiły się komplikacje. Podczas operacji została obustronnie porażona przepona i Marek miał bardzo duże problemy z samodzielnym oddychaniem. 17 grudnia Marek przeszedł pierwszą z dwóch
 
plikacji przepony. Nadal miał problemy z oddychaniem i nie można go było odłączyć od respiratora. Mijały dni a Marek wciąż był na oddziale intensywnej terapii. Tam spędził swoje pierwsze święta Bożego Narodzenia i sylwestra.

alt
03.07.2003r. - Chwila przed I operacją - Kraków
My z jego siostrą także byliśmy w szpitalu razem z nim. A nasz synek samodzielnie oddychał przez czas świąt przez 7 dni. Po nowym roku 5 stycznia podjęto decyzję o kolejnej plikacji. 7 stycznia odłączono respirator i już nie było problemów z oddychanim. W 47 dobie po operacji przeniesiono Marka na oddział VIII (chirurgia), a 21 stycznia czyli 56 dni po drugim etapie wyszliśmy do domu.

Teraz marek ma 16 miesięcy i jest cudownym chłopcem. Waży 11 kg i właśnie zaczął chodzić. Ma lekko śniadą cerę po tatusiu i wcale nie widać po nim choroby. Jesteśmy umówieni z dr. Kordonem na kontrolę na początku marca. Potem będzie wyznaczona data trzeciego etapu.
I pomyśleć, że gdyby nie wspaniali lekarze z Krakowa Marek by nie przeżył pewnie miesiąca. Będziemy IM za to wdzięczni do końca naszego życia.

alt
Podziękowania dla Profesora od jego dzieci.














Opracowała: Barbara Jarząbek

tel. 602 697 533
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

 

 

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.">

 
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.">
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.">

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.">
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.">


Facebook Slider

F

o

r

u

m

Facebook Slider