Julia Walatek



Julka urodziła w 1999r. się ze skrajną postacią Tetralogii Fallota w szpitalu położniczym przy ul. Inflanckiej, skąd w 3 godzinie życia została przewieziona na OIOM do szpitala na Litewską.
Pierwsza rozmowa z lekarzami była dla nas bardzo trudna: "dziecko zostało przywiezione w stanie krytycznym i proszę być przygotowanym na wszystko".

Mieliśmy takie plany: wspólne spacery, wyjazd na wakacje - świat zaczął się nam walić na głowę. Lekarz powiedział jaką córka ma wadę. Nie udało mi się zapamiętać, cały czas miałem w głowie te pierwsze słowa. Dopiero następnego dnia wszystkiego się szczegółowo dopytałem. Przeczytaliśmy wszystko, co się dało na temat Zespołu Fallota.
alt  
Pierwsza operację w piątej dobie życia - Zespolenie Blalock-Taussing z wstawką goretexową o średnicy 5 mm i jest lepiej - stan ciężki (może kogoś to śmieszyć, ale dla nas to była dobra wiadomość). Kilka dni później reoperacja z powodu zakrzepu. Okazało się, że zespolenie z prawej strony nie jest wystarczające i zrobiono zespolenie z lewej strony. Po trzech operacjach w ciągu 2,5 m-ca Julka była w stanie ciężkim ale stabilnym z tendencją do ciągłej poprawy. W międzyczasie wykryto wodniaki podtwardówkowe i okazało się, że wskazany jest zabieg chirurgiczny. Pierwsza decyzja o operacji, która nie musi być wykonana ze względu na zagrożenie życia. Kto ją musiał podjąć ten wie jakie są wątpliwości i emocje. Inni chyba nigdy się tego nie dowiedzą. Neurochirurg powiedział "dajmy dziecku szansę na normalne życie" - daliśmy. Operacja była przeprowadzana na Litewskiej. Lekarka, która prowadziła Julę sprowadziła neurochirurga z innego szpitala. No i po prawie 3 miesiącach spędzonych na OIOM-ie przeszliśmy na oddział kardiologii. Walka żeby Julia jadła sama a nie przez sondę. Godziny prób. Udało się, po dwóch tygodniach do domu.

Dostaliśmy zalecenia i daty kontroli w klinice. Nic się nie działo. Oprócz tego, że Julka była lekko sina (jak to przy wadzie sinicznej) wszystko było OK. Przynajmniej nam się tak wydawało. Przy okazji wizyty kontrolnej w maju - Julka miała 10 m-cy okazało się, że zespolenia działają w bardzo słabo i w każdej chwili nasze dziecko może .......
Minęło parę godzin od momentu zakończenia badań, przeprowadzono z nami kilka rozmów, podpisanie zgody i czekamy na zabieg. Korekcja wady. Chirurdzy planowali całkowitą korektę, niestety za pierwszym razem się to nie udało. 10 maja przeprowadzono operację poszerzenia drogi wypływu z prawej komory i połączenia prawej komory z MPA (2 łaty) w krążeniu pozaustrojowym. Z powodu utrzymującego się dużego krwawienia pooperacyjnego klatkę zamknięto w pierwszej dobie po operacji. Ogólnie obyło się bez większych komplikacji. Spędziliśmy w szpitalu dwa tygodnie.
Ponowne zalecenia i terminy kontroli, badania. 

 
alt  
"Moje prawdziwe ja"  
Zakwalifikowano Julię do całkowitej korekty przed świętami Bożego Narodzenia 2000r. Niestety (a może dobrze) święta spędziliśmy w domu bo Julka się przeziębiła.
Korektę zrobiono 17. stycznia - Julka miała 1,5 roku. Operacja w krążeniu pozaustrojowym, zamknięcie łatą VSD, plastyka drogi wypływu z prawej komory z wykorzystaniem zastawkowego homograftu płucnego. Odroczenie zamknięcia klatki o jedną dobę jak przy poprzednim zabiegu. I tym razem spędziliśmy w szpitalu 2 tygodnie.
Moment, w którym trzeba się pożegnać z własnym dzieckiem i oddać je w ręce obcej osoby, której umiejętności będą decydowały o wszystkim zostaje długo w pamięci. Dwie ostatnie operacje trwały po około 9 godzin. Co jakiś czas wychodzili znajomi lekarze i starali się nas informować co i jak. Trzeba mięć nadzieję i zaufać ludziom.
Przez cały pobyt w klinice - a trochę czasu tam spędziliśmy była świetna opieka. Na OIOMIE najcudowniejsi ludzie na świecie. Potem trafiliśmy na kardiologię, jeśli chodzi o fachowość to doskonali specjaliści. Na oddziale pooperacyjnym i na chirurgii wyśmienita opieka i wspaniały zespół ludzi. W ogóle Litewska dla nas okazała się łaskawa. Powinniśmy tych ludzi nosić na rękach i to wszystkich. Dali nam coś co Bóg chciał nam zabrać.
Obecnie co jakiś czas chodzimy na kontrole. Jest pod stałą kontrolą kardiologów, neurochirurga, psychologa i mamy świetnego pediatrę.

Lista osób, którym powinniśmy dziękować jest bardzo długa: absolutnie cały OIOM na Litewskiej pod okiem dr. Rawicz, dr. Bober - cudowni ludzie. Kardiochirurdzy - dr. Malec, dr. Ebinger, dr. Kaleciński. Dr. Eibl - neurochirurg. Dr. Wójcicka, dr. Sielska - pod opieką której jesteśmy.

Nie wiem co mogę jeszcze napisać. Przeszliśmy trochę, pewnie najwięcej przeszła Julia. Dzisiaj jest cudownym dzieckiem, strasznie rozgadanym i ruchliwym chodzi do przedszkola i nie potrafi usiedzieć w miejscu. Poszła wcześniej do sześciolatków i świetnie sobie radzi.
Angielski, tańce, rytmika i ciągle tyle w niej energii. Jest bardzo inteligentnym dzieckiem - może to te przeżycia. Z optymizmem patrzymy w przyszłość i wiemy na pewno, że wszystko będzie dobrze.


Anna, Piotr i Julka Walatek


Facebook Slider

F

o

r

u

m

Facebook Slider