Dunajski Jakub

alt
HLHS
 
 

 

Witam, nazywam się Jakub Dunajski. Urodziłem się z wrodzona wadą serca typu HLHS czyli z niedorozwojem lewego serca. Na świat przyszedłem 30 grudnia 2011r w szpitalu na Karowej
w Warszawie.

Historia mojej choroby zaczęła się wcześnie, a mianowicie 1 grudnia kiedy na kontrolnym USG rodzice dowiedzieli się, że coś jest nie tak z moim serduszkiem, mimo ze ciąża przebiegała bez problemu.

Od tego momentu sprawy potoczyły się błyskawicznie od wizyty u dr. Bety i Doc. Dangel którzy potwierdzili, że mam wadę serca. Od tego momentu moi rodzice rozpoczęli walkę o moje życie. 30 grudnia moja mama trafiła na Karowa z powodu bólu brzuszka, miała złe przeczucia, które okazały się trafne bo badanie KTG wykazało, że spada mi tętno. Do momentu mojego przyjścia na świat tętno spadło mi 3 razy. Lekarze zrobili mamie cesarskie cięcie które uratowało mi życie.

Mama jadąc na cesarkę zadzwoniła do taty, który był w pracy że się zaczęło, ale jak to on przyjeżdża na gotowe. Kiedy wpadł do szpitala już byłem na świecie.

Ujrzałem świat o 18.16 ważyłem 3080g i dostałem 10/10 w skali Apghar z podejrzeniem wady serca. Niestety nie widziałem mamusi, a ona tylko zdążyła mnie pocałować w główkę i zabrano mnie na odział dla noworodków żeby podać mi lek (prostin),  który pozwolił mi żyć i czekać na operacje. W trzeciej dobie życia zostałem przewieziony do Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu gdzie przez ponad tydzień opiekował się mną  mój tata. Mama wracała do zdrowia po cesarce.  Czekając na operację przeszedłem wiele badań i zostałem zdiagnozowany jako "Nietypowy HLHS".

altDla większości pacjentów z taką wadą ratunkiem są trzy etapy operacji (1.Norwuda 2.Glena 3.Hemi Fontana). W międzyczasie przeszedłem obustronne zapalenie płuc i SEPSE!!! 1 lutego miałem pierwszą operacje która trwała 14 godzin (operacja odbywa się w głębokiej hipotermii i z wykorzystaniem sztucznego płuco-serca, które wiele lat temu było podarowane przez WOŚP. Mój stan był bardzo ciężki lekarze nie dawali mi szans na przeżycie, leżałem 8 dni z otwartym mostkiem na oddziale pooperacyjnym, a moi rodzice modlili się o cud.
I cud się zdarzył lekarze podjęli się operacji ratującej życie. Operacja powiodła się, a ja małymi kroczkami dochodziłem do siebie. Przez 4 tygodnie nie pracowały mi jelita na skutek złego stanu zdrowia po pierwszej operacji miałem włączone żywienie poza jelitowe i mnóstwo leków wspomagających pracę serca. Na oddziale pooperacyjnym spędziłem 40 dni i zostałem wypisany na kardiochirurgie na dalsze leczenie. Myśleliśmy, że jesteśmy już na prostej drodze do domu, to był koniec marca. Niestety święta Wielkanocne spędzałem na oddziale intensywnej terapii z kolejną sepsą i antybiotykiem, musiałem przejść zabieg wymienienia zakażonego cewnika Browiaka na nowy. Jednak to nie był koniec pobytu w szpitalu. Gdy już dochodziłem do siebie okazało się ze, żyła główna doprowadzająca krew z serca do głowy jest bardzo wąska, moja główka zrobiła się napuchnięta gdyż krew nie odpływała dobrze. Musiałem przejść kolejną operację. Odbyło się wycięcie seromy (kulka która utworzyła się z tkanek które narosły po pierwszej operacji), niestety w niefortunnym miejscu uciskając moja ważna żyłę. Operacja powiodła się, potem miałem poszerzenie tej żyły stentem przez cewnikowanie. Miałem jeszcze zrobiona plastykę tętnic płucnych i balonowanie żyły ze stentem. Na oddziale kariologii wracałem do sił, leki dożylne powoli zmieniono na doustne żebym mógł wyjść do domu.

29 sierpnia po 250 dniach walki o życie w szpitalu wyszedłem do domu pod opiekę Domowego Hospicjum "PROMYCZEK". Są tam lekarze i pielęgniarki którzy mnie odwiedzają i pomagają moim rodzicom opiekować się mną ponieważ mam sondę i cewnik na brzuszku który wymaga zmiany opatrunków. Ciocie i wujkowie zajmuje się mną kiedy jestem chory i potrzebuje leków. Ja i moje żyły musimy urosnąć i czuć się dobrze, aby mógł się odbyć drugi etap operacji. W domu wyluzowałem mam tu spokój i cisze, a moja mama gotuje mi zupki które ja ze smakiem wcinam i po nich dobrze się czuję. Dzięki temu na pewno urosnę.

Dziękujemy wszystkim ludziom których spotkaliśmy na naszej krętej drodze za opiekę dobre słowo i trzymanie kciuków że Kubuś da radę.
Głęboko wierzymy w to że maluszki które czują się kochane mają siłę do walki o życie.
Rodzice Kubusia

Agnieszka i Rafał



Serdecznie prosimy o pomoc w zebraniu funduszy na dalsze leczenie Jakuba
 
Pomoc finansową prosimy kierować na konto:
Fundacja Serce Dziecka im. Diny Radziwiłłowej
ul. Narbutta 27 lok.1, 02-536 Warszawa

Nr konta na wpłaty w euro PL 09 1160 2202 0000 0001 2152 1272


SWIFT BIGBPLPW 
koniecznie z dopiskiem: ZC 6254 Jakub Dunajski
 
1% podatku prosimy przekazać w rozliczeniu rocznym PIT,
w którym należy podać:
 KRS 0000266644
a w polu informacji dodatkowych: ZC 6254 Jakub Dunajski


Facebook Slider

F

o

r

u

m

Facebook Slider