Kamecki Alan

Alan KameckiHLHS

 

 

Cześć Pomagacze!

Nazywam się Alan Kamecki i dzięki Wam, ludziom o dobrych sercach żyję.

 Przyszedłem na Świat 17 listopada 2012 roku w sobotni, chłodny wieczór, jako zdrowy chłopczyk. Dostałem 9 punktów w skali APPGAR. Podczas badania kiedy byłem w brzuszku Mamy, lekarze powiedzieli, że urodzę się zdrowy.

Niestety życie płata figle.

Byłem „zdrowy” przez kilka godzin, dopóki lekarze zauważyli, że coś nie tak jest ze mną, ponieważ byłem siny. Miałem duszności i bardzo niskie saturacje. Postanowili zabrać mnie na badanie do ICZMP. Po badaniu lekarze oznajmili rodzicom, że mam krytyczną wadę serduszka tzw. HLHS (niedorozwój lewej komory serca). Moja lewa komora serca nie pracuje, a jest nam bardzo potrzebna do pompowania natlenionej krwi.

Szanse na przeżycie moje było bardzo niskie, dostałem tylko 10% szansy na to, by przeżyć. Lekarze nie chcieli mnie operować, bo „nie miałem szansy na przeżycie”. Przez kilka dni leżałem na Oddziale Patologii Noworodka – mój stan był na tyle krytyczny, ale… ja byłem SuperBohaterem i postanowiłem zawalczyć o swoje życie.

Pierwsza operacja i walka o oddech…

Po kilku dniach samodzielnej walki lekarze postanowili zawalczyć o moje życie, i jako 9 dniowy noworodek przeszedłem bardzo skomplikowaną operację serduszka, która miała uratować moje życie. Operacja się powiodła, ale… niestety miała również komplikacje – przestałem samodzielnie oddychać. Lekarze postanowili nade mną kropkę...

Oddychałem wtedy za pomocą respiratora, ja pokazałem jednak po raz kolejny, że tak bardzo chcę żyć. Lekarze zdecydowali na próbę odejścia z respiratora, za każdym razem traciłem oddech i wracałem na respirator...Miałem 26 prób odłączenia się od respiratora. Niestety nie udało mi się oddychać zupełnie samodzielnie. Po długiej i trudnej walce o mój samodzielny oddech, lekarze postanowili założyć mi rurkę tracheotomijną. To był strzał w dziesiątkę! Szybko mogłem wyjść do domu i poznawać świat. Nie wiedziałem, że nasz Świat istnieje poza szpitalnym murem!

Po kilkunastu miesiącach musiałem ponownie zawalczy o swoje życie.

Lekarze wykonali 2 etap operacji mojego serduszka. Trochę dość późno, bo powinienem był mieć tą operację w 6 miesiącu życia, a przeszedłem ją jako dwulatek. Tak, tak, większość swojego życia przeleżałem w szpitalu.

Nadal oddycham za pomocą rurki tracheotomijnej. Do tego doszła padaczka. Czekaliśmy na 3 etap operacji, tak długo terminu nie dostaliśmy i na sam koniec okazało się, że lekarze w Polsce proponują 3 dodatkowe operacje przed 3 etapem, dlatego że miałem za wąskie żyły.

Moje serduszko zaczęło słabnąć…

A wiecie, że każda operacja nie zawsze może być udana i mogłem nie przeżyć tych dodatkowych operacji. A moje serduszko z dnia na dzień zaczęło słabnąć i gasnąć. A ja mam tylko kilka lat, powinienem cieszyć się dzieciństwem, a nie umierać…

Rodzice przeszukali cały Internet, znaleźli różne kliniki i zdecydowali że chcą mnie operować w Niemczech, w Münster gdzie operuje wybitny kardiochirurg Profesor Malec.

Postanowili spróbować po raz kolejny zawalczyć o moje życie. Udało się ! – dostałem się na operację, ale jej koszt wyniósł…160 tysięcy złotych. Dzięki zbiórce na siepomaga.pl, aukcjach i Waszych wpłatach na moje subkonto niedawno przeszedłem 3 etap operacji.

Po operacji miałem duży kryzys, walczyłem z całych sił, i zwyciężyłem tą walkę !

To się udało dzięki Wam – Zrezygnowaliście z kawy czy ciasta i wpłaciliście złotówkę na moje konto - to uratowało moje życie. :)

Ale to nie jest happy end.

Muszę przejść jeszcze cewnikowanie serduszka, chcemy je wykonać w Münster, żeby sprawdzić, czy serduszko działa prawidłowo. Niedawno udało się uzbierać całą kwotę na cewnikowanie, termin cewnikowania wyznaczony jest na moje 5 urodziny – 17 listopad 2017r.
Jeżeli moje serduszko będzie dobrze pracowało, w grudniu będę miał konsultacje w szpitalu w sprawie rurki tracheotomijnej, lekarze chcą dać mi szanse na samodzielny oddech bez rurki J

Moja droga do zdrowia jest bardzo duża, musiałem pokonać wiele przeszkód. To nie koniec, wciąż jeżdżę na badania, rehabilitacje, konsultacje. Biorę leki na serce, na padaczkę, oraz mam wiele sprzętów -  a to wszystko kosztuje. Wiem że z Waszą pomocą nie będę musiał martwić się o pieniążki.  

 

Serdecznie prosimy o pomoc w zebraniu funduszy na dalsze leczenie Alana

Darowizny prosimy kierować na konto:
Fundacja Serce Dziecka im. Diny Radziwiłłowej
ul. Narbutta 27 lok.1, 02-536 Warszawa
SWIFT BIGBPLPW
koniecznie z dopiskiem: ZC 6492 Alan Kamecki
 
1% podatku prosimy przekazać w rozliczeniu rocznym PIT,
w którym należy podać:
KRS 0000266644
a w polu informacji dodatkowych: ZC 6492 Alan Kamecki


Facebook Slider

F

o

r

u

m

Facebook Slider