Pryga Kacper

alt
Zarośnięcie zastawki pnia płucnego, ubytek przegrody międzyprzedsionkowej, ubytek przegrody międzykomorowej prawostronny łuk aorty, sinica.

   

 

Kacper przyszedł na świat 06.11.2012r. Ciąża przebiegała prawidłowo i nic nie zapowiadało tak niemiłej dla nas niespodzianki. Synek urodził się ze złożoną wadą serduszka pod postacią zarośnięcia zastawki pnia płucnego, ubytku przegrody międzyprzedsionkowej, ubytku przegrody międzykomorowej, kolateralami aortalno - płucnymi oraz sinicą. Długo nie mogliśmy dojść do siebie, ciągle zadawaliśmy sobie pytania dlaczego my, czy to jakaś kara, przecież byliśmy dobrymi ludźmi, rodzicami, ja dbałam o siebie. No cóż, los tak chciał, trzeba było pogodzić sie z nim i walczyć o życie synka. Na początku podejrzewano u dziecka inną wadę, a konkretna diagnoza została postawiona dopiero po cewnikowaniu serca w siódmej dobie życie, gdy mały pojechał do CZD do Warszawy. Tam spędziliśmy około dwa tygodnie, początkowo na wlewie Prostinu. Wypisano nas do domu w dobrym stanie, ale nasza radość nie trwała długo. Dostaliśmy list ze szpitala, by stawić sie na kolejne cewnikowanie serca i tak 17.12.2012 ponownie byliśmy na oddziale Kardiologii. Zostaliśmy zakwalifikowani do zespolenia Blalock-Taussing i z uwagi, że z jego ciśnieniem coś było nie tak, zapowiedzieli jak najszybszą operację. Planowany był nasz powrót do domu na święta, ale u synka zaczęły się dziwne napady niepokoju połączone ze spadkami saturacji do 50 % i stąd czekaliśmy na operację w szpitalu, która odbyła sie 02.01.2013. Na szczęście nie było żadnych komplikacji, jednak synek długo nie mógł dojść do siebie. Ponad tydzień leżał pod respiratorem, potem osiem dni  na kardiochirurgii. Nie mile wspominam tam pobyt i bezsenne noce, kiedy Kacper strasznie płakał a ja w żaden sposób nie mogłam go uspokoić. Ciągle miał dziwne napady płaczu, prężył się i wywracał oczy do góry. Lekarze zaczęli podejrzewać napady padaczkowe, ale po badaniu EEG na szczęście ich diagnoza się nie potwierdziła. Najgorsze było to, że nie mogłam synka przystawić do piersi, co myślę, by go ukoiło, ale był bilans płynów i skrupulatne ich liczenie. 25.01.2013r. szczęśliwie byliśmy już w domu. Większych problemów zdrowotnych z dzieckiem nie mieliśmy do czasu, gdy dostał zapalenia oskrzeli i od 08.04.2013 do 11.05.2013r. byliśmy w szpitalu w Lublinie. Byłam załamana. Jak już infekcja, wydawałoby się minęła, w badaniach wyszło, że dopadła go bakteria pałeczki ropy błękitnej. Czyli kolejne kilka dni na oddziale, a na dniach miała odbyć się Komunia mojej córki Oliwii. Na dodatek Kacperek zaczął strasznie wymiotować, spadał na wadze, nie chciał nic jeść. Lekarze nie wiedzieli skąd te wymioty, zrobili mu tyle badań, że ja chyba przez całe  swoje życie tylu nie miałam. Między innymi zrobiono mu tomograf z podejrzeniem ?czegoś? w mózgu i wodogłowia. Ile ja wtedy nerwów zjadłam, nie mogłam nic jeść, ciągle płakałam. Z uwagi na fakt, że lekarze nic nie mogli znaleźć, postanowili wypisać małego do domu - w stanie stabilnym. Jednak żyliśmy jak na tykającej bombie. Wisiało nad nami widmo groźnego w konsekwencjach nadciśnienia płucnego. W końcu po którymś cewnikowaniu zakwalifikowali nas do korekty całkowitej, byliśmy szczęśliwi. Zaczęło się wydzwanianie do szpitala z zapytaniem o termin. Jednak ciągle słyszeliśmy, że brak miejsc, a czas płynął. Kacper coraz bardziej się męczył, siniał, spadały saturacje, pogarszały się wyniki. Za łóżeczkiem jak policjant czuwała pożyczona ze szpitala butla z tlenem na wypadek ?gdyby coś?. Serce mi się kroiło, gdy patrzyłam na swoje dziecko. Jak dostaliśmy termin, mały się rozchorował. Po chorobie nareszcie się udało i 02.06.2014 odbyła sie operacja Kacperka, która przebiegła bez komplikacji. Zabieg trwał prawie 9 godzin. Cały czas modliliśmy się, by wszystko było dobrze. Ku naszemu zaskoczeniu okazało się, że mały miał jeszcze jedną wadę- odejście dużych naczyń z prawej komory - co dzięki Bogu, także udało się skorygować. Po operacji sporo się zmieniło, Kacper zaczął nabierać sił. Niestety często nam chorował i choruje, a zwykły katar kończy się antybiotykiem lub niekiedy też szpitalem. Jednak trzy miesiące później już chodził, a właściwie biegał. I tak jest do dziś, nie usiądzie na chwilę, ciągle coś go interesuje, jest pogodny, otwarty, odważny, śmiały do ludzi. A przy tym straszna gaduła. Oto w skrócie nasza historia. Na dzień dzisiejszy Kacper ma skończone dwa latka, jednak jeszcze długa droga przed nim w walce o zdrowie. Czekają go kolejne operacje, badania, pobyty w szpitalach i rehabilitacja...
Za wszelką pomoc w zebraniu funduszy na dalsze leczenie Kacperka dziękujemy. Sylwia i Andrzej Pryga.

alt alt 
 alt  alt

  Serdecznie prosimy o pomoc w zebraniu funduszy na dalsze leczenie Kacpra

 
Pomoc finansową prosimy kierować na konto:
Fundacja Serce Dziecka im. Diny Radziwiłłowej
ul. Narbutta 27 lok.1, 02-536 Warszawa

Nr konta na wpłaty w euro PL 09 1160 2202 0000 0001 2152 1272


SWIFT BIGBPLPW 
koniecznie z dopiskiem: ZC 6570 Kacper Pryga
 
1% podatku prosimy przekazać w rozliczeniu rocznym PIT,
w którym należy podać:
 KRS 0000266644
a w polu informacji dodatkowych: ZC 6570 Kacper Pryga


Facebook Slider

F

o

r

u

m

Facebook Slider