Bochiński Wojciech

alt

Wspólny pień tętniczy. 

 

 

 Witamy:) "Nasze 3,5 kg szczęścia"

Chcielibyśmy opowiedzieć Wam o" Naszym 3,5 kg szczęścia" - synku imieniem Wojtuś,który jest w obecnej chwili w 6 misiącu życia a wyglądało to tak...

Planowane starania o ciąże i jest wreszcie dwie kreseczki na teście - wielka radość a zarazem troche strachu nad odpowiedzialnością o drugiego "małego człowieka". Ciąża przebiegała prawidłowo a ja jako poznawająca uroki (bo to Nasze pierwsze dziecko)tylko wyczuwałam kiedy pojawią się pierwsze ruchy w brzuszku. Wszystko było takie nowe,nieznane takie cudowne:)

Nadszedł czas pierwszej wizyty u dr.n.med. Jacka Magnowskiego(wspaniały człowiek) we Włocławku a było to USG 3D,4D i wtedy zobaczyłam synka poraz pierwszy.To  badanie  odbyło się w czternastym tygodniu ciąży a kolejne w dwudziestym. Myślałam, że to USG podobnie jak to początkowe okaże się łzami szczęścia ale tak nie było. Na twarzy doktora narysował się niepokój, który został dokładnie wytłumaczony i wizyta skończyła się wypisaniem przez doktora skierowania na konsultację do Poradni USG na ul. Agatową 10 do Warszawy. Cały czas mieliśmy nadzieję, że wkradł się jakiś straszliwy błąd.

Pierwsza wizyta w Poradni i towarzyszący Nam wielki strach, który nie odstępował choc na chwilkę. Nadszedł czas Naszego wejścia do gabinetu a w nim prof.dr.hab.n.med. Joanna Dangel tak wspaniała i ciepła osoba, której prędzej nie znaliśmy. Badanie trwało cały dzień bo synek był odwrócony tyłem albo leżał na pleckach poprostu nie dał się "podglądać". Po całym dniu zabrano Nas do pokoju,gdzie Pani profesor  opowiedziała Nam o tej wadzie, która się potwierdziła. Pani psycholog uspokajała Nas a tak naprawdę do mnie to nie docierało. Od tego momentu byliśmy już pod opieką tej Poradni i wraz z kolejnymi wizytami rósł Nasz Wojtuś w brzuszku.

Na bliższy czas porodu przeniesiono Nas z wizytami do Kliniki Położnictwa i Ginekologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego na ul.Karowej 2 też w Warszawie.BadaniaUSG nadal kontynuowała prof.dr.hab.n.med.Joanna Dangel, która " podglądała" Wojtaska jak rośnie i czy wada się nie pogłębia. Podczas wizyt u Pani profesor czułam się troche bezpieczniej, opowiadała Nam o tej wadzie abyśmy byli gotowi do "walki" w obronie Naszego maleństwa.

Już podczas porodu wiedzieliśmy, że Nasz synek będzie wyjątkowy, gdyż sam zadecydował kiedy się urodzi. Przyszedł na świat 07.07.2015r  godz.1.20 poprzez cesarskie cięcie.Wojtuś kopał mame w brzuch i strasznie się wiercił (wiedziałam,że coś jest nie tak)jakby chciał zapukać do drzwi i powiedzieć "otwórzcie mi - już wystarczająco się tu naczekałem". Gdy Go zobaczyłam to łzy same mi popłynęły z oczu a czas jakby zatrzymał się w tym momencie. Upragniony całus w główkę i pamiętam tylko wagę 3.470kg i 52cm długości - 10 pkt w skali Apgar. Tego samego dnia odbył się chrzest z wody, który przeprowadziła Starsza Położna Beata Czarnuszewicz. Nasz pobyt na ul. Karowej był niezapomniany podczas którego , Nasz synek był pod czujnym okiem dr. Lechowicza i ogromną troską "szeregiem" pań pielęgniarek o  gorących serduchach.

Dnia 22.07.2015r. Wojtuś został przewieziony do "Instytut Pomnik Centrum Zdrowia Dziecka" w Warszawie na Oddział Kardiologii gdzie opiekę na maluszkiem przejął lek.med.Ł.Grzywacz i "nowe" równie wspaniałe panie pielęgniarki. Na tym Oddziale mogłam już być z synkiemi nocować czuwając nad Nim równocześnie cieszyć się każdą chwilą spędzoną przy Jego boku.W dniu 27.07.2015r odbyło się konsylium kardiologiczno-kardiochirurgiczne podczas, którego Naszego synka zakwalifikowano do cewnikowania serduszka. Nadszedł dzień cewnikowania 04.08.2015r wraz z panią pielęgniarką zawiozłyśmy Wojtusia na to badanie. Pamiętam tę małą bużkę i tę dużą,olbrzymią salę i ten strach, słone łzy , które leciały po policzkach ,ale wiedziałam, że tak trzeba.Dzień operacji 06.08.2015r , którą przeprowadził prof.A.Kanse. Wielki strach w Naszych oczach, ten czas oczekiwania i jest pierwsza wiadomość godz. około 17.00 telefon,że operacja odbyła się pomyślnie. Nasz dzielny synek został zwieziony z bloku operacyjnego. Widok Wojtusia Nas przeraził i zmroził. Ale radość w sercach pozostała, wiedzieliśmy,że to krok do "zdrowia" maleństwa. Synek zaintubowany z o otwartym mostkiem "walczył" dzielnie. Zamknięcie mostka po dobie.

Nasze maleństwo  dnia 24.08.2015r zostało  przeniesione  na Oddział Intensywnej Terapii I gdzie po nieudanych próbach ekstubacji wyłoniono tracheotomię. Do tego dnia Wojtuś jest podłączony do respiratora, gdyż nie podjoł własnego oddechu na czas dostateczny,żeby Go odłączyć. Znowu czas stanoł w miejscu. Wiedzieliśmy,że Wojtasek ma zwężenie oskrzela lewego płuca ale nie myśleliśmy,że jest tak poważnie. Wspaniali ludzie dr.lek.med. Katarzyna Witulska; dr.n.med.Marek Migdał i "szereg" wybitnych lekarzy,kardiologów,kardio-chirurgów przeprowadzają konsylium na temat Naszego synka. Dzień 26.11.2015r  operacja prawego płucka Wojtusia i wołająca prośba o samodzielny oddech. Oczekiwany telefon od dr. Polnika operującego "Nasze szczęście" i wiadomość najważniejsza w Naszym życiu - operacja się powiodła. Teraz ogromna próba na jaką Wojtuś został poraz kolejny wystawiony. Pierwszy tydzień wprost wyjęty z Naszego życia, drugi tydzień delikatnej poprawy.

Maleństwo nadal znajduje sie na Oddziale Intensywnej Terapii I -  w swoim domku jeszcze nie był, nie spał w swoim łóżeczku a My rodzice, rodzina czekamy... Wojtuś jest obecnie w szóstym miesiącu życia a Jego spojrzenie, uśmiech sprawia,że znikają wszystkie złe chwile. Czekamy na samodzielny oddech synka w, który wierzymy i nie dopuszczamy myśli, że może być inaczej. Wiemy, że przed Nami jeszcze długa droga i napewno jeszcze nie jedna wiadomość pokazująca łzy w Naszych oczach.


[25.05.2017r.]

Wojtuś długo jeszcze przebywał na Oddziale Intensywnej Terapii w Instytut Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Jako rodzice staraliśmy się w miarę możliwości umilać Mu spędzony tam czas. Kłopoty z jedzeniem ze względu na opóźniony refluks nasiliły się do tego stopnia ,że Wojtusiowi założono broviaka i był dożywiany przez alimentacje dożylnie aby mógł przybrać na wadze. Nasz synek dzielnie oddychał sam po kilka godzin z czego byliśmy ogromnie zadowoleni. Niestety jednak respirator nadal był potrzebny. Wspaniały człowiek prof.  A. Piotrowski zaproponował Nam przeniesienie pociechy do  innego szpitala celem przygotowania do objęcia opieką wentylacji domowej. Tak też 08.04.2016r Wojtuś został przewieziony do Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 im. dr A. Jurasza w Bydgoszczy również na Oddział Intensywnej Terapii Dziecięcej. Kolejny szpital i nowe perspektywy dla naszego dziecka. Synek zaakceptował respirator w ciągu nocy  i  udało się , że w ciągu dnia maluch oddychał sam z niewielką ilością tlenu. Bardzo dobrą opieką Wojtuś był objęty przez panie pielęgniarki z wielkimi serduszkami a pani Ordynator Oddziału Tamara Kołakowska zaproponowała nam aby wyjąć Wojtusiowi sondę i zaimplantować PEGA. Synek długo był karmiony przez sondę i mogły się zrobić odleżyny. Dzięki założeniu PEGA maluch zaczął przybierać na wadze i zmieniono mleko BEBILON PEPTI II  na PEPTAMEN JUNIOR, który jest bardzo odżywczy. Wojtka objęła opieką żywieniową Poradnia Żywienia Dojelitowego i Pozajelitowego SU1. Parametry  na respiratorze domowym dostosowano do naszego synka i tak więc  wróciliśmy do domku pod okiem zespołu Ośrodka Wentylacji Domowej Medycyny Specjalistycznej  w Bydgoszczy.

Zostaliśmy wystawieni na ogromną próbę, ponieważ obsługa pega , rurki tracheotomijnej ,respiratora i inne obowiązki związane z opieką nad Wojtusiem wymagały od nas bardzo dużej odwagi, systematyczności a jednocześnie chcieliśmy nadrobić czas pobytu synka w szpitalach. Data wyjścia do domku na zawsze pozostanie w naszej pamięci 28.04.2016r.

Na naszej drodze oczywiście, że stanęło zapalenie oskrzeli ponieważ synek ma bardzo słabą odporność ale staramy się ze  wszystkim sobie radzić i chronić Wojtka tak aby nie łapał często infekcji.Dnia 12.10.2016r-18.11.2016r razem z Wojtusiem przebywaliśmy w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc w Rabce gdzie wstawiono synkowi protezę zwężonego oskrzela głównego lewego płucka. Od tego momentu maluch lepiej sobie radzi z oddechem i nie potrzebuje już tak dużej pomocy respiratora. Nadrabiamy stracony czas, w tej chwili uczymy synka jeść buziaczkiem  i jest drobna poprawa. Wymagany jest od nas bardzo wielki ogrom cierpliwości i duuuuży nakład miłości do  naszej pociechy.  Wojaś jest uczony chodzenia i widać już efekty. Bardzo długo leżał więc staramy się aby nic nie było robione na siłę. Czasami zastanawiam się jak bardzo silne są tak chore dzieci. Widzę , że mają one w sobie wiele siły a każdy uśmiech oddany rodzicom sprawia, że i my mamy tę siłę. Cieszymy się każdą chwilą spędzoną z synkiem a przeszkody stawiane na naszej drodze staramy się szybko pokonywać.

Kolejny pobyt w Instytucie Chorób Płuc w Rabce odbył się 23.04.2017r-04.05.2017r i niestety okazało się, że Wojaskowi za protezą poprzednio wstawioną na lewym płucku robi się ziarninka, która utrudnia swobodny wypływ wydzieliny z tego płucka. Niestety nasz synek podczas pobytu w jednym z szpitali złapał bardzo oporną na leki bakterię, która teraz bytuje w płuckach a Wojtek jak na razie nauczył się z nią ,,żyć’’. Chwile smutku i radości tak przepełniają nasz czas. Jesteśmy dumni z synka ,że tak dzielnie znosi to wszystko i każdego dnia budzi się z uśmiechem na twarzy co daje nam rodzicom duuuużego KOPNIAKA na cały dzień. 

 Rodzice Wojtusia: Joanna Mosakowska i Dawid Bochiński

 

                                                                                           

.Serdecznie prosimy o pomoc w zebraniu funduszy na dalsze leczenie Wojciecha.

Pomoc finansową prosimy kierować na konto:
Fundacja Serce Dziecka im. Diny Radziwiłłowej
ul. Narbutta 27 lok.1, 02-536 Warszawa
 
Nr konta na wpłaty złotowe PL

Nr konta na wpłaty w euro PL 09 1160 2202 0000 0001 2152 1272

SWIFT BIGBPLPW
 
koniecznie z dopiskiem: ZC 6932 Wojciech Bochiński
 
1% podatku prosimy przekazać w rozliczeniu rocznym PIT,
w którym należy podać:
KRS 0000266644
a w polu informacji dodatkowych: ZC 6932 Wojciech Bochiński


Facebook Slider

F

o

r

u

m

Facebook Slider