Fundacja
Serce Dziecka
im.D.Radziwiłłowej
ul. Narbutta 27/1
02-536  Warszawa
(22) 848 07 60
605 882 082
NIP 951 220 72 00
 
Fundacja Serce Dziecka   Fundacja Serce Dziecka
 KRS 0000266644

 Nr konta:
17 1160 2202 0000
0000 8297 2843


 
Jesteśmy również na:

 
   


PARTNERZY

PDF Drukuj Email
altFilip Witkowski
HLHS 
Środki będą przeznaczone na leczenie, lekarstwa, rehabilitację, opiekę nad dzieckiem w trakcie pobytów w szpitalu.
 

 
Filipek jest naszym pierwszym i jak dotychczas jedynym dzieckiem. Z niecierpliwością oczekiwaliśmy narodzin naszego kochanego synka.
Cała ciąża przebiegała wręcz książkowo. Kolejne wizyty i badania nie wskazywały na to, że synek będzie miał tak poważna wadę serca. Dopiero w 36 tygodniu ciąży lekarz prowadzący zaczął mieć wątpliwości co do obrazu serca płodu. Początkowo myślał, że to wina przestarzałego sprzętu jaki posiadał. Ginekolog przeprowadził badanie USG na szpitalnym ultrasonografie i niestety to nie była wina sprzętu. Obraz serca płodu był nieprawidłowy. Zostaliśmy skierowani do Warszawy do Pani Doktor Joanny Dangel. Z drżącym sercem jechaliśmy na umówioną wizytę. Gdy usłyszeliśmy diagnozę świat obrócił się o 360 stopni. Zespół Hipoplazji Lewego Serca- HLHS co to w ogóle jest? Zaczęliśmy szukać informacji w Internecie. Im więcej wiedzieliśmy o tej wadzie tym większa była obawa o życie naszej kochanej istotki. Trzeba było znaleźć odpowiedni szpital który zapewniałby naszemu Filipkowi fachową opiekę.
Chcieliśmy aby synek urodził się w Łodzi. Udało się choć nie było łatwo. Leżałam na oddziale patologii ciąży. Był 7 grudnia - termin porodu. W trakcie rutynowego badania USG okazało się że mam małowodzie i zapadła decyzja o wywołaniu porodu. Następnego dnia tj. 8 grudnia o godzinie 8.00 przekraczaliśmy z mężem progi łódzkiej porodówki. Strach mieszał się z radością - nasz synek będzie już z nami. Niestety nie było tak łatwo. Filip przyszedł na świat dopiero o 21.05 przez poród kleszczowy, ponieważ lekarz położnik stwierdził zagrażającą zamartwicę płodu. Gdy zobaczyłam syna był fioletowy jak śliwka. Początkowo nie mogłam uwierzyć, że to dziecko. Nastały chwile strachu ponieważ nie słyszeliśmy płaczu dziecka. Dopiero po chwili usłyszałam pierwszy raz mojego kochanego synusia. Ważył 3650g i mierzył 57cm. W skali Appgar otrzymał 6 a potem 7pkt. Po chwili całowałam go i patrzyłam jak lekarze zabierają go w inkubatorze do drugiego budynku.
Cała noc nie przespana - martwiłam się czy w ogóle żyje. Rankiem następnego dnia jechaliśmy podziemiami szpitala do drugiego budynku. Wchodząc na oddział trzęsłam się jak galareta. Filipek był śliczny jak aniołek. W oczach pojawiły się łzy szczęścia. Ja zostałam wypisana do domu. Było mi bardzo przykro, że wracamy do domu sami. Niestety nie było mnie stać żeby zostać z dzieckiem w szpitalu. Filip spędził 10 dni na oddziale neonatologii i wad wrodzonych. Był tam na stałym wlewie Prostinu. W dniu 18 grudnia o 8.00 odprowadzaliśmy syna na blok czekał go pierwszy etap leczenia operacyjnego metodą Norwooda. I znów ogromny strach. Modliliśmy się, aby wszystko poszło tak jak trzeba i żeby Filip dał sobie radę. Operacja trwała ponad 5 godzin- najdłuższe 5 godzin mojego życia. Profesor Jacek Moll wyszedł i powiedział że zrobił wszystko co mógł i że reszta zależy od Filipa. Jak sobie poradzi i jak długo będzie dochodził do siebie. Mały spędził 5 dni na sali pooperacyjnej. 23 grudnia został przeniesiony na oddział kardiochirurgii. Od 26 grudnia byłam już razem z synkiem w szpitalu. Powoli małymi kroczkami zbliżaliśmy się do powrotu domu. Pierwszy termin wyjścia do domu mieliśmy na 31 grudnia. Niestety dzień wcześniej Mały dostał drgawek. Konsultacja neurologiczna, podejrzenie padaczki leki przeciwdrgawkowe. Kolejny termin wypisu 5 stycznia. Niestety biegunka, wymioty podejrzenie rota wirusa, całe szczęście to nie był rota.

alt                 alt
W końcu 11 stycznia zostaliśmy wypisani do domu. Tam już wszyscy na niego czekali. Bałam się czy podołam opiece nad nim. Każdy płacz i mamusia była w stanie gotowości. Wiele nocy nieprzespanych dały nam się we znaki, ale to podobno normalne objawy kolki. Szybko załatwialiśmy chrzest bo obawialiśmy się że podczas kontroli może okazać się że znów musimy przyjść na oddział. Kontrola w poradni kardiologicznej- całe szczęście wszystko było super. Każdy kolejny dzień z Filipem był wspaniały. Co dzień potrafił coś nowego. Jego cudowny uśmiech sprawiał że zapominałam o krótkiej nocy.
Podczas kolejnej kontroli, 25 marca, wyznaczono nam termin przyjęcia Filipa na oddział kardiologii w celu wykonania cewnikowania serca, żeby zakwalifikować Małego do kolejnego etapu operacji. W między czasie Mały przeszedł zapalenie oskrzeli z wysoką gorączką i duszącym kaszlem. Bałam się że Filip może dostać zapalenia płuc. Dbałam jak tylko mogłam żeby nie odwiedzał nas nikt chory, żeby nie było przeciągów – niestety jednak zachorował. Nie mogłam słuchać znajomych, że ich dzieci w tym wieku to zjadały tyle, spały tyle i potrafiły to czy tamto. Nie rozumieli tego, że Filip mimo wszystko nie jest zdrowym dzieckiem i potrzebuje szczególnej troski i opieki.
Nie mogę narzekać, bo nasz synek rozwija się wspaniale, mimo tak poważnej wady serca. Neurolog był wręcz zaskoczony, że po tak skomplikowanej operacji tak dobrze się rozwija. Każdy nowy pokarm wprowadzałam bardzo ostrożnie. Nasz synek jest bardzo wrażliwy na tym punkcie. Stopniowo rozszerzałam jego dietę o kaszki, zupki, deserki. Z ogromną radością patrzyłam jak ze smakiem zjada. Martwiło mnie to, że bardzo poci się w trakcie jedzenia i snu. Jednak cieszyłam się każdą nową umiejętnością.
Nadszedł termin przyjęcia na Łódzką kardiologię 5 lipca. Tydzień czekaliśmy na cewnik. Wyniki nie były zadowalające. Okazało się że Filip ma zwężenie pni płucnych i zrosty w żyłach nóg. Zapadła decyzja o wykonaniu operacji zespolenia sercowo płucnego.
Termin 20 lipca. Obawiałam się, bo akurat w tym czasie prof. Moll był na sympozjum i synka miał operować inny kardiochirurg. Filip miał iść na blok jako drugi. Byłam zdziwiona gdy około 10.20 przyszła do naszego boksu pielęgniarka mówiąc że idziemy teraz jako pierwsi. Kolejny raz odprowadziłam syna na blok operacyjny z myślą, że będzie miał wykonane zespolenie i że nie będzie operował profesor. Operacja miała trwać ok. 3 godzin. Czas mijał, a operacja wciąż trwała. Obawiałam się, że coś jest nie tak. Po 5 godzinach z bloku wyszedł profesor i powiedział że wykonał jednak drugi etap operacji typu dwukierunkowy Glenn. Z jednej strony cieszyłam się, że zrobiliśmy krok do przodu i że operował profesor. Wiedziałam, że zrobił wszystko co tylko mógł, a z drugiej strony obawiałam się czy Filip sobie poradzi. Dwa dni później Mały leżał już na kardiochirurgii. Cieszyłam się że tak szybko wyszedł z POPu. Powoli dochodził do siebie. Znów się uśmiechał zjadał swoje ulubione zupki. Martwiło mnie, że trochę słabiej włada lewymi kończynami. Podzieliłam się swoimi obawami z naszym lekarzem prowadzącym. Po konsultacji neurologicznej Mały został skierowany na tomografię komputerową. Siedzieliśmy z mężem pod pracownią tomografii i bałam się okropnie czy nie okaże się, że Filip ma jakieś problemy natury neurologicznej. Całe szczęście wszystko było w porządku. Nadszedł dzień 3 sierpnia zostaliśmy wypisani do domu.

alt                    alt
Od tego czasu jesteśmy już w domku. Filip zaczyna już chodzić. Oczywiście w miarę możliwości. Troszkę podrepcze i zaraz się męczy. Mały ma w sobie tyle siły i chęci do życia. Nie raz myślę że jest silniejszy niż my. Podziwiam naszą małą istotkę za tą radość jaką w sobie ma. Jest całym naszym światem. Nie myślę już o tym, co będzie później. Cieszymy się każdą chwilą.
 
Serdecznie prosimy o pomoc w zebraniu funduszy na dalsze leczenie Filipa.
 
Pomoc finansową prosimy kierować na konto:
Fundacja Serce Dziecka im. Diny Radziwiłłowej
ul. Narbutta 27 lok.1, 02-536 Warszawa
 Nr konta na wpłaty złotowe PL  57 1160 2202 0000 0002 0905 3111,
Nr konta na wpłaty w euro PL 09 1160 2202 0000 0001 2152 1272,
SWIFT BIGBPLPW
koniecznie z dopiskiem: Filip Witkowski
1% podatku prosimy przekazać w rozliczeniu rocznym PIT,
w którym należy podać:
 KRS 0000266644
a w polu informacji dodatkowych: Filip Witkowski
 
© 2012 Fundacja Serce Dziecka. Pomagamy dzieciom z wadami serca.