|
|
|
Weronika GotowalskaHLHS, DORV, PDA, CoA, MA
Zebrane środki przekazane będą na leczenie i rehabilitacje, pobyt w szpitalu oraz zakup sprzętu.
Weronika urodziła sie 7-09-2010r w CZMP w Łodzi z wada serca HLHS,VSD, DORV.
31-12-2009 dowiedziałam się o ciąży, był to najwspanialszy dzień w życiu. Razem z mężem bardzo się cieszyliśmy. Ciąża przebiegała bez żadnych komplikacji, każde badanie wychodziło idealnie. Jednak w 30 tygodniu podczas badania lekarz zauważył jakieś nieprawidłowości w budowie serca, zostawili mnie na patologii ciąży. Natępnego dnia powtórzono badanie. Przeprowadzał je dr. Dubiel, który potwierdził nieprawidłowość w budowie. Jednak dość długo przyglądał się z innymi lekarzami sercu naszego maleństwa. Po pół godzinie powiedziała,że jest to wada serduszka HLHS najcięższa, i najgorsza wada jaka może być. Nie było to dla mnie zrozumiałe. Stałam oszołomiona, łzy napłyneły mi do oczu i milczałam, nie byłam w stanie zadać żadnego pytania. Myślałam tylko o naszej malutkiej córce. Moje serce ścisnął wielki ból, szlochałam jak mała dziewczynka. Nie wiedziałam jak o tym powiedzięć mężowi to było dla mnie ciężkie, nie wiedziałam czy dam rade. Ta wiadomość spadła na nas, jak grom z jasnego nieba. Oboje długo milczeliśmy, aż w końcu mąż mnie przytulił i powiedział " że skoro taka jest wola Boga, to weźmiemy ten ciężar na barki i przejdziemy przez to razem, damy rade". Cieszyłam się, że jest ze mna. Doktor Dubiel umówł nas na wizyte do Łodzi z panią doktor Respondek, która potwierdziła wade serduszka. Po konsultacji z lekarzami z Bydgoszczy postanowiłam rodzic w Łodzi by ratować córkę. Na dwa tygodnie przed porodem zjawiłam się w szpitalu CZMP, gdzie czekałam spokojnie do rozwiązania.
![]() 7-09-2010 córka przyszła na świat przez cesarskie cięcie. Ważyła 3.100, i mierzyła 55długości nasza kruszynka tak ja nazywaliśmy z mężem. Dostała 8 punktów podobno to duzo jak na dziecko z taką wada. Widziałam ją dosłownie przez chwile, pocałowałam jej malutki nosek, powiedziałam że ją kochamy, i że ma byc silna. Cały czas był przy mnie mąż. Na drugi dzień poszliśmy zobaczyć naszego aniołka. Leżała tak spokojnie, ale widok welflonów w główce i nóżce sprawił,że znowu się popłakałam. Taka mała istotka ledwie się urodziła a tak już musi cierpić. Dostawała lek prostin, który podtrzymywał ją przy życiu. Serce nam pekało bo nie mogliśmy jej przytulić, ani pocałować. Córka okazała się bardzo silną, pełaną energii, z chęcią do życia istotką. Walczyła dzielnie, z dnia na dzień mi to okazywała. Sprawiła, że zaczełam inaczej patrzeć na życie. Nie poddawała się mimo iż z tygodnia na tydzień słabła, trwałam przy niej, choć były chwile zwatpienia, i załamania. Każdy jej uśmiech wynagradzała mi wszystko, rozwiewał wszystkie niepewności. Wiele nocy przepłakałam z myślami co będzie dalej, czy Bóg pozwoli nam się cieszyć Weroniką, czy ja nam odbierze. Zrozumiałam, że to początek walki o życie naszej kruszynki, i że nie możemy się poddać . Prawda jest taka " co nas nie zabije, to nas wzmocni". Poukładałam sobie w głowie wszystkie wiadomośi o chorobie córki, i idąc na rozmowe z ordynatorem kardiologii myślałam że jestem przygotowana by o tym rozmawiać. Pan dr Sysa jednak oznajmił mi kolejne wiadomości, które ścieły mnie z nóg, i znów nasz świat się zawalił. Okazało się, że oprócz HLHS nasza Werka ma jeszcze VSD, oraz DORV. Załamałam ręce.Powiedział również, że natura tak tworzy te dzieci by umierały zaraz po porodzie. A oni ingerują w naturę by maluszki mogły żyć. Ale czy przeżyją zależy od ich oraganizmu, czy przyjmie zmiany jakie oferują mu kardiochirurdzy. jednak nie potrafia przewidzieć co może wydażyć się po operacji, oraz poinformował nas o dużej umieralności noworodków. Kiedy wyszłam z gabinetu, znowu płakałam, potrzebowałam czasu na oswojenie się z tymi informacjami. Córkę z neonatologii na kardiologię przewieźli po 7 dobach. Do dnia operacji byłam przy niej. Po raz drugi zawitałam do dr Sysy by mi wytłumaczył nazwy tej wady VSD< DORV. Powiedział krótko, jest to wrodzona złożona wada serca pod postacią zarośniecią zastawki mitralnej współistniejącej z ubytkiem międzykomorowym, podwójnym odejściem obu pnitętniczych znad prawej komory, nawet mi narysował jak to wszysko wygląda. Te dzieci są jednokomorowcami, tak się je nazywa. Nigdy nie naprawimy serduszka na tyle by obie komory funkcjonowały. Wróciłam do córki, patrzałam jak śpi, a jednocześnie nie wierzyłam że jest taka silna. Kiedy nadszedł dzień operacji 4-10-2010 bardzo sie denerwowaliśmy z mężem. Jednak operacja skończyła sie bardzo szybko. Córke przewieźli na sale pooperacyjna. Już po pierwszej dobie była odłaczona od respiratora, ponieważ oddychała sama. Nie potrzebnie sie martwilismy. Rozmawialiśmy z lekarzem dr Jarosikiem który operował córke, powiedział że zwężyli tętnicę co spowodowało obniżenie ciśnienia w organiźmie by krew nie zalewała płuca. Zmianę Weronika od razu przyjęła, nie było żadnych komplikacji. Po 4dobach przewieziono ja na oddział kardiochirurgii, gdzie dochodziła do siebie. A po 11 dniach wróciliśmy do domu z nasza mała córeczką. Po pworcie do domu zdałam sobie sprawę, że życie weryfikuje nas wszystkich, uczy pokory. Ani razu nie zadalismy sobie pytania dlaczego nas to spotkało, ale przyjeliśmy wole Boga. Uczymy się cieszyć każdą drobnostką, każdym usmiechem Weroniki, każdym płaczem, dziekujemy Bogu że nam jej nie zabrał. Spkój jednak nie trawł długo, w listopadzie córka znalazła sie na oddziale kardiologicznym w Bydgoszczy. Lekko zaczeła nam sinieć, mało jeść, i bardzo się męczyła. Spedziłyśmy tydzień w szpitalu. Dostała leki i szybko wróciła do siebie. jednak aorta nie rośnie razem z nią, i trzeba było ją naprawic teraz w grudniu. 20-12-2010 roku, córka przeszła cewnikowanie serduszka. Przeprowadzono plastykę balonową tubularnej koarktacji, oraz Rashkinga. Wypuszczono córke dopiero 28-12-2010r, spowodu zwężenia tętnicy udowej. Ale pani dr Binikowska, która prowadziła Weronikę uspokajała mnie, że to normalne u niemowlaków. Przez tydzień Werka była kłóta w brzuszek, i dostawała przez drogrę centralna która miała w szyjce aż do serduszka natybiotyki. Był to kolejny stres, ale daliśmy sobie z tym rade. W tej chwili jesteśmy w domu i cieszymy się każdą chwilą z nią spędzoną.
![]() Córka właśnie zaczeła 4miesiące, rozwija się jak każde zdrowe dziecko. Może troche mniej przybiera na wadze, i wolniej rośnie, ale tak samo daje o sobie znać. Uśmiech naszego aniołka wynagradza nam każdy ból, strach, nerwy, niepewność, lęk jaka nam towarzyszy każdego dnia. Przed Weroniką jeszcze kilka bardzo skomplikowanych operacji na otwartym sercu pozaustrojowej( maszyna rozprowadza krew po całym organiżmie, w czasie gdy serce jest naprawiane). Komplikacje są nie do określenia. Ale wierzymy że będzie dobrze. Mimo wszystko nasz szkrab ma bardzo duzo energii, apetyt, jest uparta za tatą, a silna za mamą. Jesteśmy właśnie po kontroli kardiologicznej i wszystko jest w porządku. choroba uświadomiła nam,że całe życie jest bardzo króche, to wzmocniło nas związek, a Weronika jest naszym największym skarbem. Kochajmy nasze dzieci, one tak bardzo nas potrzebóją.
Wraz z mężem dziękujemy lekarzom i pielęgniarkom z CZMP za cierpliwość nam okzałą, za słowa otuchy, i uśmiech w chwilach zwątpienia. Rodzinie która nas wspiera do dnia dzisiejszego, i wszystkim którzy są razem z nami.
Jeśli państwo chcą pomóc córce to będziemy bardzo wdzięczni. Dziękujemy wszyskim z całego serca.
Serdecznie prosimy o pomoc w zebraniu funduszy na dalsze leczenie Weroniki
Pomoc finansową prosimy kierować na konto: Fundacja Serce Dziecka im. Diny Radziwiłłowej
ul. Narbutta 27 lok.1, 02-536 Warszawa Nr konta na wpłaty złotowe PL 57 1160 2202 0000 0002 0905 3111,
Nr konta na wpłaty w euro PL 09 1160 2202 0000 0001 2152 1272,
SWIFT BIGBPLPW koniecznie z dopiskiem: Weronika Gotowalska
1% podatku prosimy przekazać w rozliczeniu rocznym PIT,
w którym należy podać:
KRS 0000266644
a w polu informacji dodatkowych: Weronika Gotowalska
|
.gif)



Weronika Gotowalska

