Kalinowski Franciszek

Franciszek Kalinowski
Wrodzone zwężenie ujścia tętniczego lewego, zwężenie zastawki mitralnej, niedomykalność i zwężenia zastawki dwudzielnej, prawa tętnica podobojczykowa błądząca, niewydolność serca, zwężenie jelita grubego.

 

 

Ciekawość - niby pierwszy stopień do piekła, ale to właśnie ona "wykryła" wadę serca u Franciszka. Podczas Roztoczańskiej Szkoły Ultrasonografii chcieliśmy poznać tylko płeć, a poznaliśmy przy okazji ciężką wadę serca. Niby bardzo ciężka wada serca, ale młodzi lekarze robiąc USG nic nie zauważyli. Pokazywali nam paluszki, pokazali płeć, pokazywali wszystko. Dopiero doktor, który ich nadzorował, przyszedł sprawdzić ich poczynania i zobaczył pewną nieprawidłowość w sercu. Wstępna diagnoza się potwierdziła i usłyszeliśmy, że Franek ma zwężenie zastawek aortalnych.

07.09.2016r. najpiękniejszy dzień w Naszym życiu. Urodził się Franek. Jak Go zobaczyliśmy wiedzieliśmy, że zawsze będziemy walczyć o lepsze jutro dla Niego. Jednak po kilku dniach usłyszeliśmy jeszcze gorszą diagnozę - HLHS – czyli serce jednokomorowe. Najcięższa wada serca. Niezmiernie trudno było się z tym pogodzić... Franek długo czekał na operację serca, bo najpierw trzeba było otworzyć brzuszek i wyciąć część jelita grubego, bo Franio miał martwicze zapalenie jelit.

Po 3 miesiącach wróciliśmy do domu. Szczęście to nie trwało długo. Raptem 1 miesiąc.

10 styczeń 2017r. najgorszy dzień we Franka i Naszym życiu. Ciężko wraca się do tego dnia. A wspomnienia przywołują łzy, rozpacz, niedowierzanie. Tego dnia Franek zamiast 4h przespał 5h. Nie wiem czemu, ale zaniepokoiło to Nas. Pojechaliśmy na szpital i tu zaczął się koszmar. Franio miał zostać zaintubowany (dla bezpieczeństwa) oraz miano mu podać leki i przetransportować helikopterem do CZD w Warszawie. Leków nie podano, a lekarze od g.9:00 do g.15:00 kłócili się między sobą o to, że Franek jest źle zaintubowany. Jednak oprócz kłótni nie zrobili nic. Zła intubacja spowodowało to, że Franek był w ciężkiej kwasicy metabolicznej przez ok 6h, czyli nie miał w organizmie wystraczająco tlenu. Podczas transportu jego serce nie wytrzymało braku tlenu i się zatrzymało. Cały lot lekarz wykonywał masaż serca u Franka. Nie mógł nic innego robić, bo był źle zaintubowany. Franio przyleciał martwy. Lekarze natychmiast podali adrenalinę i... serce samo ruszyło. Jednak zanim dalej zaczęli wykonywać czynności ratujące życie musieli go przeintubować. Ta cała sytuacja spowodowała ciężkie niedotlenienie mózgu. Najgorsze jest to,
że 11 stycznia mieliśmy mieć oficjalne przyjęcie do CZD i ciągle się zastanawiamy, co by było gdybyśmy jednak poczekali, a nie zawieźli Go dzień wcześniej na szpital, gdzie nie poradzono sobie z intubacją
tak małego dziecka.

Pierwsze dni po zatrzymaniu były tragiczne. Lekarze nie dawali szans Frankowi na przeżycie. Jednak przeżył, ale serce nie nadawało się do jakiejkolwiek operacji. Zebrało się konsylium i wytłumaczyli nam, że HLHS jest wadą letalną, a w przypadku Franka nawet już nieoperacyjną. W tym dniu nasz Synek otrzymał procedurę DNR, czyli braku reanimacji w przypadku zatrzymana się serca. Był to początek lutego. Od razu też przetransportowano Frania do Lublina, ze względu na regionalizacje. Wyjeżdżawszy z CZD żegnaliśmy się ze wszystkimi i jedna pani doktor powiedziała słowa, które stały się dla nas na tamten czas dewizą życiową "bardzo rzadko, ale czasami, te dzieci mimo wszystko wracają do nas". I mimo tego, że Franio miał DNR, gorąco wierzyliśmy, że Bóg nam pomoże.

Kolejny okropny dzień był podczas weekendu majowego 2017r. Franek zaczął umierać. Błagałam Panią anestezjolog, aby podłączyła Frania pod respirator, ale usłyszałam "Nie. On ma DNR. A czego się Pani spodziewała, że on umrze jak na filmie, zamknie oczy i tyle. Umieranie to długi i ciężki proces. Proszę się pożegnać z Synem" i poszła. Jako sfrustrowana matka wykrzyczałam, że chce mi zabić syna i wróciłam do sali. Wzięliśmy Go wtedy na ręce i zaczęliśmy tłumaczyć Frankowi, że tak musi być, że Pan Bóg Go bardziej potrzebuje niż my, że za niedługo się spotkamy razem w niebie, że dla Franka to czekanie będzie krótkie, bo w końcu wieczność jest długa. Jednak Duch Święty zstąpił na panią doktor i poinformowała nas, że podepnie Go pod respirator pierwszy i ostatni raz, że według Niej to i tak daremna procedura. Po 2 dniach Franek wrócił na własny oddech i usłyszeliśmy, że mamy iść do hospicjum.

Hospicjum, wtedy kojarzyło nam się strasznie. Kojarzyło się tylko ze śmiercią. Jednak hospicjum z łacińskiego oznacza przyjaźń, gościnny dom. I właśnie tego doświadczyliśmy w ramach opieki hospicyjnej Małego Księcia w Lublinie. To właśnie tutaj Franek zaczął się uśmiechać, ruszać rączkami, nóżkami i rozpoznawać rodziców. Dodatkowo saturacje Franka były bardzo dobre, w granicach 98, mimo tego, że serce było już dwukrotnie większe z powodu niewydolności. Znowu nas coś tknęło. Zadzwoniliśmy do CZD i przyjęli Frania 12 września na kardiologię. Usłyszeliśmy wtedy słowa, które chcieliśmy usłyszeć od narodzin "gradient w lewej komorze jest bardzo wysoki". Wiedzieliśmy, że to może oznaczać konwersję do dwóch komór. Zdarza się to niezmiernie rzadko, a jednak nas to dotknęło. Po wielkich naradach i konsyliach, zdjęto procedurę DNR i zdecydowano się zrobić Frankowi serce dwukomorowe. Ta operacja, była operacją pionierską w CZD, a udała się lepiej niż zakładano. Jesteśmy przeszczęśliwi, bo kiedyś zapytaliśmy o szanse u Naszego syna na właśnie takie "normalne" serce i powiedziano "1%". Zaczęliśmy pytać, dlaczego tak mało, dlaczego tylko 1%? Odpowiedziano nam " bo z punktu widzenia medycznego, czyli 99%, nie ma szans, ale 1% zostawmy Bogu" 

Bóg jest wielki. Tworzy cuda na każdym kroku. A Franio jest żywym przykładem tego cudu.

Pod koniec stycznia 2018 roku Franio ponownie wrócił do domu, wrócił do domu po ponad 16 miesiącach pobytu w szpitalach i hospicjum, po ponad 10 operacjach i zabiegach.

Obecnie Franek potrzebuje wielu leków, specjalistycznego sprzętu, specjalistycznej rehabilitacji. Koszty z tym związane są ogromne. Stanowczo przerastają Nasze możliwości. Jeżeli możesz to pomóż Frankowi kontynuować ten cud życia, który otrzymał wpłacając darowiznę, czy rozliczając się z 1 % podatku.

Dziękujemy, Rodzice. 

Serdecznie prosimy o pomoc w zebraniu funduszy na dalsze leczenie Franciszka.
 
Pomoc finansową prosimy kierować na konto:
Fundacja Serce Dziecka im. Diny Radziwiłłowej
ul. Narbutta 27 lok.1, 02-536 Warszawa
Nr konta na wpłaty złotowe PL   ,

Nr konta na wpłaty w euro PL 09 1160 2202 0000 0001 2152 1272


SWIFT BIGBPLPW 
koniecznie z dopiskiem: ZC 8177 Franciszek Kalinowski
 
1% podatku prosimy przekazać w rozliczeniu rocznym PIT,
w którym należy podać:
KRS 0000266644
a w polu informacji dodatkowych: ZC 8177 Franciszek Kalinowski