Łazarski Mateusz

Mateusz ŁazarskiZespół niedorozwoju lewej części serca.

 

 

 To ja – Mateusz Łazarski.

Chciałbym opowiedzieć Ci moją historię.

Urodziłem się 20.10.2015r. w Iczmp w Łodzi z ciężką wadą serca – HLHS. Moje serce działa dzięki prawej komorze, a to, że żyję zawdzięczam moim kochanym rodzicom i wspaniałej kadrze kardiologów i kardiochirurgów Iczmp w Łodzi. Od początku nie było łatwo. Dwie operacje mojego serca: banding tętnic płucnych oraz operacja Norwooda odbyły się już w ciągu pierwszych trzech tygodni mojego życia. Po nich szybko nabierałem sił, uczyłem na nowo jeść i poznawałem jak to jest, gdy rodzice są obok. I tak gdy skończyłem półtora miesiąca mogłem wrócić do domu. Mimo dobrych rokowań, po tygodniu wróciłem do szpitalnego łóżka. Tym razem trafiłem na oddział kardiologii Wsd w Bydgoszczy. Lekarze szybko poradzili sobie z niewydolnością krążenia, przypisali mi kolejne lekarstwa i wróciłem do domu. Oprócz wady serca zmagałem się z zapaleniem jelita grubego i zapaleniem płuc. Gdy skończyłem sześć miesięcy nadszedł moment aby przeprowadzić drugi etap korekty mojego serca – zespolenie Glenna. Po przyjęciu do Iczmp w Łodzi odbyło się cewnikowanie serca i zostałem zakwalifikowany do operacji. Po niej szybko doszedłem do siebie i mogłem wracać do domu, ale moje plany pokrzyżowały płyny w lewej jamie opłucnowej. Po dwóch drenażach i zmianie diety  płyny ustały. Minęło półtora miesiąca i mogłem wracać do domu. Radość nie trwała długo. Po dwóch dniach wróciłem do szpitala. Trafiłem do Wsd w Bydgoszczy z dusznościami, sinicą i ogromną ilością płynów w prawej jamie opłucnowej. Po tygodniu pobytu na oddziale kardiologii, olbrzymich starań i chęci bydgoskich lekarzy, płyny nadal wzrastały. Zostałem przetransportowany karetką do Iczmp w Łodzi. Tam założono mi drenaż i czekano aż płyny ustaną. Niestety z dnia na dzień było ich coraz więcej. Przeprowadzono cewnikowanie mojego serca. Badanie wykazało powstanie przetoki żylno-żylnej. I tak zostałem zakwalifikowany do czwartej operacji. Mimo, że była to krótka operacja a ja w ekspresowym tempie wróciłem do pełni sił – nadal drenowałem. Minęło kolejne półtora miesiąca i Pan profesor zadecydował o wyjęciu drenu, ponieważ nie przynosił rezultatu. I to okazało się sukcesem. Po 107 dniach walki płyny ustały a ja wraz z rodzicami wróciłem do domu. Musiałem kontrolować jamy opłucnowe w badaniach usg i uważać, żeby nie złapać żadnej infekcji.

Teraz cieszę się, że jestem już w domu. Apetyt mi dopisuje i wreszcie przybieram na wadze. Z powodu długotrwałego pobytu w szpitalu muszę dzielnie znosić codzienną rehabilitację. Chcę jak najszybciej nadrobić opóźnienia w rozwoju ruchowym by móc w pełni cieszyć się życiem. Należę do Hospicjum Domowego dla Dzieci i systematycznie odwiedzam ośrodki kardiologiczne. Chętnie przyjmuję lekarstwa, bo wiem, że dzięki nim mogę żyć.

Mateusz z rodzicami. 


[5.09.2017r.]

Witajcie.

Mija rok od mojej ostatniej operacji. Rok wyzwań dla mnie i moich rodziców. Ale po kolei.

Po powrocie do domu (29.07.2016r.) bardzo szybko dochodziłem do siebie. Rozpocząłem rehabilitację i nadrabiałem zaległości rozwojowe. Wreszcie mogłem być szczepiony według kalendarza jak zdrowe dzieci.

Pierwsza kontrolę w Poradni Kardiologicznej przeszedłem celująco. Pan doktor bardzo był zadowolony z moich wyników. Kolejną miałem zaplanowaną na 30.01.2017 i wtedy coś się załamało. Trafiłem na oddział kardiologii Iczmp w Łodzi w stanie ciężkim. Moje saturacje dochodziły tylko do 50% okazało się że zweżyla mi się tętnica i konieczna była implantacja stentu. Po 10 dniach wróciłem do domu cały i zdrowy. Kolejne dwie kontrole przeszedłem pomyślnie. W czasie pobytu w domu dzielnie uczyłem się nowych rzeczy i 3 razy w tygodniu miałem rehabilitacje. Kolejne załamanie przyszło 19.06.2017 mama pokazała Panu doktorowi moje wyniki krwi. Hemoglobina i hematokryt były tak wysokie że konieczne była hospitalizacja. Czekało mnie kolejne cewnikowanie z powodu kolejnego zwężenia. Mimo zabiegu niewiele się zmieniło. Saturację bez tlenu dochodziły tylko do 70% a hematokryt wciąż rósł. Pan doktor podjął decyzję o scyntygrafii płuc aby sprawdzić jak wygląda sytuacja i niestety okazało się że mam przetoki. Po dwóch dniach wykonano mi angiografię obwodową i stwierdzono że przetoki są tak małe że na ten moment nic nie da się z tym zrobić. I wtedy nadszedł kolejny cios. Otrzymałem kwalifikację do operacji. Operacji Fontana. Tak tak to ten etap który zwykle dzieci mają około 3 roku życia - ja miałem 21 miesięcy. Doktor zapewniał moich rodziców że to bardzo dobra decyzja profesora, bo im szybciej jest ta operacja wykonywana tym mniej powikłań i dziecko szybciej do siebie dochodzi. 5 długich tygodni trwało moje czekanie na dzień operacji. Kiedy wreszcie nadszedł rodzice i pani pielęgniarka zawieźli mnie przed słynną windę którą miałem zjechać na blok operacyjny. To tam rodzice dali mi buziaka i postawili znak krzyża na moim czole. Do windy mogłem wejść tylko z panią pielęgniarką. Pomachałem rodzicom i drzwi windy zamknęły się.  Po 5 długich godzinach operacja zakończyła się i rodzice mogli mnie zobaczyć. Na szczęście po mału zacząłem dochodzić do siebie i było na tyle dobrze że mogłem dostać pić. Niestety 3/4 dobę przyszedł kryzys. Załamałem się. Saturacje poleciały ostro w dół i sinica wróciła. Mój stan był ciężki. Na szczęście lekarze w porę zareagowali, dostałem nowy lek na krążenie i wentylację maską typu cepap. W niej wyglądałem jak prawdziwy kosmita. Po 10 dniach mój stan się ustabilizował i mogłem zostać przeniesiony na oddział kardiochirurgii. Kolejne trzy tygodnie mijały bardzo szybko. Pozbyłem się dróg centralnych i drenów, płyny nie wróciły a mój organizm dobrze zareagował na leki doustne. Mama zaczęła mnie rehabilitować: masaże, nauka siadania, chodzenia, samodzielne jedzenie.  I nadszedł TEN dzień. Dzień powrotu do domu. 24 sierpnia po 68 dniach pobytu w Iczmp w Łodzi  pożegnałem pana doktora i cudowne panie pielęgniarki i wyruszyłem w drogę do Bydgoszczy. Do mojego domu J   

Mama mówi że jestem jak tykającą bomba, nigdy nie wiadomo kiedy coś mi się przydarzy. Trochę się z nią zgadzam. Ale tylko trochę J po hospitalizacji wróciłem cały i zdrowy do domu a o fioletowych ustach i paznokciach mogliśmy zapomnieć. Teraz znowu jestem szczęśliwy. Uczę się chodzić i całkiem nieźle mi to wychodzi , dużo gadam i cały czas wariuje tyle mam energii. 


Z góry dziękuję wszystkim moim darczyńcom z całego mojego maleńkiego serduszka.


[18.09.2017]

Pierwsza kontrola w Iczmp w Łodzi  po operacji Fontana za mną. Pan doktor zadowolony i z moich saturacji i pracy serducha. Wyniki krwi w normie, wreszcie nie szaleje z wysokością hematokrytu. Jedynie mama musi kontrolować moja wątrobę. Niestety jest powiększona. Dlatego doktor zalecił kontrolę mojej wagi i dalsze prowadzenie bilansu płynów. Doraźnie będę miał też włączone leki moczopędne. Kolejna wizyta kontrolna za miesiąc a ja dostałem zielone światło i śmiało mogę znowu zacząć rehabilitację. 

Za miesiąc kończę dwa latka: mówię, naśladuję zwierzątka, umiem pokazać ile mam lat i gdzie mam oko, ucho, nos, głowę i buzię :-) sam jem i właśnie pożegnałem smoczka. Po mału stawiam samodzielne kroki i poznaję nowe rzeczy.

Dalej przyjmuję duże ilości leków, niebawem kolejna kontrola kardiologiczna i nefrologiczna. Moi rodzice potrzebują wsparcia dlatego prosimy Cię o pomoc. 

Pomożesz? Jasne że pomożesz :-)

 

Serdecznie prosimy o pomoc w zebraniu funduszy na dalsze leczenie Mateusza.

Pomoc finansową prosimy kierować na konto:
Fundacja Serce Dziecka im. Diny Radziwiłłowej
ul. Narbutta 27 lok.1, 02-536 Warszawa
 
Nr konta na wpłaty złotowe PL

Nr konta na wpłaty w euro PL 09 1160 2202 0000 0001 2152 1272

SWIFT BIGBPLPW
 
koniecznie z dopiskiem: ZC 8117 Mateusz Łazarski
 
1% podatku prosimy przekazać w rozliczeniu rocznym PIT,
w którym należy podać:
KRS 0000266644
a w polu informacji dodatkowych: ZC 8117 Mateusz Łazarski


Facebook Slider

F

o

r

u

m

Facebook Slider