Jestem Oskar Wojownik

Przyszedem na świat z bardzo ciężką wadą serca – dwuodpływową prawą komorą z zarośnietą zastawką płucną. Nie wykształciła się tętnica płucna, więc krew dopływała cieniutkimi naczyniami obocznymi od aorty. Lekarze opisują fachowo tę wadę jako DORV+AP+MAPCA. 
By ten wymagający i nerwowy wyścig z czasem zakończył się dotarciem do mety potrzebuję Twojej pomocy. Proszę o wsparcie i pomoc finansową. Liczy się każda minuta i każda złotówka. Kwota 5zł czy 10zł dużo mi daje.Każda wpłata ratuje moje zdrowie, pozwala mi żyć.Jeśli nie możesz sobie pozwolić na wpłatę to przekaż proszę dalej informacje o tej zbiórce.
To również forma pomocy  

Poznaj moją historię.
Pierwsze pół roku swojego życia spędziłem w szpitalu. Stamtąd zostałem skierowany do hospicjum stacjonarnego. Przerażała nas taka perspektywa. Jakże cudownie bezpodstawne okazały się nasze obawy. Hospicjum okazało się być istnym Pałacem, pełnym miłości i nadziei. Jak się okazało także miejscem oczekiwania na cud.

Pani Ola, Pediatra z hospicjum skonsultowała mój przypadek w wielu zagranicznych klinikach. Dzięki jej wiedzy i uporowi okazało się, że wada może zostać zoperowana w Watykanie. Operacja polega na wszyciu specjalnej protezy naczyniowej i skomplikowanym połączeniu naczyń doprowadzających krew do płuc (tzw. unifokalizacja z zespoleniem centralnym).

Przeszkodę stanowiły pieniądze. 
NFZ nie zgodził się na sfinansowanie zabiegu więc potrzebowaliśmy 250 000 zł. Wiedzieliśmy, że trzeba działać szybko. Wygrać wyścig ze śmiercią, która czyhała za rogiem. Utworzyliśmy zbiórkę internetową i stacjonarną do puszek. Zmotywowaliśmy lokalną społeczność. Zbieraliśmy fundusze podczas kiermaszy charytatywnych, w szkołach i kościołach. Mój los nie pozostał obojętny tysiącom osób. W nieco ponad miesiąc wspólnie zebraliśmy ćwierć miliona złotych.

Wczesnym rankiem 6 lutego 2019 r. wyruszyłem w najważniejszą podróż – po życie. Najpierw karetką na lotnisko, a później medycznym odrzutowcem. W asyście anestezjologa, ratownika, mamy i wolontariuszki. Sześć dni później w Watykanie, w szpitalu Ospedale Pediatrico Bambino Gesù przeprowadzono niezwykle skomplikowaną i ryzykowną operację mojego małego serduszka. Przebiegła pomyślnie. 

Choć bywa niezwykle ciężko to wygrywam kolejne rundy walki o życie. Lekarze nazwali mnie niezniszczalnym wojownikiem.
Teraz w Twoich rękach leży mój los. Każda wpłata ratuje mi życie i pozwala przeżyć kolejny dzień.Będą kolejne potrzebne operacje w Watykanie u profesore Carotiego. Dziękujemy :)  


Do góry